Zostaw odpowiedź
Chcesz przyłączyć się do dyskusji?Nie krępuj się!
Leave a Reply
You must be logged in to post a comment.
Turecki kuter rybacki Duru 67 został zaatakowany w piątek na Morzu Czarnym, na zachód od okupowanego przez Rosję Krymu, w rejonie Sewastopola. Jednostka zatonęła, a pięciu rannych członków załogi podjął inny turecki kuter. Jeden z rybaków zmarł podczas transportu w kierunku Turcji.
Turecki kuter rybacki Duru 67 został zaatakowany 5 czerwca na Morzu Czarnym, na zachód od Krymu, w rejonie Sewastopola — poinformowało tureckie Dowództwo Straży Przybrzeżnej. Jednostka pływała pod banderą Turcji i zatonęła po odniesieniu uszkodzeń.
Donald Trump ocenił, że Rosja i Ukraina są blisko osiągnięcia porozumienia kończącego wojnę i wyraził poparcie dla dalszych bezpośrednich rozmów między stronami. Prezydent USA stwierdził, że jego działania doprowadziły do obecnego etapu negocjacji.
5 czerwca podczas podróży samolotem Air Force One do stanu Wisconsin prezydent USA Donald Trump odniósł się do propozycji bezpośredniego spotkania pomiędzy prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim a przywódcą Rosji Władimirem Putinem.
Czytaj też: Wymiana jeńców między Rosją i Ukrainą [+VIDEO]
Fiński minister obrony Antti Häkkänen odmówił zgody 14 nabywcom spoza Unii Europejskiej i Europejskiego Obszaru Gospodarczego na zakup nieruchomości w Finlandii.
Część spraw dotyczyła miejscowości położonych na wschodzie kraju, w pobliżu granicy z Rosją.
Według fińskiego ministerstwa obrony wnioski złożyli obywatele albo firmy należące do obywateli Chin, Ukrainy, Turcji i Indii. Chodziło o nieruchomości w Asikkali, Hyrynsalmi, Imatrze, Laukaa, Pöytyi, Rautjärvi i Rovaniemi. Imatra i Rautjärvi leżą na południowym wschodzie Finlandii, w pobliżu granicy z Rosją. Wnioskodawcy deklarowali cele biznesowe, rekreacyjne lub mieszkaniowe.
Departament Stanu USA zatwierdził możliwą sprzedaż Danii pocisków manewrujących AGM-158B/B-2 JASSM-ER o wartości 824 milionów dolarów. Uzbrojenie ma trafić na wyposażenie duńskich myśliwców F-35A i zwiększyć ich zdolność do precyzyjnych uderzeń dalekiego zasięgu. (more…)
146. Samodzielny Pułk Remontowo-Odtworzeniowy Ukrainy pokazał bojowy wóz piechoty BMP z hiszpańskim zdalnie sterowanym modułem uzbrojenia Guardian 30. Modernizacja zastępuje sowiecką wieżę nowoczesnym systemem z armatą automatyczną 30 mm, kamerą termowizyjną i dalmierzem laserowym. (more…)
Stany Zjednoczone objęły sankcjami prezydenta Kuby Miguela Diaza-Canela, jego żonę oraz przedstawicieli władz w Hawanie. Kubański przywódca oskarżył administrację Donalda Trumpa o próbę destabilizacji kraju i zapowiedział opór wobec „imperialnej ofensywy”. (more…)
Nie uczymy sie na błędach,dalej zawieramy beznadziejne sojusze.”„Gdy 740 dzieci umierało na morzu, a wszystkie państwa świata mówiły „nie”,
jeden człowiek — mający wszelkie powody, by milczeć — powiedział „tak”.
Był rok 1942.
Statek dryfował po Morzu Arabskim jak pływająca trumna.
Na pokładzie znajdowało się 740 polskich dzieci.
Sieroty.
Ocaleni z radzieckich obozów pracy, gdzie ich rodzice zmarli z głodu i zimna.
Uciekli przez Iran, by odkryć coś gorszego niż niewola:
nikt ich nie chciał.
Imperium Brytyjskie — najpotężniejsza siła tamtych czasów —
odmówiło im wstępu do wszystkich portów indyjskiego wybrzeża.
„To nie nasz problem. Płyńcie dalej”.
Dzieciom kończyło się jedzenie.
Leki.
Czas.
Dwunastoletnia Maria trzymała za rękę swojego sześcioletniego brata.
Umierająca matka poprosiła ją o jedno — żeby go chroniła.
Ale jak chronić, gdy cały świat się odwraca?
Wtedy wieść dotarła do niewielkiego pałacu w Gudżaracie.
Maharadża Jam Saheb Digvijaysinhji był drobnym władcą w skali imperium.
Brytyjczycy kontrolowali jego porty, gospodarkę i wojsko.
Miał wszystkie powody, by być posłusznym i milczeć.
Ale gdy usłyszał o 740 dzieciach dryfujących na morzu,
podczas gdy dyplomaci dyskutują nad formularzami —
coś w nim pękło.
— „Ile dzieci?”
— „740, Wasza Wysokość. Ale Brytyjczycy odmówili im wstępu do Indii”.
Maharadża zacisnął szczęki.
— „Brytyjczycy kontrolują moje porty.
Ale nie kontrolują mojego sumienia.
Te dzieci zejdą na ląd w Nawanagarze.
Przygotujcie ich przyjęcie”.
— „Wasza Wysokość, jeśli sprzeciwi się Pan Brytyjczykom—”
— „To się sprzeciwię”.
Wysłał wiadomość na statek:
„Jesteście tu mile widziani”.
Gdy władze brytyjskie zaprotestowały, ten niewielki człowiek z małego księstwa powiedział im wprost:
„Jeśli potężni odmawiają ratowania dzieci,
to ja — słaby — zrobię to, czego wy nie potraficie”.
W sierpniu 1942 roku statek wpłynął do portu Nawanagar.
Dzieci schodziły na ląd jak cienie — wychudzone, chore, z pustym spojrzeniem.
Nie oczekiwały już niczego.
Nie wierzyły w nadzieję.
Maharadża czekał na nabrzeżu.
Ubrany skromnie na biało, uklęknął przed nimi i powiedział przez tłumaczy:
— „Nie jesteście już sierotami.
Jesteście moimi dziećmi.
Jestem waszym Bapu — waszym ojcem”.
Maria poczuła, jak drży ręka jej brata.
Czy po tylu zamkniętych drzwiach to naprawdę możliwe?
To, co zrobił potem, zmieniło wszystko.
Nie zbudował obozu dla uchodźców.
Zbudował dom.
W Balachadi stworzył coś niezwykłego — małą Polskę w Indiach:
polskich nauczycieli,
polską kuchnię,
polskie pieśni w indyjskich ogrodach,
choinki pod tropikalnym niebem.
„Wasze cierpienie próbowało was wymazać — powiedział im. —
Ale wasz język, kultura i tradycje są święte.
Zachowajcie je tutaj”.
Dzieci, którym mówiono, że nie należą nigdzie,
w końcu znalazły dom.
Tomek znów zaczął się śmiać.
Ania zaczęła mówić.
Maria patrzyła, jak jej brat goni pawie w ogrodach pałacu
i przypominała sobie, czym jest spokój.
Maharadża przychodził często.
Uczył się ich imion.
Obchodził urodziny.
Przytulał, gdy płakali za rodzicami, którzy nigdy nie wrócą.
Wzywał lekarzy.
Płacił z własnej kieszeni, by dać im to, czego odmówiły imperia:
godność, dzieciństwo, przyszłość.
Przez cztery lata, gdy świat płonął,
740 dzieci żyło jak jedna rodzina w sercu indyjskiego księcia.
Uczyły się.
Zdrowiały.
Zaczynały marzyć.
Odzyskiwały siebie.
Po wojnie rozjechały się po świecie.
Zostały lekarzami, nauczycielami, inżynierami, dyplomatami, artystami, rodzicami.
I nigdy nie zapomniały.
W Warszawie powstał Plac Dobrego Maharadży.
Szkoły noszą jego imię.
Ale najważniejszy pomnik nie jest z kamienia.
To same dzieci.
Dziś, mając 80–90 lat, wciąż się spotykają
i opowiadają wnukom historię indyjskiego władcy,
który potrafił zobaczyć ponad polityką prostą prawdę:
740 dzieci potrzebowało ojca.
I on nim został.”
Piękny gest. I sprawdziłem, rzeczywiście jest w Warszawie i pomnik i Skwer Dobrego Maharadży. I niektóre źródła mówią o bliskiej 1000 ilości polskich dzieci jakich uratował ten szlachetny Indianin. One wszystkie przeżyły, rozjechały się po świecie a potem nawet w wieku 80 – 90 lat się na zjazdach spotykały.”