
Premier Estonii apeluje do Wielkiej Brytanii: nie porzucajcie wschodniej flanki NATO
/0 Komentarze/w bezpieczeństwo i obrona, Estonia, Europa Zachodnia, Rosja, Wydarzenia /Przez Mateusz PławskiPremier Estonii Kristen Michal powiedział w rozmowie z „The Telegraph” w Narwie, przy granicy z Rosją, że zaangażowanie Zachodu na Ukrainie i w cieśninie Ormuz nie może odbywać się kosztem obrony wschodniej flanki NATO. Estoński polityk podkreślił, że ochrona Sojuszu i Unii Europejskiej zaczyna się „od pierwszego metra” granicy z Rosją.
Premier Estonii Kristen Michal ostrzegł, że wojna na Ukrainie, napięcia wokół cieśniny Ormuz i inne kryzysy międzynarodowe nie mogą odciągać państw NATO od obrony wschodniej flanki Sojuszu. Wypowiedź padła w weekendowej rozmowie z brytyjskim „The Telegraph”, przeprowadzonej w Narwie — estońskim mieście położonym bezpośrednio przy granicy z Rosją.
Narwa i Iwangorod są oddzielone wąską rzeką oraz mostem zabezpieczonym zaporami przeciwczołgowymi i drutem kolczastym. W przeszłości oba miasta były przedstawiane jako przykład współpracy transgranicznej, a Unia Europejska finansowała projekty promenad po obu stronach rzeki. Obecnie obszar ten jest często wskazywany jako potencjalne miejsce rosyjskiej prowokacji lub próby zajęcia fragmentu terytorium NATO, określanej jako „scenariusz Narwy”.
„Wszystko, co dzieje się na Ukrainie, w Ormuz i gdziekolwiek indziej, nie powinno odbywać się kosztem obecności na wschodniej flance” — powiedział Michal w rozmowie przeprowadzonej w ratuszu w Narwie.
Jak relacjonuje „The Telegraph”, w czasie wizyty dziennikarzy Rosjanie ustawili po swojej stronie granicy wielki ekran, na którym transmitowano moskiewską paradę z okazji Dnia Zwycięstwa. Miała być ona skierowana także do rosyjskojęzycznych mieszkańców Narwy. Estończycy zorganizowali równolegle własne obchody Dnia Europy na placu przed ratuszem. Na murach zamku w Narwie rozwieszono baner określający Putina jako zbrodniarza wojennego, skierowany w stronę rosyjskich żołnierzy patrolujących drugi brzeg rzeki.
W odpowiedzi na rosyjskie zagrożenie Estonia zdecydowała o zwiększeniu wydatków obronnych do 5,4 procent PKB do końca roku. Środki na ten cel znaleziono w budżecie kosztem innych obszarów, w tym ochrony zdrowia i edukacji.
Pytany, czy potrafi przekonać wyborców do takich kosztów, Michal odparł: „Nie wiem, czy robię to dobrze, ale wszyscy rozumieją, że na obronę potrzebne są pieniądze”.
Szczególne znaczenie dla Estonii ma brytyjska obecność wojskowa. W kraju stacjonuje około tysiąca brytyjskich żołnierzy wraz z czołgami Challenger 2. Jednocześnie w Wielkiej Brytanii trwa debata o finansowaniu sił zbrojnych. Rząd Keira Starmera zapowiedział zwiększenie wydatków obronnych do 3,5 procent PKB, ale jest krytykowany za brak szczegółowego planu przekierowania środków na armię.
„The Telegraph” wskazuje, że brytyjska armia jest najmniejsza od czasów wojen napoleońskich, a Royal Navy ma problemy z utrzymaniem zdolności do wysyłania okrętów w morze. Część ekspertów sugeruje, że Londyn mógłby ograniczyć swoje zobowiązania w Estonii, jeśli po ewentualnym zawieszeniu broni na Ukrainie miałby uczestniczyć w misji pokojowej.
Michal powiedział jednak, że nie otrzymał od Starmera sygnałów o planach wycofania brytyjskich sił z Estonii. Odnosząc się do potrzeby utrzymania żołnierzy i czołgów w kraju, stwierdził: „Powiedziałbym, że mam poczucie, iż ten przekaz został zrozumiany”.
Estoński premier podkreślił, że Narwa i wschodnia Estonia miałyby kluczowe znaczenie w przypadku rosyjskiego ataku na NATO. Przez lata państwa bałtyckie były traktowane w planach obronnych Sojuszu jako obszar, który miałby spowolnić przeciwnika do czasu nadejścia odsieczy. Według wcześniejszych założeń wojska NATO mogłyby utracić część terytorium, które następnie zostałoby odbite w ciągu kolejnych miesięcy.
