Spacerem po Mińsku

Ostatnio wpadła mi w ręce niewielka książeczka „Mińsk. Przednik po Mieście Słońca”, której autorem jest Artur Klinau, jeden z bardziej znanych w Polsce białoruskich artystów młodego pokolenia, z wykształcenia architekt, ponadto malarz, grafik. Jego wystawy mogliśmy oglądać wielokrotnie w Poznaniu, Warszawie i innych polskich miastach. Pozycja, która wyszła spod jego pióra, doskonale wpisuje się w modny ostatnio nurt literacki – powieści autobiograficznej o mieście, w której stanowi ono zarówno głównego bohatera, jak i tło dla historii życia autora. Doskonałym przykładem takiej sztuki pisarskiej jest „Stambuł” Orhana Pamuka. Jak jednak nasz białoruski pisarz sprostał temu wyzwaniu?

Tym, co najważniejsze w książce Klinau, jest nie samo miasto jako zbiór cegły i kamienia ani losy autora, lecz historia Białorusi w objęciach komunizmu. Mińsk i młody artysta są tylko zwierciadłami, w których odbijają się losy państwa. Zaś odbiorcą tego obrazu jest zachodni czytelnik. Pod tym względem książka Klinau jest niewątpliwie prawdziwym przewodnikiem, już od pierwszej strony autor, niczym specjalista od oprowadzania turystów, opisuje kolejne etapy wjazdu do miasta „od Zachodu”, następnie oprowadza nas po centralnym Prospekcie i okolicznych ulicach, napełniając je życiem tylko po to, by jego gość mógł dostrzec prawdziwy obraz miasta.

Upudrowany nowy ład

Podczas tego zwiedzania otrzymujemy ciekawe studium architektury socrealistycznej, pozwalające nam doskonale zrozumieć charakter komunistycznej władzy. Klinau wskazuje nam ozdobne fasady budynków, których boczne ściany są z odrapanej cegły, milcząco wskazując na hipokryzję dawnego ustroju, oraz bogate dekoracje, wykonane z pomieszaniem wszystkich stylów architektonicznych – wyraz parweniuszowskiej ignorancji pod pozorem budowania nowego ładu. Niejednokrotnie też jesteśmy zabierani na autobiograficzne wycieczki na obrzeża Mińska, przygotowane bardzo profesjonalnie i plastycznie. Na koniec zaś autor towarzyszy nam aż do opuszczenia „Krainy Szczęścia”, co zbiega się także z doprowadzeniem do czasów obecnych historii Białorusi, Mińska i samego autora. Pod tym względem książka jest napisana bardzo sugestywnie. Ponadto wielką zaletą – w moim odczuciu – jest fakt, iż to właśnie miasto pozostaje na pierwszym planie, autor zaś pozostaje nieco w cieniu, będąc jedynie przewodnikiem. Jego biografia jest zaprezentowana bardzo subtelnie, przez co nie czujemy się nią przytłoczeni. Pozwala to traktować tę historię w bardziej uniwersalnych kategoriach niż życie jednostki. Z tym zadaniem nie poradził sobie, moim zdaniem, Pamuk.

Efektem tego, iż najważniejsze jest miasto, po nim zaś autor, jest brak innych ludzi. Co prawda przytoczone są pojedyncze historie, jak choćby losy ojca pisarza, kilku kloszardów, czy wreszcie pewnego arcyoryginalnego myśliciela z mińskich ulic, lecz przedstawieni oni są jednowymiarowo. W pewnym stopniu wynika to z samego charakteru tego gatunku literackiego, to prawd, mimo to jednak chciałoby się widzieć więcej ludzi, nawet w roli aktorów wypełniających ulice miasta. Obraz nam prezentowany jest bardzo statyczny – niemal jak architektoniczny obiekt, opisywany wielokrotnie przez autora. Odbiciem tego są nieliczne zdjęcia, zawarte w książce, na których kilku malutkich ludzi, ujętych jakby niechcący, stanowi liche tło dla ogromnych ścian i filarów. Mało jest też anegdot z życia miasta, których naliczyć można raptem kilka. Słowem – brakuje życia. Nawet gdyby był to celowy zabieg pisarza, to utrudnia on identyfikację czytelnika z opisywanymi sytuacjami i wędrówkę w wyobraźni po ulicach Mińska.

Język aż do przesady

Z powyższym problemem – biernego opisu miasta – wiąże się kolejny kłopot. Można bowiem odnieść wrażenie, że autor nie wyczerpał tematu. Abstrahując już od owej antropologicznej pustki, także sam opis miasta, głównego przecież bohatera, nie jest kompletny. Co prawda przestrzenne granice owego opisu są dobrze wyznaczone – widzimy dokładnie to, co mógłby nam pokazać przewodnik podczas kilkudniowego pobytu. Gorzej niestety jest z granicami chronologicznymi. Chociaż autor czyni zarys ubiegłych wieków oraz początków XX w., to jednak głównie traktuje o czasach, w których żył, przez co opis miasta splata się z jego historią. Niestety, kolejne momenty dziejów miasta i pisarza następują zbyt szybko. Sporo okresów życia autora, jak szkoła, praca, czy studia, jest ledwie zarysowanych, co pozbawia nas indywidualnego świadectwa codziennego życia w realiach komunizmu. Ponadto niektóre okresy z historii bloku sowieckiego, jak zmiany u władzy i związana z tym modyfikacja polityki, nie mają odzwierciedlenia na kartach książki, co czyni prezentowany obraz jeszcze bardziej statycznym. Wreszcie, historia ubiegłowiecznej Litwy i Ukrainy, przedstawiona przez autora, choć zasadniczo zgodna z faktami, prezentowana jest dość chaotycznie i z pomieszaniem porządku chronologicznego.

Niewątpliwą zaletą „Przewodnika po Mieście Słońca” jest jego język, pełen poetyckiego charakteru. Poprzez metaforykę i epitety autor buduje klimat ironii, która doskonale oddaje paradoksy ustroju komunistycznego. Taki język stwarza ponadto groteskowy nastrój: mieszaninę prześmiewczości z podniosłością. Wreszcie – świetnie się go czyta. Niestety posiada on pewne czarne karty. Dość często bowiem Klinau popada w przesadę z zastosowaniem owej poezji językowej. O ile metonimia kobiet do orchidei pozostaje dla nas czytelna, to nieraz trudno odczytać, kogo ma on na myśli w gąszczu Metafizyków, Retorów, Prawdy, czy Cnoty. Nie dość, że tekst traci na przejrzystości, to jeszcze osłabia to piękno języka, poprzez przesadę w zastosowaniu ornamentu.

Summa summarum

Książka ta ma niewątpliwie wiele zalet. Pozwala ona zapoznać się ludziom Zachodu z minionym światem komunizmu i losami Białorusi w dobie totalitaryzmu, prezentowanym przez uczestnika tamtych wydarzeń. Może stanowić ciekawą lekturę także dla podróżujących do Mińska, którzy chcą widzieć w odwiedzanych murach i ulicach coś więcej, niż tylko cegłę i kamień. Jej język jest – z zasadzie – przystępny, strony zaś połyka się bez spostrzeżenia. Zarówno format, jak i objętość sprawiają, że stanowi ona idealną zawartość kieszeni podróżującego tramwajem człowieka. Niestety, z tej też przyczyny nie możemy spodziewać się po niej wyczerpującej opowieści o Białorusi z okresu komunizmu. Otrzymujemy raczej krótki o tym komentarz.

Marcin Kumięga

Artur Klinau, „Mińsk. Przewodnik po Mieście Słońca”, tłum. Małgorzata Buchalik, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2008.

Zapraszamy na stronę Wydawnictwa Czarne: www.czarne.com.pl

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz