Pyrrusowe zwycięstwo separatystów. Katalonia jest nimi zmęczona

Co prawda najwięcej głosów w wyborach regionalnych w Katalonii dostali socjaliści, ale to ugrupowania separatystyczne ponownie będą miały większość w parlamencie. Problem w tym, że Katalończycy wydają się być nimi zmęczeni. Frekwencja w porównaniu do poprzednich wyborów znacząco spadła, bo ruch niepodległościowy w ostatnich latach mocno rozczarował nawet swoich dotychczasowych zwolenników.

Socjalistyczna Partia Katalonii, będąca po prostu regionalnym oddziałem rządzącej krajem Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej (PSOE), zanotowała spory progres w stosunku do wyborów z 2017 roku. Mimo, że w czasie pandemii koronawirusa rząd Pedro Sancheza podjął wiele niepopularnych decyzji, socjaliści nie tylko wygrali wybory, ale zyskali 16 nowych miejsc w regionalnym parlamencie. Warto zresztą podkreślić, że to ich pierwsze zwycięstwo w regionie od prawie osiemnastu lat.

Duża w tym zasługa dotychczasowego ministra zdrowia Hiszpanii Salvadora Illi. Ten wieloletni działacz socjalistów zdobył popularność jako miejski radny w Barcelonie. W styczniu ubiegłego roku był zaś architektem porozumienia, dzięki któremu Sanchez uzyskał poparcie większości posłów do hiszpańskiego parlamentu. Illa przekonał wówczas Republikańską Lewicę Katalonii (ERC), aby przynajmniej wstrzymała się od głosu podczas wotum zaufania dla nowego szefa rządu.

Swoją kampanię Illa prowadził zresztą pod koncyliacyjnymi hasłami, a więc chciał łączyć zamiast dzielić. Przede wszystkim socjaliści starali się zwrócić uwagę wyborców na kwestie niezwiązane z postulatami niepodległościowymi. Jak twierdził sam Illa, „w życiu każdej wspólnoty przychodzi czas, kiedy mimo różnic poglądów wszyscy powinni się zjednoczyć”. W ten sposób odnosił się do trwającej wciąż pandemii koronawirusa i kłopotów ekonomicznych Hiszpanii.

Niepodległości (raczej) nie będzie

Nic zresztą dziwnego, że lider katalońskiego oddziału socjalistów starał się unikać tematu ewentualnego odłączenia regionu od Hiszpanii. Na jesieni 2017 roku to właśnie jego partia rządziła krajem, gdy spacyfikowane zostało katalońskie referendum niepodległościowe. Funkcjonariusze Guardia Civil i hiszpańskiej policji używali wówczas wszelkich metod, aby sparaliżować głosowanie, a ich brutalność jest oczywiście wciąż dobrze pamiętana w Katalonii.

Illa stwierdził nawet wprost, że uważa ostatnich dziesięć lat za czas zmarnowany na jałowe dyskusje, stąd też potrzebne jest poświęcenie energii obywateli na bieżące problemy. Nieprzypadkowo były minister zdrowia użył właśnie tej cezury czasowej. Ponad dekadę temu szefem katalońskiego rządu był po raz ostatni polityk, który nie reprezentował partii separatystycznych. Premier Hiszpanii w czasie kampanii dawał zresztą wyraźnie do zrozumienia, że tylko zmiana u władzy może przywrócić więzi pomiędzy Barceloną a Madrytem.

Szanse na przejęcie władzy przez Illę są jednak niewielkie. Katalońskie ugrupowania, choć są mocno podzielone, posiadają większość dającą im możliwość rządzenia. Zawiązanie nowej koalicji może nie być jednak tak łatwe, jak się pozornie wydaje. ERC widzi we wspólnym rządzie centroprawicową partię Razem dla Katalonii (Junts) i katalońską odnogę skrajnie lewicowego Podemos. Problem polega jednak na tym, że oba ugrupowania nie widzą możliwości wzajemnej współpracy.

Podobne targi z pewnością nie pomogą wizerunkowi katalońskich separatystów. Co prawda są oni faktycznymi zwycięzcami niedzielnych wyborów, ale w ostatnich miesiącach ich postawę krytykowały choćby liczne organizacje społeczne. Wiele kontrowersji wzbudzały uchwały przyjmowane podczas pandemii koronawirusa, które miały dowodzić ich oderwania się od rzeczywistości. ERC i Junts były bowiem bardziej zajęte wzajemną walką o wpływy niż uchwaleniem regionalnego budżetu. Organizacje pracodawców tymczasem ostrzegają, że bez niego nie będzie możliwe prawidłowe rozdysponowanie funduszy z Unii Europejskiej.

