Mazowiecki Urząd Wojewódzki oraz Szef Urzędu ds. Cudzoziemców odmówili Waleremu Rukosujewowi, potomkowi Polaka zesłanego na Syberię, zgody na pobyt stały w Polsce. Mężczyzna mieszka w Polsce ponad rok, przedstawił dokumenty potwierdzające pochodzenie i integrację, a obecnie ma 28 dni na opuszczenie kraju. W tym czasie Polska przyjmuje migrantów z krajów Afryki i Ameryki Południowej.
Walery Rukosujew jest potomkiem Polaka zesłanego na Syberię i od ponad roku mieszka w Polsce. Wniosek o pobyt stały złożył na podstawie polskiego pochodzenia. Do akt dołączył akty urodzenia dziadka i matki, dokumenty potwierdzające narodowość polską przodków, umowy najmu w Warszawie, potwierdzenie nauki w szkole zawodowej, dane o koncie bankowym i liczne faktury potwierdzające codzienne funkcjonowanie w kraju.
W toku postępowania administracyjnego wykazał się znajomością hymnu, symboli narodowych, świąt państwowych oraz podstawowych dat historycznych. Mazowiecki Urząd Wojewódzki odmówił jednak wydania zezwolenia na pobyt stały, wskazując, że jego wiedza o Polsce ma charakter „encyklopedyczny, wyuczony na potrzeby przesłuchania”. Decyzję podtrzymał Szef Urzędu ds. Cudzoziemców. Obecnie Rukosujew ma 28 dni na opuszczenie Polski.
Na czas rozpatrywania sprawy w paszporcie mężczyzny widnieje tzw. czerwona pieczątka, potwierdzająca legalny pobyt w okresie procedury, ale wyłączająca możliwość legalnej pracy. Według relacji bliskich doprowadziło to do podejmowania zajęć poza systemem i wypadku przy pracy. Koszt operacji barku oszacowano na 17 tys. zł, bez możliwości skorzystania z ubezpieczenia.
Maksymilian Rymkiewicz, przyjaciel Rukosujewa, od lat pomagający repatriantom, zwrócił uwagę na rozbieżność między deklarowaną a realizowaną polityką wobec osób polskiego pochodzenia: „To tragedia człowieka, potomka zesłańca, który ma udokumentowane polskie pochodzenie, posiada wiedzę o historii i kulturze, który otrzymuje odmowę pobytu i musi opuścić nasz kraj. Pamiętam jeszcze przypadek małżeństwa, kiedy to żona dostała zezwolenie na stały pobyt na podstawie polskiego pochodzenia a mąż dostał odmowę i został deportowany. To paradoks. Osoby z polskim pochodzeniem otrzymują odmowy a z drugiej strony migranci ekonomiczni z Afryki i Ameryki Południowej – bez żadnych związków z polskością, często niechętni integracji i przyjmowaniu lokalnej kultury – otrzymują zezwolenia, bo Polska pilnie potrzebuje rąk do pracy”.
„Valerii czekał prawie rok na rozpatrzenie odwołania. Nie jest bogatym człowiekiem, w tym czasie musiał za coś żyć, coś jeść. Czekając na decyzję, nie mógł legalnie pracować — nie pozwalało mu na to państwo. Został zmuszony do pracy w szarej strefie, co naraziło go na dramatyczne konsekwencje. Musiał zapłacić za leczenie szpitalne, ponieważ najechał na niego niesprawny samochód służbowy. Operacja barku przewyższyła jednak jego możliwości finansowe — mówił Rymkiewicz.
Powyższa sytuacja unaocznia fakt, że imigranci niezwiązani kulturowo z Polską mogą łatwiej otrzymać pozwolenie na pobyt w kraju niż potomkowie polskich zesłańców, czekający na repatriację. Według szacunków z początku 2025 r. – obecnie w Polsce przebywa od 2,5 do 2,8 miliona imigrantów, co stanowi od 6,6 do 7,5 proc. populacji kraju. Największą grupę przybyszów, około trzech czwartych, stanowią Ukraińcy. Według raportu przeprowadzonego przez Instytut WEI liczba imigrantów może wynosić nawet 4 mln.
Na początku tego roku pojawiły się doniesienia, że Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji planuje nowelizację przepisów, by ułatwić powrót do kraju większej liczbie Polaków mieszkających na Wschodzie. Jednocześnie wiceminister Maciej Duszczyk zapowiadał, że program w ciągu dwóch lat może zostać całkowicie zamknięty.
Financial Times zwraca uwagę, że wielu ocalałych wróciło do Polski na własną rękę. Od 2020 r. o repatriację zwróciło się 17 tys. osób. Około 7,5 tys. wniosków czeka obecnie na rozpatrzenie. Liczba osób posiadających polskie korzenie i zamieszkujących obszary byłego Związku Sowieckiego może sięgać od 60 do nawet 100 tys.
Najwyższa Izba Kontroli alarmowała w listopadzie 2024 r., że mimo wzniosłych deklaracji zawartych w preambule ustawy o repatriacji, system odpowiedzialny za te działania okazał się niewydolny. Okazuje się, że w obecnym tempie kolejka Polaków chcących wrócić do ojczyzny może być rozładowywana przez 22 lata.
Kresy.pl/wawa.info
































