Uznany w środowiskach tzw. „niepokornej” centroprawicy komentator stosunków międzynarodowych, Witold Jurasz, sufluje zwycięskiemu PiS-owi odżegnanie się od hasła „Budapesztu w Warszawie”. Powodem jest rzekoma zbieżność polityki węgierskiej z polityką Moskwy.

ZOBACZ TEŻ: Portal Prawy.pl oskarża: resortowe dziecko ekspertem prawicy

„PiS zdobywa władzę nie w tym momencie, gdy ocierało się o radykalizm, ale w momencie, gdy się od radykalizmu odżegnało. To chyba podpowiedź kierunku, w którym warto podążać. Hasło „Budapeszt w Warszawie” (szczególnie, że Budapeszt okazał się być niebezpiecznie bliski Moskwie) warto być może zamienić na „Ankarę w Warszawie”(z zastrzeżeniem, że chodzi o taką politykę Turcji, którą ta prowadziła kilka lat temu)”– czytamy w analizie napisanej przez Jurasza.

W swoim opracowaniu pt. „PiS a polityka zagraniczna, czyli o pożytkach z unikania skrajności” Jurasz pisze także o interpretowanych przez niego w swoisty sposób poglądach „skrajnej prawicy” na politykę wschodnią:

„Pozostawanie na centroprawicy to uznanie, że wyzwaniem dla naszej polityki zagranicznej na tym kierunku jest Rosja, a nie – jak sufluje to skrajna prawica – Ukraina, Litwa czy też Białoruś”– czytamy. Publicysta zauważył również wzrost znaczenia banderyzmu na Ukrainie i dyskryminacyjną politykę Litwy wobec Polaków na Wileńszczyźnie:

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Witold Jurasz: przypominanie o historycznych granicach Polski leży w interesie Rosji

Mamy prawo mieć zastrzeżenia do kultu Bandery i Szuchewycza na Ukrainie, polityki wobec polskiej mniejszości na Litwie, czy pewnych zachowań władz na Białorusi, ale to wszystko nie zmienia jednego – w Moskwie strzelą korki od szampana, jeśli Polska wejdzie na ścieżkę konfliktu z Wilnem, Kijowem czy też Mińskiem. Co więcej – taki konflikt, nawet jeśli byłby prowadzony w imię praw polskiej mniejszości, Polakom na wschodzie niczego by nie dał, a w pewnych scenariuszach mógłby im nawet zaszkodzić”– pisze Witold Jurasz. Jak konstatuje autor, PiS w istocie wraca do polityki zagranicznej prowadzonej przez Lecha Kaczyńskiego:

„W polityce zagranicznej opcja centroprawicowa (w odróżnieniu od skrajnie prawicowej) oznacza w istocie wierność tradycji Lecha Kaczyńskiego. Wybór opcji skrajnej jest tej tradycji zaprzeczeniem. Skądinąd warto pamiętać, iż tradycja Lecha Kaczyńskiego w zakresie polityki zagranicznej korzeniami tkwi w polityce wszystkich ekip rządzących Polską po 1989 r. Wszystkich, poza ekipą, która przyszła do władzy po 2007 r. Warto skądinąd prześledzić, jakie przesłanki stały za owym w istocie zerwaniem z linią polskiej polityki zagranicznej, którą zaczęli prowadzić premier Mazowiecki i minister Skubiszewski – bynajmniej nie politycy PiS”– pisze Witold Jurasz.

oaspl.org / Kresy.pl

2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. jaro7
    jaro7 :

    Ten Judasz to jakiś idiota.My mamy siedzieć cicho w sprawie Polonii,bo banderowcy,szaulisi i inni mogą się zdenerwować i pogorszyć sytuacje Polaków w ich państwach.Toż przecież tak było robione do tej pory i jaki efekt? Beznadziejny.I po co cytuje się takich pseudo ekspertów?!!!