Pieniacz Salvini?

Włoski wicepremier Matteo Salvini cieszy się dużą popularnością wśród europejskiej prawicy, stąd chęć budowy przez niego szerszego frontu w Parlamencie Europejskim nie powinna dziwić. Coraz częściej jednak pojawiają się głosy, że wizerunek lidera Ligi nie ma zbyt wiele wspólnego z jego realnymi działaniami, gdyż imigranci znowu przedostają się na włoskie wybrzeże.

Funkcję wiceszefa rządu i ministra spraw zagranicznych Salvini pełni już od ponad siedmiu miesięcy, zostając w tym czasie najpopularniejszym włoskim politykiem, a także windując na tę samą pozycję kierowaną przez niego partię. Jego polityczne zdolności należy więc ocenić bardzo wysoko, tym bardziej, że kiedy w 2013 roku przejmował funkcję sekretarza generalnego Ligi, ugrupowanie cieszyło się poparciem zaledwie 8 proc. Włochów.

Salvini jest przyjmowany z dużym entuzjazmem wszędzie gdzie się pojawi, w tym także na południu Włoch. To spore osiągnięcie, ponieważ jego partia przez prawie ćwierćwiecze jako Liga Północna domagała się wpierw niepodległości, zaś później autonomii regionu Padanii. Zmiana wizerunku Ligi na ugrupowanie ogólnonarodowe jest więc kolejnym poważnym sukcesem włoskiego wicepremiera.

Imigranci (nie do końca) powstrzymani

Przyglądając się retoryce Salviniego można odnieść wrażenie, że w wyniku jego działań udało się powstrzymać napływ „uchodźców”, którzy od 2015 roku masowo przedostawali się do Włoch dzięki aktywności przemytników na Morzu Śródziemnym. Początkowo słowa lidera Ligi miały pokrycie w rzeczywistości, a falę oburzenia w politycznie poprawnych światowych mediach wywołała jego decyzja dotycząca jednego ze statków przewożących Afrykańczyków.

W czerwcu szef włoskiego MSW zapowiedział, że jednostki z „uchodźcami” na pokładzie nie będą przyjmowane w tamtejszych portach, a na dodatek będą one konfiskowane. Właśnie wówczas Salvini podjął decyzję o nieprzyjmowaniu statku, którym do wybrzeży Europy chciało przedostać się blisko sześciuset imigrantów. Ostatecznie zostali oni więc przyjęci przez Hiszpanię.

Do dzisiaj odnotowano kilka podobnych przypadków, chociaż już od paru tygodni imigranci ostatecznie mogą zostać przyjęci na włoskiej ziemi. Warunkiem jest jednak sfinansowanie ich pobytu przez wspólnoty religijne. Dlatego przynajmniej teoretycznie za utrzymanie większości z nich odpowiadają Kościoły, katolicki i protestancki. Salvini ugiął się w tym przypadku pod naporem krytyki ze strony środowisk katolickich, a zwłaszcza „kato-lewicy” posiadającej silną pozycję we włoskim Episkopacie oraz urzędników Stolicy Apostolskiej.

Zakładnik koalicjanta?

Radykalne podejście lidera Ligi do imigrantów od początku nie podobało się jego koalicjantom, a także premierowi Giuseppe Conte. Ruch Pięciu Gwiazd (M5S) wraz z szefem włoskiego rządu zajmowali bardziej umiarkowane stanowisko. Opowiadali się za utworzeniem europejskiej agencji mającej koordynować relokację „uchodźców” przechwyconych na Morzu Śródziemnym. Nie postulowali natomiast zamykania samych granic Włoch przed imigrantami.

Przez pierwsze miesiące działalności wspólnego rządu różnice na tym tle nie były jednak widoczne. Wszystko zmieniło się we wrześniu, kiedy Salvini zapowiedział uchwalenie specjalnego dekretu migracyjnego, przewidującego zaostrzenie zasad pobytu osób ubiegających się o azyl i ograniczenie związanych z tym kosztów. Przeciwko dokumentom lobbowała zwłaszcza najbardziej odchylona na lewo część Ruchu, na czele z przewodniczącym Izby Deputowanych Roberto Fico.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Dlatego Conte i szef M5S Luigi Di Maio zaakceptowali kilka dni temu porozumienie z Unią Europejską, na mocy którego Malta przyjęła łódź z 49 imigrantami. Rząd w La Valetcie zgodził się na wpłynięcie jednostki do jego portu w zamian za rozdzielenie 249 „uchodźców” pomiędzy pozostałe unijne państwa. Kilkunastu z nich ma trafić również do Włoch, co wywołało spory spór w koalicji i zakończyło się kilkugodzinnym spotkaniem Salviniego z Conte i Di Maio.

Zobacz także: Salvini za Europą wartości i tożsamości, przeciw bankom, biurokracji i antyrosyjskim sankcjom

Ostatecznie uzgodniono, iż ta niewielka skądinąd grupa imigrantów nie będzie utrzymywana przez włoskich podatników, lecz trafi pod opiekę włoskiej wspólnoty ewangelickiej. Widać jednak wyraźnie powolną kapitulację Salviniego, który przyznaje już zresztą, że napływu łodzi z Afrykańczykami nie udało się powstrzymać, ale jedynie ograniczyć o połowę.

Jest alternatywa

O brak rzeczywistych działań oskarża Salviniego przede wszystkim Giorgia Meloni, przewodnicząca narodowo-konserwatywnych „Braci Włochów” (FdI), z którymi Liga przez wiele lat startowała w bloku centroprawicy skupionym wokół Silvio Berlusconiego. Jej zdaniem wiceszef rządu wiele mówi o powstrzymywaniu imigrantów, lecz zwłaszcza od połowy grudnia znów masowo napływają oni na włoskie wybrzeże. Meloni sugeruje, że może to mieć związek z wynegocjowanym wówczas porozumieniem z Komisją Europejską, która ostatecznie zaakceptowała budżet państwa na przyszły rok.

Według Meloni Liga stała się zakładnikiem swojego koalicjanta, co poważnie ogranicza możliwość podejmowania przez Salviniego realnych działań. Przewodnicząca „Braci Włochów” zaapelowała więc do niego, aby przyłączył się do budowanego przez nią właśnie szerokiego ruchu zwolenników suwerenności, który powstrzyma również nakładanie nowych podatków i ograniczanie wolności przedsiębiorcom przez polityków M5S. Dodatkowo Meloni podkreśliła, iż jej partia krytycznie podchodzi do przyjmowania imigrantów bez szkody dla włoskich podatników, ponieważ ich transport, zapewnienie opieki zdrowotnej i socjalnej wciąż pochłania jednak publiczne środki.

Coraz częściej widać zresztą podziały w samej koalicji. W ubiegłym tygodniu Salvini rozmawiał z Conte i Di Maio nie tylko o sprawach imigracyjnych, lecz również o odmiennym stanowisku obu ugrupowań względem budowy szybkiego połączenia między Turynem a francuskim Lyonem, wprowadzenia gwarantowanego dochodu podstawowego oraz wdrożenia reformy emerytalnej. Liga i Ruch zaprzeczają przy tym, aby koalicję dopadł kryzys, co może być jednak klasycznym robieniem dobrej miny do złej gry.

Marcin Ursyński

Pieniacz Salvini?
5 (100%) 3 głosów.

Reklama

Tagi: , , , , , ,

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz