Oglądając kronikę parafii rzymskokatolickiej w Niemirowie, jej odrodzenie można uznać za prawdziwy cud.
Świątynia, którą udało się odzyskać nielicznej grupie tutejszych katolików w 1994 r. była w stanie całkowitej ruiny. Po II wojnie światowej została zamieniona na warsztat naprawczy i podzielony na piętra. Po pewnym czasie jej dach zawalił się i gdyby pani Maria Brodziak nie skrzyknęła miejscowych Polaków, to świątyni by już nie było.
Polaków nie ma oczywiście w Niemirowie zbyt dużo. Na niedzielną Mszę św. uczęszcza około dwadzieścia osób. Przed wojną tutejsza parafia liczyła aż trzy tysiące wiernych i miała cztery kaplice filialne, a także świątynię we wsi Hruszów. Dziś niestety po dawnej wspólnocie zostało tylko wspomnienie.
– Po drugiej wojnie światowej pozostało tu trochę Polaków, ale wszyscy przeszli do cerkwi prawosławnej – mówi p. Lidia Brodziak. – Gdy parafia katolicka się odrodziła, nie wrócili już do wiary przodków. Pozostali przy prawosławiu i deklarują się jako Ukraińcy. Niektórzy są też grekokatolikami. Gdyby wszyscy ponownie wrócili do wyznania rzymskokatolickiego, to kto wie, może uzbierałoby się kilkaset osób. To jednak jest mało realne. Większość z nich żyje też w małżeństwach mieszanych.
Z mieszanej rodziny wywodzi się też pani Lidia. Jej matka pochodziła w polskiej rodziny ze Lwowa, a ojciec to już miejscowy niemirowski Ukrainiec.
Mój ojciec jest grekokatolikiem, ale nie utrudniało matce wychowywania mnie na katoliczkę rzymską – mówi pani Lidia. – Jak zaczęliśmy odbudowę kościoła, to też bardzo się w nią zaangażował i pomagał przy wszystkich ciężkich pracach. Wspólnymi siłami i dzięki ogromnej pomocy o. Franciszkanów z Rawy Ruskiej, którzy objęli go opieką duszpasterska, udało się kościół szczęśliwie wyremontować. Mamy gdzie się spotykać i gdzie się modlić.
Choć Polaków w Niemirowie jest tylko garstka, starają się dbać o resztki polskiej spuścizny. W miarę swoich możliwości porządkują m.in. groby, które zachowały się na polskim cmentarzu.
(mak)/(inf. wł.)/Kresy.pl





























