1 sierpnia w Wielkiej Brytanii miały wejść w życie przepisy uchwalone przez rząd Partii Konserwatywnej, nakazujące wyższym uczelniom pilnowanie standardów wolności wypowiedzi. Nowe prawo zostało jednak nagle wstrzymane przez Partię Pracę, która objęła władzę w lipcowych, przedterminowych wyborach. Oficjalnym powodem odrzucenia ustawy było założenie, że „ułatwiała ona działalność antysemitom”.

Ustawa przyjęta przez poprzedni centroprawicowy rząd miała utrudnić cenzurowanie przez uczelnie wykładowców oraz studentów z nielewicowymi poglądami. Prawo określało także sposób dochodzenia roszczeń od instytucji łamiących swobodę wypowiedzi. Zaledwie kilka dni przed wejściem w życie przepisów, rząd laburzystów poinformował, że ​​anuluje publikację ustawy. Minister ds. równouprawnienia Phillipson podała, że oficjalnym powodem odrzucenia jest to, że ustawa miała „ułatwiać działalność antysemitów i osób negujących Holokaust”. Stwierdziła również, że przepisy spowodowałyby nałożenie zbyt dużych obciążeń na instytucje.

Jednakże wbrew zapewnieniom minitser Phillipson, celem ustawy była ochrona profesorów i studentów niezgadzających się z założeniami ideologii gender. Jednym z najbardziej znanych przypadków nagonki na wykładowców była sprawa prof. Kathleen Stock z Uniwersytetu Sussex. Filozofka stała się celem ataków po tym, jak publicznie stwierdziła, że transseksualiści nie powinni mieć dostępu do miejsc, w których przebierają się kobiety. Jej stanowisko spotkało się z nieprzychylną reakcją środowisk akademickich, co statecznie zmusiło ją do opuszczenia uczelni.

Podobny los spotkał Joannę Phoenix, profesor kryminologii, również z Uniwersytetu Sussex. Phoenix skrytykowała wpływ organizacji transseksualistów na uniwersytety, twierdząc, że płci biologicznej nie da się zmienić, a mężczyźni identyfikujący się jako kobiety nie powinni trafiać do żeńskich więzień. Phoenix została ocenzurowana przez uniwersytet, który wycofał jej konferencje naukowe.

theguardian.com/Kresy.pl

Tagi: , , , ,
forma płatności