W Moskwie i Petersburgu uczczono pamięć zamordowanej sześć lat temu w stolicy Rosji dziennikarki niezależnej “Nowej Gaziety”, Anny Politkowskiej. Została ona zabita 7 października w dzień urodzin prezydenta Rosji Władimira Putina.
Uczestnicy manifestacji – stronnicy opozycji demokratycznej, obrońcy praw człowieka, dziennikarze i czytelnicy „Nowej Gaziety” – po raz kolejny zażądali od Kremla wyjaśnienia tej zbrodni. Demonstranci w Petersburgu domagali się nazwania jednej z ulic miasta nad Newą imieniem Politkowskiej.
Po raz pierwszy Politkowską usiłowano zabić w 2004 r. We wrześniu, w dniu rozpoczęcia roku szkolnego, doszło do masakry w Biesłanie, w Osetii Północnej. Na skutek szturmu rosyjskich specsłużb na budynek szkoły zginęło ponad 300 osób. Połowę ofiar stanowili uczniowie. Politkowska postanowiła udać się na miejsce wydarzeń. Wsiadła do samolotu lecącego z Moskwy do Rostowa nad Donem. Na pokładzie zasłabła po wypiciu herbaty. Badania szpitalne potwierdziły obecność trucizny w napoju.
Za twardą postawę wobec poczynań władz Politkowska była stale szykanowana i prześladowana. Jak wspominają jej przyjaciele, Anna nigdy od nikogo nie pożyczała pieniędzy w obawie, że w każdej chwili może stracić życie i nie będzie mogła zwrócić długu.Zabójca wytropił dziennikarkę 7 października. Anna wróciła do domu z zakupów i czekała na klatce schodowej na windę. To tam padły strzały.
Po sześciu latach śledztwa nadal nie udzielono odpowiedzi na pytanie, kto był zleceniodawcą egzekucji Politkowskiej. W opinii rosyjskiego historyka, mieszkającego w USA, autora m.in. książki „Wysadzić Rosję” Jurija Felsztynskiegozabójstwo Anny Politkowskiej miało być czymś w rodzaju prezentu urodzinowego dla władcy Kremla od ubiegającego się wówczas o urząd prezydenta Czeczenii Ramzana Kadyrowa. – Taka praktyka wpisuje się we wschodnią tradycję składania w ofierze „głowy wroga”. Gest został doceniony. W marcu 2007 roku Kadyrow został prezydentem Czeczenii – mówił “Codziennej” Felsztynski.



























