Były prezydent Ukrainy, oligarcha Petro Poroszenko, wciąż nie może wyjechać z kraju. Nie pozwalają mu na to ukraińscy pogranicznicy. Oficjalnie miał jechać przez Polskę do Wilna. Deputowani z partii Poroszenki są oburzeni. „Gdy nasi żołnierze walczą tam z putinowską Rosją, to tu ktoś chce budować putinowską, dyktatorską Ukrainę”.

W sobotę ukraińscy pogranicznicy kolejny raz odmówili ukraińskiemu deputowanemu Petrowi Poroszence, byłemu prezydentowi Ukrainy, zgody na wyjazd z kraju. Od piątku były prezydent nie może opuścić kraju wjechać do Polski. Oficjalnie jest w drodze do Wilna, gdzie jako delegat ukraińskiego parlamentu, deputowany i lider partii Europejska Solidarność, ma uczestniczyć w wiosennym Zgromadzeniu Parlamentarnym NATO.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

2804.49 PLN    (12.74%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

W sobotę deputowani „Europejskiej Solidarności” opublikowali w sieci nagranie z przejścia granicznego w Rawie Ruskiej. Poinformowali, że szefa ich partii już drugi raz nie wypuszczono za ukraińską granicę, choć jest w oficjalnej delegacji.

„Jesteśmy świadkami haniebnego złamania prawa, gdy liderowi opozycyjnej siły politycznej ‘Europejska Solidarność’ całkowicie bezprawnie nie pozwala się przekroczyć granicy Ukrainy. On jechał na podstawie oficjalnego rozporządzenia szefa Werchowanej Rady [Rusłana] Stefańczuka, żeby wziąć udział w Zgromadzeniu Parlamentarnym NATO, w międzynarodowych spotkaniach, żeby porozumieć się w sprawie dostarczania Ukrainie broni” – mówił deputowany partii Poroszenki, Mykoła Kniażycki.

Dodał, że ukraińscy pogranicznicy łamią prawo, „być może kierując się poleceniami przez telefon” i nie chcą przepuścić byłego prezydenta Ukrainy. „Jesteśmy świadkami tego, że gdy nasi żołnierze walczą tam z putinowską Rosją, to tu ktoś chce budować putinowską, dyktatorską Ukrainę” – oświadczył Kniażycki.

Inni przedstawiciele „Europejskiej Solidarności” zarzucali ukraińskim strażnikom granicznym, że nie próbowali wyjaśniać sprawy, tylko stwierdzali, że nie mogą przepuści ani Poroszenki, gdyż według nich nie ma podstaw, żeby pozwolić mu na wyjazd z Ukrainy. Powoływali się na przepisy wprowadzonego w kraju stanu wojennego. Według ich relacji, pogranicznicy nie byli zainteresowani tym, żeby sprawę pomógł wyjaśnić sam Stefańczuk. Mieli powiedzieć politykom Europejskiej Solidarności, że przewodniczący parlamentu Ukrainy „jest dla nich nikim” i nie ma prawa wydawać im poleceń.

Kniażycki mówił też, że Poroszenko jest deputowanym, a nie poborowym i ma pełne prawo do opuszczania kraju w celach służbowych. Dodał, że wszystkim członkom delegacji pozwolono na wyjazd z kraju, tylko nie byłemu prezydentowi. Wiadomo, że Poroszence towarzyszyła deputowana Marjana Bezuhła.

Według ukraińskich mediów, jak dotąd ani Państwowa Straż Graniczna Ukrainy, ani ukraiński parlament, nie skomentowali oficjalnie całej sytuacji.

Jak informowaliśmy, w piątek wieczorem były prezydent Ukrainy, Petro Poroszenko, chciał wyjechać przez Polskę do Wilna, ale ukraińscy pogranicznicy zatrzymali go na przejściu granicznym w Rawie Ruskiej. Jego partia zaznacza, że jechał jako członek oficjalnej delegacji ukraińskiego parlamentu na Zgromadzenie Parlamentarne NATO.

Jak pisaliśmy, w opublikowanym w poniedziałek oświadczeniu Służby Bezpieczeństwa Ukrainy poinformowano, że podejrzany o zdradę stanu i pomoc terrorystom Wiktor Medwedczuk zeznał na temat prywatyzacji rurociągu Samara-Zachód oraz roli byłego prezydenta Petra Poroszenki w całym procederze. Według niego, zajmował się prywatyzacją rurociągu na wniosek ówczesnego prezydenta, tj. Poroszenki.

Zobacz: Poroszenko jeździ „banderomobilem” [+FOTO/+VIDEO]

Przypomnijmy, że ukraińska prokuratura zarzuca Petrowi Poroszence zdradę stanu i wspieranie terroryzmu. Za takie uważa sprowadzanie w latach 2014-2015 węgla z terenów opanowanych przez separatystów, uznawanych przez władze w Kijowie za terrorystów. Poroszenkę podejrzewa się o to, że „działając za uprzednią zmową grupy osób, w tym osób z najwyższego kierownictwa Federacji Rosyjskiej, wspierał działalność terrorystycznych organizacji DRL i ŁRL” poprzez zakupy węgla, co „podrywało bezpieczeństwo energetyczne państwa”.

W styczniu br. Peczerski Sąd Rejonowy Kijowa wyznaczył wobec niego środek zapobiegawczy w postaci tzw. osobistego zobowiązania, w związku z czym lider Europejskiej Solidarności nie trafił do aresztu. Prokuratura wnioskowała o środek w postaci 3-miesięcznego aresztu z możliwością wyjścia za kaucją w wysokości 1 mld hrywien. Petro Poroszenko zarzuty wobec siebie określił mianem politycznych prześladowań ze strony Wołodymyra Zełenskiego.

Unian / Facebook / Kresy.pl

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz