Sebastien Lecornu objął w środę urząd premiera Francji, zastępując Francoisa Bayrou, który ustąpił po przegranym głosowaniu nad wotum zaufania związanym z jego planami ograniczenia deficytu budżetowego, największego w strefie euro. Tego samego dnia w całej Francji odbyły się antymacronowskie protesty, podczas których demonstranci blokowali autostrady i dochodziło do starć z policją.

W środę w Pałacu Matignon odbyła się ceremonia przekazania obowiązków między odchodzącym premierem François Bayrou a nowym szefem rządu, Sebastienem Lecornu. Bayrou ustąpił po tym, jak w poniedziałkowym głosowaniu w Zgromadzeniu Narodowym jego projekt budżetu na 2026 r., zakładający oszczędności rzędu 44 mld euro, nie uzyskał większości. Otrzymał 194 głosy poparcia przy 364 głosach sprzeciwu, a 15 posłów wstrzymało się od głosu.

Bayrou, żegnając się ze stanowiskiem, podkreślił: „Zrobię to i jestem pewien, że cały zespół wokół mnie zrobi wszystko, co w naszej mocy, aby pomóc rządowi… Moja pomoc i nasza pomoc są dla was zawsze gwarantowane, w nadchodzących tygodniach i miesiącach”. Lecornu z kolei docenił „niezwykłą odwagę” swojego poprzednika i stwierdził, że „wszystko to zostanie kiedyś uznane”.

Nowy premier ma 39 lat i jako jedyny minister pozostawał w rządzie od początku prezydentury Emmanuela Macrona w 2017 r. Pełnił wcześniej funkcje sekretarza stanu przy ministrze ds. transformacji ekologicznej, ministra delegowanego ds. władz lokalnych, ministra ds. terytoriów zamorskich, a od 2022 r. kierował resortem obrony.

Lecornu został wyznaczony przez prezydenta we wtorek, jako piąty premier w ciągu dwóch lat. Macron postawił na lojalistę, który ma kontynuować jego probiznesowy program gospodarczy. Nowy szef rządu w pierwszym przemówieniu zaznaczył, że „rząd będzie musiał być bardziej kreatywny, czasem bardziej techniczny, poważniejszy” w sposobie współpracy z opozycją, dodając, że „niezbędne będą zerwania”.

Najpilniejszym wyzwaniem pozostaje uchwalenie budżetu na 2026 r., który musi zostać przedstawiony parlamentowi do 7 października, z możliwością przesunięcia terminu o kilka dni, maksymalnie do 13 października. Francja zmaga się z deficytem budżetowym na poziomie 5,8 proc. PKB i zadłużeniem wynoszącym 113–114 proc. PKB, znacznie przekraczającym unijny limit 3 proc.

Reakcje polityczne na nominację Lecornu pokazały skalę trudności. Lewica zapowiedziała wniosek o wotum nieufności. Manuel Bompard z La France Insoumise powiedział w rozmowie z BFM TV, że Lecornu powinien podobnie jak jego poprzednik zwrócić się o wotum zaufania, aby „przestrzegać demokratycznych i republikańskich praktyk”. Skrajna lewica oraz Zieloni krytycznie przyjęli decyzję prezydenta.

Z kolei Jordan Bardella, lider Zjednoczenia Narodowego, ocenił w Parlamencie Europejskim, że Lecornu „znajduje się w bardzo niepewnej sytuacji”. Podkreślił: „Albo nastąpi zerwanie, albo będzie nagana”. Jednocześnie jego ugrupowanie, największe w Zgromadzeniu Narodowym, sygnalizowało gotowość do współpracy w sprawie budżetu, pod warunkiem uwzględnienia własnych postulatów.

Niektórzy socjaliści, w tym Olivier Faure, pozostawili otwartą możliwość porozumienia, pod warunkiem że ich priorytety, takie jak opodatkowanie najbogatszych i złagodzenie cięć, zostaną uwzględnione.

W dniu zaprzysiężenia Lecornu w całej Francji odbyły się protesty organizowane pod hasłem „Zablokuj wszystko”. Na ulice wyszły tysiące demonstrantów sprzeciwiających się polityce cięć i klasie politycznej. W Paryżu i innych miastach dochodziło do starć z policją, która używała gazu łzawiącego. Władze skierowały do zabezpieczenia protestów ponad 80 tys. funkcjonariuszy.

W stolicy zatrzymano prawie 200 osób, a w całym kraju – blisko 300. W Marsylii protestujący blokowali drogi, w Nantes podpalano barykady z opon, a w Rennes spalono autobus. W Montpellier manifestanci zbudowali barykadę z transparentem „Macron rezygnuje”. Podobne akcje miały miejsce przed paryskim dworcem Gare du Nord i w pobliżu liceów, gdzie młodzież dołączyła do protestów.

Ruch „Zablokuj wszystko” powstał w maju w internecie w środowiskach prawicowych, jednak szybko został przejęty przez lewicę i skrajną lewicę. Protesty porównywane są do buntu „żółtych kamizelek” z lat 2018–2019, choć – jak zauważył socjolog Antoine Bristielle z think tanku Fondation Jean-Jaurès – obecne manifestacje gromadzą przede wszystkim młodych ludzi. „Mają pewną wizję świata, w którym panuje większa sprawiedliwość społeczna, mniejsze nierówności, a system polityczny funkcjonuje inaczej, lepiej” – powiedział.

Kresy.pl/Reuters

Tagi: , , ,
forma płatności