Obecnie podejście Sojuszu uległo zmianie. Nowe plany NATO zakładają obronę każdego skrawka terytorium państw członkowskich. W razie rosyjskiego ataku Sojusz nie miałby czekać, aż wojska rosyjskie wejdą głębiej na terytorium NATO, lecz od razu przenieść działania na przeciwnika.
„W Narwie i we wschodniej części Estonii przekaz jest całkiem jasny: zaczynamy ochronę NATO i Unii Europejskiej od wschodniej granicy, od pierwszego metra” — powiedział Michal.
Estoński premier przekonywał również, że mimo sporów politycznych i wypowiedzi Donalda Trumpa wojskowy wymiar NATO nadal działa. Jego zdaniem europejscy sojusznicy powinni zaakceptować zmianę amerykańskich priorytetów, w tym rosnące zainteresowanie Waszyngtonu Azją, ale nie oznacza to upadku Sojuszu.
„Tak, możemy rozumieć, że zawsze istnieje jakiś rodzaj debaty politycznej, ale po stronie wojskowej to działa” — powiedział.
„Zawsze będą przesunięcia interesów, na przykład rosnące zainteresowanie Amerykanów Azją i tak dalej. To będzie oznaczało pewną zmianę rozmieszczenia sił, ale nie oznacza, że NATO nie działa” — dodał.
Michal odniósł się także do rosnących wydatków obronnych państw Sojuszu. Według części polityków, w tym sekretarza generalnego NATO Marka Ruttego, decyzja o zwiększaniu nakładów do 5 procent PKB wynikała w dużej mierze z presji Trumpa. Premier Estonii przekonywał jednak, że państwa europejskie powinny mówić o obronności przede wszystkim jako o własnym interesie.
„Nawet nie mówiąc o Donaldzie Trumpie, bo może uda nam się go zadowolić, a może nie, inwestowanie w obronę i bezpieczeństwo jest dla waszego własnego dobra i dla waszych własnych obywateli, a nie dla kogokolwiek innego” — powiedział.
Czytaj: Estonia szykuje się na izolację. Państwo ma przetrwać 30 dni bez wsparcia
„Przepraszam za egoizm, ale inwestujemy po to, by chronić Estończyków, a robiąc to, chronimy także Europę po wschodniej stronie” — dodał.
W rozmowie poruszono również kwestię ewentualnego zakończenia wojny na Ukrainie i przyszłości rosyjskich żołnierzy. Estoński rząd opowiada się za całkowitym zakazem wjazdu do Unii Europejskiej dla byłych rosyjskich wojskowych po ewentualnym zawieszeniu broni.
„Zostaną rozrzuceni po całej Europie, Azji i Afryce. Czy naprawdę chcecie tych ludzi? Odpowiedź brzmi: nie” — dodał.
Premier Estonii wezwał także do ograniczenia wydawania wiz turystycznych obywatelom Rosji. Według „The Telegraph” każdego dnia około 2 tys. osób przechodzi pieszo z Iwangorodu do Narwy, przy czym nie korzystają one z wiz wydanych przez Tallinn. Jednocześnie ujawniono, że Francja zwiększyła w 2025 roku liczbę wiz turystycznych dla Rosjan o 23 procent w porównaniu z rokiem poprzednim. Podobne wzrosty miały miejsce we Włoszech i Hiszpanii.
Michal ocenił, że państwa te powinny pójść śladem Estonii i ograniczyć Rosjanom możliwość wjazdu do Europy.
„Proszę ograniczyć liczbę Rosjan przyjeżdżających do Europy, ponieważ oni są w tej wojnie, a także jeśli nie chcecie mieć ryzyk dla bezpieczeństwa wewnętrznego” — powiedział.
„Jednocześnie wszystkie inne kraje ponoszą ciężar. Ponieśmy więc ten ciężar razem i przekażmy sygnał, że Rosjanie nie są mile widziani w Europie. Proszę zatrzymać wojnę albo zostać w Rosji. Niech wszyscy cierpią razem, a nie bogatsi, którzy przyjadą do Europy na miłe wakacje we Włoszech czy Francji. To nie jest w porządku” — dodał premier Estonii.
Zobacz: Generał: w razie wojny estońskie elektrownie zostaną zniszczone































