Dziś kończy się głosowanie, w którym Białorusini wybierają przedstawicieli władz lokalnych. O mandaty w 1495 radach różnego szczebla ubiega się 25 tysięcy kandydatów. Ostatni dzień wyborów lokalnych na Białorusi monitorowali zagraniczni obserwatorzy.
Od poniedziałku trwało tak zwane głosowanie przedterminowe, w którym wzięło udział około 30 procent obywateli. Białoruska opozycja twierdzi, że tego typu praktyka sprzyja fałszowaniu wyników wyborów.
W większości okręgów przedstawiciele obecnych władz nie mają konkurencji. Centralna Komisja Wyborcza wyliczyła, że o jeden mandat ubiega się średnio 1,2 kandydata, a w Mińsku 4.
Opozycja oskarżyła władze o stosowanie represji wobec kandydatów reprezentujących niezależne organizacje. Prezydent Aleksander Łukaszenka nazwał takie oświadczenia tchórzostwem i brakiem wiary w możliwość zwycięstwa.
Zgodnie z ordynacją wyborczą, po raz pierwszy do wyborów dopuszczono obywateli Federacji Rosyjskiej na stałe mieszkających na Białorusi. O mandaty do rad lokalnych zdecydowało się ubiegać 26 Rosjan.
Mińsk nie zaprosił do monitorowania wyborów przedstawicieli międzynarodowych organizacji, ale zezwolił na obecność w lokalach wyborczych dyplomatom akredytowanym w tym kraju. Na jeden, ostatni dzień wyborów otrzymali oni status obserwatorów.
Według białoruskiej opozycji, zagraniczni dyplomaci, godząc się na takie działania legitymują nieuczciwą kampanię wyborczą. Opozycjoniści twierdzą, że jeśli dochodziło do fałszerstw i nadużyć to działo się to w głosowaniu przedterminowym, a dziś w ostatnim dniu wyborów wszystko jest robione na pokaz.
Białoruska opozycja alarmuje, że jej kandydaci oraz ich mężowie zaufania są zatrzymywani przez milicję. Jednocześnie opozycjoniści skarżą się na fałszerstwa wyborcze dokonywane przez członków komisji.
Z niewyjaśnionych powodów w obwodzie Homelskim zatrzymani zostali dwaj działacze partii chrześcijańsko – demokratycznej. Według lidera ugrupowania Pawła Seweryńca, lokal wyborczy został zablokowany przez funkcjonariuszy, którzy uniemożliwiali wejście również wyborcom. Jedna z opozycyjnych kandydatek uniemożliwiła członkom komisji wyborczej wrzucenie do urny dwóch sfałszowanych kart do głosowania.
Tymczasem Centralna Komisja Wyborcza wydała oświadczenie, z którego wynika, że zagraniczni i krajowi obserwatorzy nie odnotowali poważniejszych naruszeń ordynacji wyborczej. Szefowa Komisji Lidia Jermoszyna poinformowała, że dotarło do niej około 40 skarg, które jednak nie będą miały wpływu na wynik wyborów.
Władzom w Mińsku zależy na zrobieniu dobrego wrażenia na krajach Unii Europejskiej. Bruksela zapowiedziała bowiem, że od przebiegu wyborów będzie zależeć dalsza współpraca z Białorusią.
Od kilku dni przedstawiciele opozycji twierdzą, że jej kandydatom utrudniało się prowadzenie kampanii wyborczej stosując represje i różnego rodzaju wybiegi prawne.
IAR/Kresy.pl





























