2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Leave a Reply

  1. swojmil
    swojmil :

    Taplamy się dalej w absurdach? Jakiś amerykański faszysta, pewno nawet tego nieświadomy, od dziesięcioleci przyzwyczajony traktować błogosławieństwo świata dla nowych Stanów Zjednoczonych (zrobionych na wzór starej I Rzecz Pospolitej) jako prawo do przewagi technologicznej nad podbijanymi bunty-stanami – opowiada bajki, jak oni by to zrobili za nas. Jakby wygrali, ci którzy nigdy nie walczyli bez przewagi asymetrycznej i technologicznej. I jeszcze przytacza nam przykład Finlandii z 3 ręki zupełnie nieświadomy, że sukces Finów w wojnie fińsko-radzieckiej to bardzo wielka zasługa 80 tysięcy polskich żołnierzy, zaprawionych zdesperowanych weteranów, którzy nie zdążyli się dostać do kotła, w którym akurat gudłaj Kleeberg, zdołał poddać 200 tysięcy polskich żołnierzy – oczywiście przekupiony jak reszta masońskiej polskiej generalicji albo ogłupiony bzdurą masonerii brytyjskiej na “to będzie humanitarna wojna”. No cóż, za tą bzdurę o humanitarnej wojnie mimo żołnierskiej przysięgi, polscy oficerowie późnij zapłacili w Katyniu i Miednoje, a byli to weterani wojny o polsko-radzieckiej 1920r. I jeszcze, oczywiście, w historii pojałtańskiej ci Polacy, twórcy sukcesu obrony Finlandii przed chazarskimi politrukami jadącymi na Azjatach, funkcjonują jako Finowie w hełmach “salamandra” kupowanych od Niemców po pobitych Polakach, jak sprytnie…

    I co on doradza? “Nie pomożemy wam, wycofajcie się z rubieży a brońcie twierdz miast, aby przedłużać wojnę, aż postanowimy do was przyjechać, co może nastąpić po latach”. Bo bardzo lubią bawić się w wojnę całymi latami. No trochę jakbym słyszał pasożyda, który zinfiltrował polskie siły zbrojne II RP przed IIWŚ, specjalisty od walnych przegranych bitew: “porzućcie wielowiekową tradycję polską wiązania wroga na prowincji w niekorzystnym dla niego terenie i grzecznie poczekajcie, aż wróg podejdzie pod stolicę, wygodnie się rozsiądzie artylerią i zaleje ogniem, a może nawet wcześniej sobie weźmie”.

    Gdyby pewien car nie sprzedał Alaski Amerykanom, nauczyliby się oni walczyć w normalnej wojnie, przeciw kontynentalnym ruskom, i nie opowiadali teraz głupot, ale niestety stanęło się inaczej. Potem naziści z Paperclip zanęcili Amerykanów i pokazali swoje forteczne krzyżackie sposoby dominacji, co się Amerykanom o dziko-zachodnich kawaleryjskich tradycjach wciąż myli z prowadzeniem wojny i – błędnie- z wygrywaniem wojen. Fortece sprawdzają się politycznie i w ograniczaniu strat, ale nie sprawdziły się nigdzie do wygrywania wojen, ani na dzikim zachodzie, który znów jest czerwonoindiański, ani na krańcu Rzeczpospolitej, która jest już znów Ukrainą, ani w Zakonie Krzyżowym, które znów jest polski, i śmiem twierdzić, że nie sprawdzą się również w Palestynie czy Korei Płd., czy w innych miejscach gdzie stoi tysiąc amerykańskich baz, gdyż niosą ze sobą pewną immanentną dla nich cechę, czyli duży ładunek błędnego przekonania o tym co się właściwie dzieje za murami tych fortec.

    Idźmy głębiej. Technika forteczna USA wywodząca się od niemieckich nazistów w istocie oddaje tym czym są Niemcy, to w końcu wschodnia-Frankonia na ziemiach Słowian , tych Franków, którzy wcześniej byli Galami, ale tak samo zostali zdominowani, pobici i wybici przez Brytów, którzy tak samo zostali potraktowani przez Persów Krymskich zostawionych im tam przez Rzym – to jest wieczna wojna eksterminacyjna prowadzona na żywy świat z fortecy, choć w istocie z jerozolimskiego getta tych przemienionych na imperialistów.
    Właściwie powinienem napisać 5000 tysięcy baz amerykańskich, bo te imperium forteczne podbija jednocześnie USA i jeszcze chowa się za amerykańską demokracją, próbuje.