Prezydent-elekt USA wyłamał się z chóru głosów umniejszających zbrodnie zmarłego dyktatora Kuby.
Donald Trump w związku z śmiercią Fidela Castro oświadczył: Odszedł brutalny dyktator, który przez prawie sześć dekad gnębił własny naród. Dziedzictwo Castro to rozstrzeliwania ludzi, kradzieże, niewyobrażalne cierpienie, bieda i zaprzeczenie podstawowych praw człowieka.
Prezydent elekt wskazał, że Kuba wciąż jest totalitarną wyspą. Wyraził jednak nadzieję, że śmierć Castro będzie początkiem odchodzenia od okropności, które trwały zbyt długo, ku przyszłości, w której wspaniali Kubańczycy wreszcie będą żyć w wolności na jaką zasługują. Dodał, że nowa administracja USA, która zacznie swoją pracę po zaprzysiężeniu Trumpa na 45. prezydenta USA 20 stycznia, zrobi wszystko co może, by Kubańczycy mogli w końcu rozpocząć drogę ku dobrobytowi i wolności.
CZYTAJ WIĘCEJ:
Światowi politycy o śmierci Fidela Castro
USA: na ulicach Miami fiesta po śmierci Fidela Castro
Oświadczenie przyszłego republikańskiego prezydenta jest zdecydowanie różne w tonie i treści od tego, które opublikował nieco wcześniej obecny prezydent USA, Barack Obama, który powstrzymał się od krytyki Fidela Castro, zaznaczając, że oceni go historia.
kresy.pl / rmf24.pl





























