Białoruskie władze zwlekają z ostateczną decyzją w sprawie uznania niepodległości zbuntowanych gruzińskich prowincji: Osetii Południowej i Abchazji. Przewodniczący Izby Reprezentantów białoruskiego Zgromadzenia Narodowego zaprzeczył informacjom o rzekomym przekazaniu deputowanym dokumentów w tej sprawie.
Od początku konfliktu gruzińsko-rosyjskiego Moskwa naciska na Białoruś by uznała niepodległość obu prowincji. Niezależny portal Karta – 97 poinformował, że wniosek o uznanie niepodległości Osetii Południowej i Abchazji wpłynął do sekretarza generalnego Związku Białorusi i Rosji, Pawła Borodina, a ten miał przekazać dokument władzom Białorusi. Zaprzeczył temu przewodniczący Izby Reprezentantów, Władimir Andrejczenko.
We wrześniu naciskany przez Moskwę białoruski prezydent oświadczył, że rozpatrzenie wniosku o uznanie niepodległości obu republik należeć będzie do nowego parlamentu. Kilka dni temu, podczas pierwszego posiedzenia Izby Reprezentantów Władimir Andrejczenko stwierdził, że deputowani sprawą zajmą się gdy otrzymają oficjalny wniosek od władz zbuntowanych prowincji. Andrejczenko dodał, że deputowani podejmując decyzję będą zwracali uwagę na zdanie całego narodu.
IAR / mb





