Rośnie także liczba osób rozczarowanych ruchem separatystycznym. Co prawda wspierające go media starają się usprawiedliwić niską frekwencję wyborczą (w ciągu czterech lat spadła ona z 79 do 51 proc.) lockdownem, ale sprawa jest dużo bardziej złożona. Wielu wyborców uważa bowiem, że od czasu nieudanego referendum niepodległościowego nic w tej kwestii nie posunęło się do przodu. Co więcej, tamta próba spowodowała ucieczkę setek firm i znaczące pogorszenie się wskaźników gospodarczych. Tymczasem popularność haseł separatystycznych brała się między innymi z lepszej sytuacji ekonomicznej Katalonii od większości regionów Hiszpanii.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Katalońskie ugrupowania uważają jednak, że mimo niskiej frekwencji i tak posiadają odpowiedni mandat od społeczeństwa, aby wymusić na rządzie centralnym rozmowy o kolejnym niepodległościowym referendum. Problemem jest jednak brak planu dotyczącego odłączenia się od Hiszpanii. Separatyści nie mieli go przed prawie czterema laty i nie mają go teraz. Należy zresztą brać pod uwagę fakt, że ich ówcześni liderzy albo znajdują się na wygnaniu, jak były premier Carles Puigdemont, albo zostali skazani na karę więzienia za nieudaną próbę secesji. Rząd w Madrycie jest tymczasem nieugięty i nie przewiduje możliwości zmiany obecnego stanu rzeczy.

Przegrupowanie na prawicy

Wybory regionalne w Katalonii przyciągały uwagę nie tylko z powodu ruchu separatystycznego. Głośno było również o narodowo-konserwatywnej partii VOX, cieszącej się coraz większą popularnością wśród Hiszpanów. Nie bała się ona organizować swoich wieców nawet w miejscowościach znanych ze swojego fanatycznego poparcia dla niepodległości Katalonii. Dlatego w mediach często pojawiały się doniesienia o atakach na jej demonstracje.

Mocne było zwłaszcza zakończenie kampanii w wykonaniu VOX-u. Po pierwsze, ugrupowanie złożyło kilka skarg na działalność katalońskiego ministra spraw wewnętrznych Miquela Sàmpera. Hiszpańska Centralna Komisja Wyborcza wezwała zresztą polityka do zapewnienia bezpieczeństwa podczas wyborów, zwracając uwagę na niezrozumiałą bierność miejscowej policji w trakcie zamieszek. Po drugie, VOX pozycjonował siebie jako ostatnią siłę rzeczywiście walczącą z separatystami.

Starania partii Santiago Abascala zostały docenione przez wyborców. VOX stało się bowiem najsilniejszym ugrupowaniem hiszpańskiej prawicy w całej Katalonii. Nic więc dziwnego, że Abascal komentując wyborcze wyniki ogłosił, iż VOX jest „liderem opozycji przeciwko separatyzmowi i lewicy”. Jednocześnie uznał jednak rezultaty głosowania za zły sygnał dla Hiszpanii, a tym samym także i dla narodowych konserwatystów.

Wybory zakończyły się katastrofą dla partii umiarkowanej centroprawicy. Ciudadanos ledwo znalazło się w parlamencie, chociaż przed czterema laty triumfowało w katalońskich wyborcach. Partia Ludowa (PP) od dawna nie cieszyła się szczególną popularnością w tym regionie, ale teraz uzyskała najniższy wynik w swojej historii. Pojawiły się już zresztą głosy, że konieczne jest odwołanie władz centralnych centroprawicy na czele z jej szefem, Pablo Casado.

***

Wybory w Katalonii nie zmienią dotychczasowego status quo. Ruch separatystyczny nie ma konkretnego planu odłączenia się od Hiszpanii, natomiast ogólnokrajowe partie nie mają pomysłu na odsunięcie go od władzy. Tymczasem ostatnie sondaże wskazują, że przeciwnicy niepodległości nie mają może zbyt dużej przewagi, ale dalej są liczniejszą grupą niż zwolennicy „uwolnienia się” od rządu centralnego w Madrycie.

Marcin Ursyński

Czytaj kolejny artykuł
0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz