Chociaż nie ma dowodów na to, że Donald Trump kiedykolwiek wiedział o chińsko-rosyjskim planie ustanowienia trójbiegunowego globalnego porządku, wszystko, co zrobił jako prezydent, ułatwia powstanie tego projektu – podkreśla prof. Michael T. Klare, ekspert ds. bezpieczeństwa na łamach Tom Dispatch.

Eksperci i politycy na ogół przyjmują za pewnik, że prezydentowi Trumpowi brakuje spójnej polityki zagranicznej. Uważają, że działa on wyłącznie na przekór, na podstawie kaprysów i politycznego oportunizmu – atakując amerykańskich sojuszników, takich jak Angela Merkel i Theresa May, tylko po to, aby zbliżyć się do autorytarnych przywódców, takich jak Władimir Putin i Kim Dzong Un. Jego instynktowny uraz i impulsywność zdawały się być w pełni widoczne podczas jego ostatniej podróży do Europy, gdzie ostro skrytykował Merkel, podcinając May, a następnie, podczas nadzwyczajnego spotkania z Putinem, odrzucił wszelkie obawy dotyczące rosyjskiego mieszania się w wyborach prezydenckich w 2016 r. (przed wycofaniem własnych komentarzy).

„Nikt nie wie dokładnie, kiedy Trump prowadzi międzynarodową dyplomację a kiedy przeprowadza kampanię wyborczą w Montanie” – skomentował duński minister obrony, Claus Hjort Frederiksen po szczycie NATO. „Trudno jest rozszyfrować, jaką politykę promuje amerykański prezydent. Jest w tym całkowita nieprzewidywalność”. Mimo, iż jest to typowa reakcja, błędem jest zakładać, że Trump nie ma spójnego planu polityki zagranicznej. W rzeczywistości, analiza jego przemówień w trakcie kampanii i jego działań po wejściu do Gabinetu Owalnego – w tym jego wspólnego wystąpienia z Putinem – odzwierciedlają jego przywiązanie do podstawowej koncepcji strategicznej: chęci ustanowienia trójpodziału porządku światowego, który, co ciekawe, był po raz pierwszy podniesiony przez rosyjskich i chińskich przywódców w 1997 r. i od tego czasu nieustannie do niego dążyli.

Taki trójbiegunowy porządek, w którym Rosja, Chiny i Stany Zjednoczone ponosiliby odpowiedzialność za utrzymanie stabilności w swoich własnych strefach wpływów, współpracując przy rozstrzyganiu sporów wszędzie tam, gdzie te obszary się nakładają – radykalnie zrywa z paradygmatem końca zimnej wojny. Podczas tych pełnych napięcia lat, Stany Zjednoczone były dominującą potęgą światową i rządziły resztą planety przy pomocy lojalnych sojuszników z NATO. Przez rosyjskich i chińskich przywódców taki „unipolarny” system był uznawany za przekleństwo. W końcu przyznano Stanom Zjednoczonym hegemoniczną rolę w sprawach światowych, a jednocześnie odmówiono im tego, co uważali za należne miejsce obok Ameryki. Nic dziwnego, że zniszczenie obecnego systemu i zastąpienie go systemem tripolarnym było celem strategicznym od końca lat 90. XX wieku – a teraz amerykański prezydent gorliwie obrał ten zakłócający status quo projekt za swój własny.

