Stan zdrowia pobitego w niedzielę opozycjonisty jest nadal nieznany. Według relacji jego żony Wolhy Niaklajeu, został on w niedzielę zabrany siłą ze szpitala przez siedmiu niezidentyfikowanych mężczyzn.
Nieznany jest stan zdrowia zatrzymanego. Według relacji żony w niedzielę lekarze zdiagnozowali „urazy czaszkowo-mózgowe średniego typu”. Drugie konsylium wykazało jednak, że obrażenia są mniejsze tak, że pozwolono mu iść do domu. Jednak Niaklajeu obawiając się, że zostanie zatrzymany nie zgodził się na opuszczenie szpitalnej sali i parę minut potem został z niej wyniesiony siłą.
Z Uładzimirem Niaklajeuem nie ma na razie kontaktu, władze aresztu nie chcą również przekazywać mu paczek. Na widzenie ze skazanym według radia Swoboda czekają obecnie jego adwokaci. Niepokój wzmagają pojawiające się w Internecie nigdzie nie potwierdzone informacje, że Niaklajeu dostał zawału serca i zmarł. Według tych informacji ofiar niedzielnych zamieszek było więcej.
We wtorek na antenie białoruskiej telewizji pojawił się szef sztabu Niaklajeua – Andrej Dmitrieu, który usprawiedliwił działania milicji. Jest on kolejnym po Jarosławie Romańczuku, który usprawiedliwia działania władz. Eksperci w obydwu przypadkach podejrzewają szantaż lub zastraszenie.
Biełsat (belsat.eu)



























