Turecki premier Ahmet Davutoğlu podkreślił, ze zamknięcie przez jego kraj granicy z Syrią wiązałoby się z szeregiem trudności i potencjalnych komplikacji – w tym napływem uchodźców. Wcześniej Waszyngton naciskał na Turcję w tej sprawie, co wywołało oburzenie w Ankarze.
Stany Zjednoczone nalegały, by do zamknięcia granicy z Syrią Turcja wykorzystała swoje siły lądowe zgrupowane przy granicy z Syrią. Premier Davutoğlu tłumaczył m.in., że jego kraj posiada „moralną odpowiedzialność” za przyjmowanie uchodźców z Syrii, a także „odpowiedzialność strategiczną” w kwestii zabezpieczenia granicy, w tym przed napływem terrorystów. „Zapłaciliśmy najwyższą cenę za terrorystyczne działania Daesg (tzw. państwa islamskiego)” – powiedział turecki premier. Twierdził również, że wzdłuż granicy powstają fizyczne bariery mające pomóc w kontroli granicy, zaś działania Rosji utrudniają Turcji usunięcie dżihadystów z niespełna 100-km odcinka granicy, który z drugiej strony kontrolują dźihadyści.
Wcześniej dziennik „The Wall Street Journal” informował, że administracja prezydenta Obamy naciskała, by Turcja rozlokowała wzdłuż granicy tysiące dodatkowych żołnierzy, by odciąć odcinek granicy kontrolowany przez ISIS, wykorzystywany do przerzucania ochotników z zagranicy. Nieoficjalnie, Pentagon miał wskazywać na 30 tys. żołnierzy. Sprawa miała być przedmiotem spotkania przedstawicieli Turcji i USA. Strona turecka miała stwierdzić, że w tym celu potrzebne byłoby 30 tys. żołnierzy oraz rozstawienie wieżyczek strażniczych lub żołnierzy średnio co trzy metry. Ankara odrzuciła amerykańską propozycję, gdyż jej zdaniem jest ona niewykonalna, a ponadto „druga strona’ mogłaby wykorzystać to do usprawiedliwiania przyjęcia wrogiej postawy.
hurriyetdailynews.com / Kresy.pl




























