Białoruski minister przywdziewa stalinowski mundur i chwali NKWD za walkę ze „zbrojnymi bandami”

W wywiadzie dla państwowego dziennika Minister Spraw Wewnętrznych Białorusi Igor Szuniewicz skomentował fakt przywdziewania przez niego munduru z czasów stalinowskich.

Szuniewicz udzielił wywiadu gazecie „Biełaruś Siegodnia-Sowieckaja Biełorussija” z okazji setnej rocznicy powstania białoruskiej milicji. Białoruskie służby bezpieczeństwa uważają się bowiem za kontynuatorów swoich radzieckich odpowiedników, te zaś brały swój początek od pierwszych oddziałów Czerwonej Gwardii powoływanych przez bolszewików w 1917 roku.

Dziennikarz zapytał ministra spraw wewnętrznych o fakt pojawienia się na trybunie u boku prezydenta Łukaszenki w mundurze funkcjonariusza służby milicyjnej z czasów stalinowskiego NKWD, w czasie parady z okazji Dnia Niepodległości Białorusi 3 lipca 2015 roku. Szuniewicz odpowiedział, że stalinowski mundur ubiera corocznie 9 maja, który to dzień jest obchodzony na Białorusi z wielką pompą jako dzień zwycięstwa ZSRR nad III Rzeszą. Jak powiedział Szuniewicz, chce w ten sposób oddać „oddać daninę szacunku wszystkim funkcjonariuszom organów spraw wewnętrznych, którzy walczyli, ginęli byli poranieni w tej wojnie. W tym mundurze oni pracowali w ciężkich czasach powojennych, zwalczali zbrojne bandy, bronili ludzi przed przestępcami i nazistowskimi niedobitkami. Dlatego jestem dumny z tego, że mam absolutnie wierną kopię takiego munduru”.

W latach 1944-1949 głównym przeciwnikiem NKWD Białoruskiej SRR były poakowskie oddziały polskiego podziemia zbrojnego. Na terenie Kresów włączonych do BSRR podziemie to było silniejsze niż na większości powojennego terytorium Polski Ludowej. W okolicy Grodna siatka polskich oddziałów zbrojnych funkcjonowała do maja 1948 roku kiedy to zginął podporucznik Mieczysław Niedziński „Ren”, „Morski”. Ostatni jego żołnierze opierali się jeszcze przez dwa lata. Jeszcze bardziej nasilony opór trwał w położonym bardziej wschód rejonie Lidy i Szczuczyna. Kilkusetosobowa siatka podporucznika Anatola Radziwonika „Olecha” w praktyce ograniczała sowiecką władzę do rogatek Lidy. Radziwonik zginął w maju 1949 roku, a ostatni „żołnierze wyklęci” walczyli w rejonie Lidy do 1953 roku. To właśnie w tym mieście minister Szuniewicz osobiście odsłanił tablicę ku czci funkcjonariuszy którzy zwalaczali polskie podziemie. Jednocześnie regularnie dochodzi do niszczenia upamiętnień polskich „żołnierzy wyklętych” przez „nieznanych sprawców”, tak jak stało się z tablicą odsłoniętą pod Grodnem w miejscu śmierci podporucznika Niedzińskiego.

sb.by/kresy.pl

Czytaj kolejny artykuł
5 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. adinocka
    adinocka :

    Ostatni kresowi straceńcy, biełopolskie adinocki walczyli dłużej niż do podanego w artykule 1953 (wtedy zginał Hryniewicz „Bogdan”). Wacław Ozima, poległ w walce w 1954 roku pod Zewą. Franciszek Polakiewicz został zabity na Wileńszczyźnie w następnym roku. Prawdopodobnie jako ostatni złożył broń Stanisław Mowlik „Jeleń”, który na wiosnę 1957 zgłosił się do siedziby władz bezpieczeństwa w Grodnie i skorzystał z ogłoszonej amnestii.

