Węgrzy z Rumunii nie rezygnują z żądań autonomii dla swoich terenów. 10 marca był kolejną okazją do przedstawienia swoich postulatów, co oczywiście nie spodobało się rumuńskim politykom i tamtejszej opinii publicznej.

Manifestacje w Rumunii oraz na Węgrzech odbyły się 10 marca w 161 rocznicę stracenia męczenników Seklerszczyzny (węg. Székelyföld), a więc węgierskich rewolucjonistów, którzy w 1848 roku próbowali wywołać antyhabsburskie powstanie w Siedmiogrodzie. Węgrzy domagali się autonomii dla terenów, w których stanowią zdecydowaną większość, a także wystosowali petycję do rumuńskiego premiera Victora Ponty, aby podjął rozmowy o nowym podziale administracyjnym z przedstawicielami Seklerów.

Nie obyło się bez zgrzytu, jakim był zakaz dorocznej manifestacji w Târgu Mureș (węg. Marosvásárhely), wydany przez burmistrza tego miasta, Dorina Florei z centroprawicowej Partii Demokratycznej. Rumuński polityk motywował swoją decyzję zakłóceniami porządku podczas dwóch poprzednich edycji protestu. Mimo zakazu, pod pomnikiem upamiętniającym węgierskich męczenników pojawiło się kilkaset osób, a swoją konferencję zwołała nacjonalistyczna partia Węgier – Jobbik, krytykując zachowanie lokalnych władz Târgu Mureș – Marosvásárhely.

O co chodzi?

Według statystyk z 2011 r. na terytorium Rumunii zamieszkuje 1,2 mln Węgrów, którzy stanowią tym samym 6,5 proc. całej populacji kraju. Największe skupiska węgierskiej mniejszości występują w trzech okręgach (odpowiedniki polskich województw): Harghita, Covasna, and Mureş, gdzie stanowi ona odpowiednio 85, 74 i 38 proc. Terytoria te zamieszkują Seklerzy, a więc węgierskojęzyczna mniejszość etniczna, która przybyła tam ok. XI-XII w. Mieszkańcy tych terenów domagają się utworzenia autonomii Seklerszczyzny, podobnej do funkcjonującego w latach 1952-1968 Węgierskiego Okręgu Autonomicznego.

Ponowne żądania większej niezależności od władz w Bukareszcie pojawiły się w 2003 r. Powołano wówczas do życia Narodową Radę Seklerów (Székely Nemzeti Tanács), a dwa lata później w zjeździe Rady uczestniczyło blisko 20 tys. osób. Przyjęli oni wówczas projekt autonomii, odrzucony jednak przez rumuński parlament. W kolejnych latach prowadzono kolejne akcje, takie jak wieszanie flag Seklerów na urzędach miast gdzie stanowią oni większość. Bukareszt szybko jednak zakazał tego procederu, motywując Węgrów do rozszerzenia ich działalności, czego wyrazem są właśnie doroczne manifestacje w Siedmiogrodzie i na Węgrzech.

Bukareszt straszy ekstremizmem

Demonstracje na Seklerszczyźnie spotykają się tradycyjnie z niechęcią Rumunów, a na terenie kraju działają organizacje, których jedynym programem jest antywęgierskość. Jak zwykle swoją manifestację zorganizowała nacjonalistyczna rumuńska Nowa Prawica (Noua Dreaptă), wysuwając na ulicach Kluż-Napoki (węg. Kolozsvar) postulat przeniesienia stolicy kraju do miasta Sfântu Gheorghe (węg. Sepsiszentgyörgy) w okręgu Covasna. Ich zdaniem pozwoliłoby to na osłabienie węgierskiego autonomizmu, bowiem politycy nie będą mogli zrzucać odpowiedzialności za złą sytuację gospodarczą na fakt urzędowania rumuńskiego rządu na południu kraju. Od kilku miesięcy istnieje również Partia Rumuńskiej Jedności (Partidul România Unită) założona przez byłego posła socjaldemokratów, Bogdan Diaconu. Opuścił on szeregi Partii Socjaldemokratycznej (Partidul Social Democrat, PSD) wyrażając sprzeciw wobec udziału Demokratycznego Związku Węgrów w Rumunii (Uniunea Democrată Maghiară din România, UDMR) w rządzie Victora Ponty.

Antywęgierskie nastroje mają odbicie w polityce gabinetu Ponty. Socjaldemokratyczny premier poruszał temat węgierskiej autonomii w swojej kampanii prezydenckiej na jesieni ubiegłego roku, a sprzyjające mu media pisały o groźbie zaistnienia węgierskich „zielonych ludzików” na terytorium Siedmiogrodu. Próby uzyskania autonomii regionalnej zostały też zaliczone do zagrożeń dla bezpieczeństwa Rumunii, w ogłoszonej przez ministerstwo spraw wewnętrznych strategii utrzymania porządku publicznego w tym kraju.

Koniec monopolu UMDR

Radykalizacja postaw wśród węgierskiej mniejszości powoduje, że swój monopol na reprezentowanie jej interesów traci partia UDMR. Ugrupowanie od czasu obalenia komunistycznej dyktatury Nicolae Ceaușescu jest obecne w każdej kadencji rumuńskiego parlamentu, osiągając wyniki zbliżone do procentowego udziału Węgrów w populacji kraju. UMDR od 1996 r. uczestniczy bądź wspiera kolejne rządy, pod koniec 2014 r. opuszczając jednak gabinet Ponty.

Stąd bierze się coraz większa niechęć do ugrupowania kierowanego przez Hunora Kelemena, którego obecność na węgierskich uroczystościach wiąże się z wyrażaniem dezaprobaty przez ich uczestników. Węgrzy zarzucają UDMR załatwianie własnych interesów i wracanie do prowęgierskiej retoryki jedynie podczas wyborów. Obecność UDMR w kilku gabinetach, zarówno lewicowych jak i prawicowych, nie poprawiła sytuacji węgierskiej mniejszości na terytorium Rumunii, stąd pojawiają się nowe inicjatywy. Podczas jesiennych wyborów prezydenckich poza liderem UDMR wśród kandydatów pojawił się Zsolt Szilágyi z Węgierskiej Partii Ludowej Siedmiogrodu, a coraz większym poparciem cieszy się Węgierska Partia Obywatelska.

Zwolennicy autonomii Seklerszczyzny muszą się pospieszyć – jak w większości europejskich przypadków, liczba Węgrów w Rumunii stale się zmniejsza.

Marcin Ursyński




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

4 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz