Około 7 procent zmobilizowanych na Ukrainie miało ustawowe prawo do odroczenia służby, którego nie uwzględniono podczas mobilizacji. Według wojskowej rzeczniczki praw oznacza to nie tylko naruszenia wobec powoływanych osób, ale także niepotrzebne koszty dla państwa.
Około 7 procent osób zmobilizowanych na Ukrainie miało ustawowe prawo do odroczenia służby, ale nie zostało ono uwzględnione podczas działań mobilizacyjnych – powiedziała wojskowa rzeczniczka praw Olha Reszetyłowa w rozmowie z Suspilnem.
Według Reszetyłowej problem dotyczy osób, które posiadały podstawy prawne do odroczenia, lecz z różnych powodów zostały powołane do wojska. Jako przykłady wskazała niewłaściwie przeprowadzone wojskowe komisje lekarskie oraz nieuwzględnianie dokumentów przedstawianych przez mobilizowanych.
Zobacz też: Łamanie praw człowieka przy mobilizacji na Ukrainie
„7 procent zmobilizowanych ma ustawowe prawo do odroczenia, tylko z jakiegoś powodu nie zostało ono uwzględnione podczas działań mobilizacyjnych. Może to być na przykład niska jakość pracy wojskowej komisji lekarskiej albo nieuwzględnienie dokumentów, które miał żołnierz” – powiedziała Reszetyłowa.
Wojskowa rzeczniczka praw zaznaczyła, że najczęściej naruszenia dotyczą trzech kategorii odroczeń. Chodzi o przypadki, gdy mężczyzna ma troje lub więcej dzieci, jest opiekunem jednego z bliskich krewnych albo ma bliskiego krewnego, który zginął w czasie wojny lub dostał się do niewoli.
Reszetyłowa podkreśliła, że osoba zmobilizowana niezgodnie z prawem, mimo przysługującego jej odroczenia, i tak nie będzie ostatecznie pełnić służby. Jak wskazała, taki żołnierz będzie musiał zostać zwolniony albo samowolnie opuści jednostkę.
Według niej takie przypadki oznaczają dla państwa znaczne straty finansowe i organizacyjne. Po powołaniu zmobilizowany zostaje zarejestrowany, otrzymuje świadczenia finansowe i pełne zaopatrzenie, w tym umundurowanie, żywność oraz środki ochrony indywidualnej.
„Ponieważ zostaje zarejestrowany, otrzymuje wsparcie finansowe, jest w pełni zaopatrywany we wszystko: mundury, żywność, środki ochrony indywidualnej. Państwo leczy go także na własny koszt. Albo na przykład instruktorzy przeznaczają na niego zasoby, wydają na niego pewne środki, ucząc go w ośrodkach szkoleniowych i tak dalej. To ogromny zasób, który wydajemy po prostu z powodu niskiej jakości mobilizacji” – powiedziała Reszetyłowa.
Kresy.pl/UNIAN
