  2. zbigniew2707
    zbigniew2707 :

    Oburzamy się, że na Litwie, Białorusi ,czy też Ukrainie regularnie dochodzi do niszczenia upamiętnień polskich „żołnierzy wyklętych” przez „nieznanych sprawców”. A w Polsce nie dochodzi do niszczenia upamiętnień wojennej i powojennej działalności podziemia litewskiego, białoruskiego i ukraińskiego? Nasze powojenne podziemie na „kresach” zagrażało również zamieszkałym tam Polakom. Miejscowości z „wyklętymi” stawały się obiektem penetracji NKWD i innych służb specjalnych. Kończyło się to aresztowaniami „za pomoc” podziemiu i wywózkami niewinnych, spokojnych gospodarzy do Kazachstanu lub na Syberię. Tak samo, z winy podziemia ukraińskiego w 1947 roku przeprowadzono w Polsce 'Akcję Wisła” i wysiedlono na Ziemie Zachodnie 150 tysięcy Ukraińców. Ludność polska na „kresach” po wojnie pragnęła spokoju i z radością przyjmowała likwidacje kolejnych oddziałów podziemia, w których większość stanowili ukrywający się przed służbą wojskową, polityczne oszołomy, a często zwykli bandyci i rabusie. Nazywanie ich bohaterami to zakłamywanie historii i wytwarzanie konfliktów z miejscową ludnością litewską, białoruską i ukraińską.

    • malkontent
      malkontent :

      I słusznie piszesz. Takie akcje ekshumacji nowych pisuaru ” bohaterów ” tzw wyklętych, przede wszystkim wyklętych przez tych którzy po tej strasznej wojnie mieli już dość mordowania, chcieli normalnie żyć, rodzić dzieci, tworzyć swój kraj … to następna zbrodnia na historii narodu i jego kulturze. I nie dziwi fakt, że odbija sie to czkawką u naszych sąsiadów czy to na Litwie, Białorusi czy Ukrainie, nacjonalizm wyzwala nacjonalizm i jak pisze niejaki votumseparatum ” trzeba zrobić porządek z tymi dziwnymi państwami jak Ukraina. Litwa i Białoruś ” to w głowie tego idioty rodzi się nowa wojna !!!! Tylko , że on i jego idole jak antek tworek czy ajatollah pierwsi gdyby co uciekaliby aż by się kurzyło. Bo to zwyczajni tchórze. !!! Pozdrawiam

    • cyna
      cyna :

      To co się działo po 39 z szulisami, banderowcami lub innymi podopiecznymi hitlera to nie nasza sprawa. Nasza sprawa jest to że ci ludzie mordowali Polaków i nie ma dla nich przebaczenia a tym bardziej nie ma dla ich szczątków miejsca w Polskiej Ziemi. Mylisz się lub celowo kłamiesz że to były bandy składajace się z bandytów i rabusiów. Bandyci i rabusie byli werbowani przez NKWD najpierw do GL a później do AL w chwili wyzwolenia to właśnie z band GL i AL rekrutowano aparat bezpieczeństwa oraz nowa władzę. Ci co walczyli o Polskę to byli wyszkoleni żolnierze AK i NSZ, żołnierze ci postępowali zgodnie z kodeksem wojskowym, wykonywali rozkazy przełożonych i walczyli honorowo broniąc ludnosć okoliczną przed terrorem komunistycznym.

  3. votum_separatum
    votum_separatum :

    zbigniew2707: 26.02.2017 22:19 Naczytałeś się michnikowskiego jadu, stąd zamieszanie w twojej głowie. Otóż owe podziemie, „partyzanci” litewscy, białoruscy i ukraińscy to piekłoszczyki za którym stali albo Niemcy, albo Sowieci ze swoimi zbrodniczymi ideologiami. Zatem nie ma znaku równości między Wyklętymi, a bandytami wspomnianej proweniencji. Nie ma tu znaczenia agenturalny bełkot komuny o czarnych legendach Ognia, czy Burego. Są dwa wnioski: pierwszy – miejsca hołubiące owych wschodnich bandytów należy niszczyć, Polskie pielęgnować; drugi – należy zrobić porządek z tymi dziwnymi „państwami” jak Ukraina, Litwa i Białoruś.