W sobotę japońskie wojsko poderwało samoloty po wykryciu podejrzanego chińskiego drona w pobliżu wyspy Yonaguni, a następnego dnia chińskie jednostki wpłynęły na wody wokół spornych wysp Senkaku. Incydenty nastąpiły w czasie zaostrzenia relacji po wypowiedziach premier Japonii Senae Takaichi na temat ewentualnej obrony Tajwanu.

W sobotę japońskie siły powietrzne poderwały samoloty bojowe po wykryciu podejrzanego chińskiego drona w rejonie wyspy Yonaguni, położonej na południu Japonii, w bezpośredniej bliskości Tajwanu. Informację o tej aktywności przekazało w poniedziałek ministerstwo obrony Japonii, wskazując na rosnące napięcia z Chinami.

Zobacz też: Chińska straż przybrzeżna na wodach spornego archipelagu wyraźnym gestem pod adresem Japonii

Następnego dnia doszło do kolejnego incydentu – chińskie jednostki straży przybrzeżnej przez kilka godzin przebywały na japońskich wodach terytorialnych wokół spornych wysp Senkaku. O archipelag ten Tokio i Pekin spierają się od lat, a jego chińska nazwa Diaoyu regularnie pojawia się w komunikatach władz w Pekinie. Do sytuacji odniósł się szef gabinetu premiera Minoru Kihara, potwierdzając naruszenie wód Japonii przez okręty chińskiej straży przybrzeżnej.

Seria incydentów miała miejsce w okresie zaostrzenia relacji między państwami, wywołanego wypowiedziami nowej premier Japonii Senae Takaichi. Jeszcze przed objęciem urzędu 64-letnia polityk wielokrotnie krytykowała politykę Pekinu i wzrost aktywności militarnej Chin w regionie. W wystąpieniu w parlamencie 7 listopada oświadczyła, że potencjalny atak Chin na Tajwan mógłby stanowić „sytuację zagrażającą przetrwaniu Japonii”, co – zgodnie z japońskimi regulacjami – jest jednym z nielicznych przypadków dopuszczających użycie siły zbrojnej.

Premier podkreśliła, że jeśli konflikt o Tajwan obejmowałby „okręty wojenne i użycie siły”, Japonia uznałaby go za bezpośrednie zagrożenie dla własnego bezpieczeństwa. Odpowiedź Pekinu była jednoznaczna. Chiński dyplomata akredytowany w Tokio zagroził, że należy „odciąć tę brudną szyję”, co odebrano jako aluzję do Takaichi. Obie stolice wezwały swoich ambasadorów na rozmowy.

W Chinach wypowiedzi szefowej japońskiego rządu spotkały się z aprobatą części opinii publicznej. Cytowany przez AFP pracownik sektora technologicznego Daniel Feng stwierdził, że reakcja władz była „bardzo powściągliwa”, a wypowiedzi Takaichi uznał za „skrajnie nierozsądne”. „Jeśli to tylko słowa, to nie ma problemu… ale jeśli podejmą realne działania, to wojsko naszego kraju na pewno ich pokona” — powiedział.

Tymczasem prezydent Tajwanu Lai Ching-te zaapelował do Pekinu o „powściągliwość” oraz działanie „jak światowe mocarstwo”, podkreślając, że obecna sytuacja „poważnie wpływa” na stabilność regionu. Lai wezwał również Chiny do „powrotu na drogę porządku opartego na zasadach”.

Władze Japonii poinformowały natomiast, że do Pekinu udał się Masaaki Kanai, wysoki urzędnik MSZ odpowiedzialny za sprawy Azji i Pacyfiku. „Staramy się nie doprowadzić do eskalacji sytuacji” — przekazał przedstawiciel rządu w rozmowie z AFP.

Kresy.pl/CBS News

Tagi: , ,
forma płatności