Wielki plan rosyjsko-chiński

Wspólny rosyjsko-chiński projekt podkopania jednobiegunowego systemu światowego został po raz pierwszy uruchomiony, kiedy ówczesny chiński prezydent Jiang Zemin rozmawiał z ówczesnym prezydentem Rosji Borisem Jelcynem podczas wizyty w Moskwie w kwietniu 1997 r. Przywrócenie bliskich stosunków z Rosją podczas budowania wspólnego frontu przeciwko amerykańskiej globalnej dominacji było podobno celem podróży Jianga. „Niektórzy dążą do świata z jednym centrum”, powiedział wówczas Jelcyn. „Chcemy, aby świat był wielobiegunowy, miał kilka punktów centralnych. Będą one podstawą nowego porządku światowego”. Perspektywa ta została wpisana we „Wspólną deklarację w sprawie wielobiegunowego świata i ustanowienia nowego międzynarodowego porządku”, podpisaną przez dwóch przywódców 23 kwietnia 1997 r. Chociaż wyrażona pompatycznym językiem (jak sugeruje jej tytuł), deklaracja jest warta przeczytania, ponieważ zawiera większość podstawowych zasad, na których opiera się polityka zagraniczna Donalda Trumpa.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Sercem deklaracji jest potępienie globalnej hegemonii – popędu jednego państwa do dominacji nad światem – wraz z wezwaniem do ustanowienia „wielobiegunowego” porządku międzynarodowego. Następnie przywódcy Chin i Rosji poparli inne kluczowe zasady, które obecnie mogłyby zostać uznane jako trumpiańskie, w tym pełny szacunek dla suwerenności państwowej, nieingerencja w wewnętrzne sprawy innych państw (czyli bez dyskusji o ich naruszeniach praw człowieka) oraz dążenie do wzajemnych korzyści. Jelcyn zrezygnował z funkcji prezydenta w grudniu 1999 r., podczas gdy Jiang zakończył kadencję w marcu 2003 r. Ich następcy, Władimir Putin i Hu Jintao, nadal będą jednak opierać się na tym podstawowym dokumencie z 1997 r., ogłaszając własny plan trójbiegunowego świata w 2005 r. Po spotkaniu na Kremlu w lipcu, obaj przywódcy podpisali zaktualizowane „Wspólne oświadczenie Chińskiej Republiki Ludowej i Federacji Rosyjskiej dotyczące międzynarodowego porządku XXI wieku”. Jeszcze bardziej podkreślono zaangażowanie na rzecz świata, w którym Stany Zjednoczone byłyby zobowiązane do prowadzenia negocjacji na równych warunkach z Moskwą i Pekinem, stwierdzając: „Społeczność międzynarodowa powinna całkowicie odrzucić mentalność konfrontacji i dostosowania, nie powinna dążyć do monopolizacji lub dominacji nad światem i nie powinna dzielić krajów na obóz wiodący i obóz podporządkowany (…) Sprawy światowe powinny być rozstrzygane w drodze dialogu i konsultacji na wielostronnej i zbiorowej podstawie”.

Głównym celem takiej strategii było i jest nadal zburzenie zdominowanego przez Stany Zjednoczone porządku światowego – zwłaszcza takiego, w którym dominacja ta była zapewniona przez amerykańskie uzależnienie swoich europejskich sojuszników i NATO. Zdolność do mobilizowania nie tylko własnej potęgi, ale także Europy, nadała Waszyngtonowi szczególnie nietypową rolę w sprawach międzynarodowych. Gdyby takie więzi mogły zostać okaleczone lub zniszczone, jego siła oczywiście zmniejszyłaby się i USA mogłyby się stać się kolejnym regionalnym mocarstwem. W tych latach Putin szczególnie głośno wzywał do rozwiązania NATO i zastąpienia go przez ogólnoeuropejski system bezpieczeństwa, który obejmowałby oczywiście jego kraj. Podziały w Europie „będą trwały do czasu, gdy w Europie powstanie jeden obszar bezpieczeństwa”, powiedział włoskiej gazecie „Corriere della Sera” w 2001 roku. Tak jak Układ Warszawski został rozwiązany po zakończeniu zimnej wojny, argumentował Putin, tak samo zimnowojenny sojusz Europy Zachodniej powinien zostać zastąpiony przez szerszą strukturę bezpieczeństwa.

Na scenę wkracza Trump

Nie ma sposobu, aby dowiedzieć się, czy Donald Trump był świadom tych chińsko-rosyjskich celów i planów, ale nie może być wątpliwości, że we własnym zakresie i z własnych powodów przyjął za własne ich fundamentalne zasady. Jak sugerują jego niedawne ataki na NATO i jego spotkanie z prezydentem Rosji, dąży on do stworzenia tego właśnie trójbiegunowego świata, przewidzianego przez Borysa Jelcyna i Jianga Zemina i gorliwie promowanego przez Władimira Putina od czasu objęcia urzędu prezydenta. Dowód na to, że Trump dążył do takiego międzynarodowego systemu, można znaleźć w jego przemówieniach i wywiadach z kampanii wyborczej w 2016 roku. Podczas gdy wielokrotnie potępiał Chiny za nieuczciwe praktyki handlowe i skarżył się na rosyjski arsenał broni jądrowej, nigdy nie mówił o tych krajach jako śmiertelnych wrogach. Byli rywalami lub konkurentami, z których liderami mógł się komunikować, a gdy jest to korzystne, współpracować. Z drugiej strony, potępił NATO jako drenaż amerykańskiego dobrobytu i ograniczenie dla zdolności USA do skutecznego manewrowania na świecie. Postrzegał on ten sojusz jako nadzwyczaj zbędny, skoro jego członkowie nie chcieli poprzeć jego idei tego, jak promować najlepsze interesy Ameryki w wysoce konkurencyjnym świecie.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

