Dwóch amerykańskich żołnierzy zaginęło w południowo-zachodnim Maroku po tym, jak brali udział w corocznych międzynarodowych ćwiczeniach wojskowych.
„Nie brali oni czynnego udziału w żadnym szkoleniu. Ćwiczenia zakończyły się i, z naszej wiedzy, byli na rekreacyjnej wędrówce” – powiedział w poniedziałek portalowi NPR urzędnik Departamentu Obrony USA. Dowództwo Afrykańskie USA (AFRICOM) poinformowało, że Stany Zjednoczone, Maroko i inne kraje uczestniczące w ćwiczeniach „Afrykański Lew” rozpoczęły operację poszukiwawczo-ratowniczą. Zespół poszukiwawczy składa się z helikopterów, statków, jednostek ratownictwa górskiego i nurków.
Do incydentu doszło w sobotę około godziny 21:00, jak twierdzi wojsko Maroka, w okolicy poligonu Cap Draa w pobliżu Tan Tan, nad Oceanem Atlantyckim. Teren jest górzysty o charakterze pustynnym bądź półpustynnym. Żołnierzy widziano ostatni raz w pobliżu wybrzeża, które tam ma charakter klifów.
Poszukiwania rozpoczęto wkrótce po tym, gdy żołnierze nie pojawili się na czas w zadeklarowanym miejscu. Według nowszych informacji podanych przez portal Dorzeczy.pl jeden z żołnierzy prawdopodobnie spadł z klifu. Dwóch kolejnych rzuciło mu się na pomoc, ale zostali porwani przez morskie fale i najprawdopodobniej utonęli.
Ćwiczenia “Afrykański Lew” rozpoczęły się w kwietniu i obejmują cztery kraje, poza Marokiem Tunezję, Ghanę i Senegal. Mają się ku końcowi.
Rozpoczęły się w Tunezji, a uczestniczyli w nich żołnierze różnych rodzajów sił zbrojnych USA, w tym Gwardii Narodowej, Rezerwy Armii, Sił Powietrznych i Korpusu Piechoty Morskiej. Obok nich ćwiczyli żołnierze z ponad 30 krajów, w łącznej liczbie 7 tys.
Czytaj także: Polski dron na ćwiczeniach arabskich zielonych beretów. Tiguar sprawdzany na Filipinach
npr.org/dorzeczy.pl/kresy.pl































