Dzisiaj Mińsku w oddziale spraw wewnętrznych dzielnicy “Partyzancka” przesłuchano Andrieja Sannikawa, lidera obywatelskiej kampanii “Europejska Białoruś” i jego żonę Irinę Chalip – dziennikarkę opozycyjnej gazety “Narodna wola”.
Wezwano ich w związku ze sprawa karną o zniesławienie, jaką wytoczył były naczelnik oddziału KGB okręgu homelskiego Iwan Korża. Władze szukają źródeł przecieków na temat tzw. “afery myśliwskiej”, która rzuca cień na dwa resorty siłowe. Chodzi o skandal dotyczący wysokich oficerów białoruskiego MSW, którzy oskarżani są o czerpanie zysków z nielegalnych polowań. Śledztwo w tej sprawie nakazał osobiście białoruski prezydent w kwietniu 2009, który chciał przekształcić je w proces pokazowy przeciwko nieuczciwym urzędnikom.
Według Josifa Sjaredicza, redaktora naczelnego “Narodnej Woli” ta sprawa wywołała konflikt między KGB i MSW Białorusi. W trakcie śledztwa okazało się bowiem, że zatrzymani milicjanci zaczęli oskarżać o malwersacje również wysokich oficerów KGB. O tych międzyresortowych walkach pisały niezależne gazety i portale takie jak “Narodna Wola” i Charter97.org. Przesłuchiwana dziś Irina Chalip powiedziała Biełsatowi, że władzom nie podoba się nagłośnienie sprawy przez niezależne media, bo informują one o rozdźwięku w strukturach władzy, a to podważa to obraz państwa-monolitu, jaki usiłował wmówić obywatelom Łukaszenko.
W ostatnią niedzielę (28.02 br.) milicja przeszukała mieszkanie innej dziennikarki “Narodnej Woli” Swietłany Kalikinej, skąd zabrała komputer. A wcześniej, 17.02 br. w redakcji “Narodnej Woli” skonfiskowano komputer dziennikarki Mariny Koktysz, która kontaktowała się z rodzinami zatrzymanych milicjantów, podejrzanych o udział w “aferze myśliwskiej”. Teraz milicja i KGB starają się dowiedzieć skąd pochodzą materiały rzekomo szkalujące oficera KGB. Kalikina w rozmowie z Biełsatem nazwała przeszukania, próbą niezgodnego z prawem zdobywania informacji o dziennikarskich źródłach informacji
Zdaniem wiceszefa Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy (BAŻ) Andrieja Bastuńca, nasilone prześladowanie dziennikarzy nie mają raczej związku ze zbliżającymi się kwietniowymi wyborami lokalnymi, ponieważ w nie angażują są przede wszystkim władze lokalne, a obecne represje objęły cały kraj.
– Represje są sygnałem dla całego społeczeństwa białoruskiego, że ograniczenie swobód może dotknąć wszystkich. Wolność wypowiedzi jest o tyle fundamentalnym prawem, że jej przestrzeganie gwarantuje także wszystkie inne prawa obywateli. Jeśli jest ograniczana – odbija się to na życiu narodu, a to odczuwamy od początku roku– powiedział Bastuniec w rozmowie z Biełsatem.
TV Biełsat



