„Proponuję nową politykę zagraniczną skoncentrowaną na rozwijaniu podstawowych interesów narodowych Ameryki, promowaniu stabilności w regionie i łagodzeniu napięć na świecie” – oświadczył we wrześniu 2016 r  Filadelfii. Z tego przemówienia i innych wypowiedzi z kampanii wyborczej można uzyskać całkiem dobry wgląd w jego sposób myślenia. Po pierwsze, należy sprawić, aby Stany Zjednoczone – już najpotężniejszy państwo świata – były jeszcze silniejsze, szczególnie militarnie. Po drugie, należy zabezpieczyć granice Ameryki. („Bezpieczeństwo imigracyjne”, jak wyjaśnił, „jest istotną częścią naszego bezpieczeństwa narodowego.”) Po trzecie, w przeciwieństwie do wersji globalizmu, uprzednio promowanej przez amerykańską wersję liberalnego porządku międzynarodowego, kraj ten miał realizować jedynie własne interesy, ściśle określone. Odgrywanie roli globalnego egzekutora dla sojuszników, argumentował, zubożało Stany Zjednoczone i musi się skończyć. „W pewnym momencie”, jak to ujął w rozmowie z dziennikarzami „New York Times” Maggie Haberman i Davidem Sangerem w marcu 2016 r., „Musimy przestać być żandarmem świata”.

Co się tyczy NATO, nie mógł wyrazić się jaśniej: sojusz stał się nieistotny, a jego zachowanie nie powinno być już amerykańskim priorytetem. „Przestarzałe” to słowo, którego używał w rozmowie Haberman i Sangerem. „Kiedy NATO powstało wiele dziesięcioleci temu … istniało inne zagrożenie, [Związek Radziecki,] … które było znacznie większe … [i] z pewnością znacznie potężniejsze niż dzisiejsza Rosja”. Rzeczywistym zagrożeniem, kontynuował, jest terroryzm, a NATO nie miało pożytecznej roli w zwalczaniu tego niebezpieczeństwa. „Myślę, że prawdopodobnie nowa instytucja byłaby lepsza niż użycie NATO, które nie zostało stworzone do tego celu”.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Wszystko to oczywiście pasuje do tego, czego od dawna domagał się Władimir Putin, nie mówiąc już o wielkim planie wyartykułowanym przez Jelcyna i Jianga w 1997 roku. Rzeczywiście, podczas drugiej debaty prezydenckiej, Trump posunął się jeszcze dalej, mówiąc: „Myślę, że byłoby wspaniale, gdybyśmy dogadywali się z Rosją, ponieważ moglibyśmy razem walczyć z ISIS”. Choć obecnie skupiamy się wyłącznie na prezydencie Trumpie i Rosji, nie zapominajmy o Chinach. Mimo, iż często ostro krytykuje Chińczyków w sferze gospodarczej, to jednak szukał pomocy Pekinu w rozwiązywaniu północnokoreańskiego zagrożenia nuklearnego i innych wspólnych problemów. Często rozmawia telefonicznie z prezydentem Xi Jinpingiem i nalega na przyjazne relacje. Ku zdumieniu wielu jego republikańskich sprzymierzeńców, pozwolił nawet chińskiemu gigantowi telekomunikacyjnemu ZTE odzyskać dostęp do istotnych amerykańskich technologii i czipów komputerowych po zapłaceniu grzywny w wysokości 1 miliarda dolarów, choć firma była powszechnie oskarżana o łamanie amerykańskich sankcji poprzez handel z Iranem i Koreą Północną. Takie posunięcie było, jak twierdził, „odzwierciedleniem” jego chęci wynegocjowania udanej umowy handlowej z Chinami „i moich osobistych relacji z prezydentem Xi”.

Wizja świata Trumpa odzwierciedla wizję chińsko-rosyjską

Chociaż nie ma dowodów na to, że Donald Trump kiedykolwiek wiedział o chińsko-rosyjskim planie ustanowienia trójbiegunowego globalnego porządku, wszystko, co zrobił jako prezydent, ułatwia powstanie tego projektu. Było to niezwykle widoczne podczas niedawnego spotkania Trump-Putin w Helsinkach, gdzie wielokrotnie mówił o swoim pragnieniu współpracy z Moskwą w rozwiązywaniu globalnych problemów. „Rozbieżności między naszymi dwoma krajami są dobrze znane, a ja i prezydent Putin długo dyskutowaliśmy o nich”, powiedział na konferencji prasowej, która nastąpiła po ich osobistej rozmowie. „Ale jeśli mamy rozwiązać wiele problemów, przed którymi stoi nasz świat, będziemy musieli znaleźć sposoby współpracy w dążeniu do wspólnych interesów”. Następnie zaproponował, aby urzędnicy narodowych rad bezpieczeństwa obu krajów spotykali się, aby omówić właśnie wspomniane problemy, co było wyjątkową propozycją, biorąc pod uwagę historyczną nieufność między Waszyngtonem i Moskwą.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

I pomimo gwałtownej furii w Waszyngtonie z powodu tego spotkania, Trump ze zdwojoną siłą zaczął realizować swoją koncepcję strategiczną, zapraszając rosyjskiego przywódcę do Białego Domu na kolejną rundę rozmów jeden-na-jeden tej jesieni. Według rzeczniczki Białego Domu, Sary Sanders, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego, John Bolton, prowadzi rozmowy przygotowawcze z Kremlem na ten temat. Najważniejsze w tym wszystkim jest oczywiście pytanie: dlaczego? Dlaczego amerykański prezydent miałby chcieć zburzyć globalny porządek, w którym Stany Zjednoczone były dominującym graczem i cieszyły się poparciem tak wielu lojalnych i bogatych sojuszników? Dlaczego miałby chcieć go zastąpić tym, w którym USA byłyby tylko jednym z trzech regionalnych graczy wagi ciężkiej? Niewątpliwie historycy będą debatować na ten temat przez najbliższe dekady. Oficjalna odpowiedź, zaproponowana przez niezliczonych ekspertów, głosi, że tak naprawdę nie wie, co robi, że jest bezmyślny i impulsywny. Ale jest jeszcze jedna możliwa odpowiedź: że w szablonie chińsko-rosyjskim widzi model, który Stany Zjednoczone mogłyby naśladować na swoją korzyść.

Wg trumpiańskiego myślenia, Stany Zjednoczone stały się słabe i nadmiernie rozciągnięte ze względu na swoje bezkrytyczne przestrzeganie nakazów liberalnego ładu międzynarodowego, który wzywał USA do przejęcia zadania nadzorowania świata przy jednoczesnym przyznaniu sojusznikom korzyści ekonomicznych i handlowych w zamian za ich lojalność. Taka ocena, bez względu na to, czy jest dokładna, czy nie, z pewnością dobrze pasuje do narracji o wiktymizacji, która tak przejęła jego twardy elektorat w przemysłowych regionach Middle America. Wskazuje to również, że odziedziczone brzemię można teraz odrzucić, pozwalając na pojawienie się mniej obciążonej, silniejszej Ameryki – podobnie jak silniejsza Rosja wyłoniła się na gruzach Związku Radzieckiego i silniejsze Chiny na gruzach Maoizmu. Ten ożywiony kraj wciąż będzie musiał konkurować z pozostałymi dwoma mocarstwami, ale z dużo silniejszej pozycji, będącej w stanie poświęcić wszystkie swoje zasoby na wzrost gospodarczy i samoobronę bez obowiązku obrony reszty świata.

Wystarczy posłuchać przemówienia Trumpa, przeczytać jego wywiady, a znajdzie się tę propozycję, która kryje się za wszystkim, co ma do powiedzenia w sprawie polityki zagranicznej i bezpieczeństwa narodowego. „Wiecie … będzie taki moment, w którym po prostu nie będziemy mogli tego robić”, powiedział Haberman i Sangerowi w 2016 roku, mówiąc o zobowiązaniach Ameryki wobec sojuszników. „Kiedy zawieraliśmy te umowy, byliśmy bogatym krajem (…) Byliśmy bogatym krajem o bardzo silnym potencjale militarnym i ogromnym potencjale na wiele innych sposobów. Już nim nie jesteśmy”.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Jedyną możliwą do zaakceptowania odpowiedzią byłoby odrzucenie zagranicznych zobowiązań i zamiast tego skupienie się na „przywróceniu” zdolności samoobrony kraju poprzez masową rozbudowę swoich sił zbrojnych. (Fakt, że Stany Zjednoczone dysponują już znacznie bardziej skuteczną bronią niż jakikolwiek z ich rywali i znacznie ich wyprzedzają, jeśli chodzi o nabycie dodatkowej broni, nie wydaje się mieć żadnego wpływu na obliczenia Trumpa). Perspektywa ta została wpisana w jego Narodową Strategię Bezpieczeństwa, opublikowaną w grudniu zeszłego roku. Największym zagrożeniem dla amerykańskiego bezpieczeństwa było nie ISIS lub Al-Kaida, ale rosyjskie i chińskie wysiłki na rzecz wzmocnienia swojej potęgi militarnej i rozszerzenia zasięgu geopolitycznego. Ale biorąc pod uwagę nowe podejście administracji do spraw globalnych, zasugerował, że nie było powodu, by sądzić, że kraj zmierza w kierunku nieuniknionego zderzenia supermocarstw. („Konkurencja nie zawsze oznacza wrogość, ani nie musi prowadzić nieuchronnie do konfliktu. Ameryka, która z powodzeniem konkuruje, jest najlepszym sposobem na zapobieganie konfliktom”).

Jakkolwiek może się to wydawać ironiczne, jest to, rzecz jasna, sedno chińsko-rosyjskiego modelu trójbiegunowego, przyjętego i upiększonego przez Donalda Trumpa. Zakłada istnienie ciągłej konkurencji militarnej i gospodarczej w świecie pomiędzy trzema regionalnymi centrami władzy, generującymi różnego rodzaju kryzysy, lecz nie otwartą wojnę. Zakłada on, że przywódcy tych trzech państw będą współpracować w sprawach dotyczących wszystkich, takich jak terroryzm, i negocjować w razie potrzeby, aby zapobiec potyczkom przekształcenie się w wielkie bitwy. Czy ten system okaże się bardziej stabilny i trwały niż rozpadający się jednobiegunowy porządek światowy, który zastąpi? Kto wie? Gdyby Rosja, Chiny i Stany Zjednoczone miały w przybliżeniu jednakową siłę, teoretycznie mogłoby to uniemożliwić jednej ze stron wywołanie otwartego konfliktu z drugą, tak aby poszkodowany kraj nie dołączył do trzeciej potęgi, przytłaczając w ten sposób agresora.

Niesamowite jest to, że strategia ta odzwierciedla przyszły świat, jaki został zaprojektowany w powieści George’a Orwella „Rok 1984 r.” – świat, w którym trzy wielkie potęgi, Oceania, Eurazja i Wschódazja, walczą o globalną dominację, okresowo tworząc nowe sojusze z jednym z dwóch przeciwników. Ponieważ Stany Zjednoczone są obecnie znacznie większą potęgą militarną niż Rosja i Chiny, to równanie tak naprawdę nie ma zastosowania, a więc, pomimo gigantycznych arsenałów nuklearnych wszystkich trzech krajów, nie można wykluczyć możliwości wojny zainicjowanej przez USA. W systemie nieustannie konkurujących superpaństw, ryzyko kryzysu i konfrontacji zawsze będzie obecne, wraz z potencjałem do eskalacji nuklearnej.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Jednego możemy być dość pewni, tego, że w takim systemie, mniejszym, słabszym państwom oraz mniejszościom narodowym na całym świecie poświęcać się będzie jeszcze mniej uwagi niż obecnie, gdy znajdą się w ogniu konkurencyjnych potyczek o wpływy między trzema głównymi konkurentami (i ich pomocnikami). Jest to ważna lekcja, którą należy wyciągnąć z ponurej walki toczącej się w Syrii i na wschodniej Ukrainie: posiadasz wartość tak długo, jak wykonujesz rozkazy swojego patrona. Kiedy twoja użyteczność zostanie wyczerpana – lub masz pecha na tyle, by wpaść w pułapkę w strefie rywalizacji – twoje życie jest nic nie warte. W takich okolicznościach nie da się osiągnąć trwałego pokoju, tak więc podobnie jak w Roku 1984 Orwella, wojna – lub przygotowanie do wojny – będzie wiecznym warunkiem życia.

Michael T. Klare

Oceń ten artykuł




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz