Niemieckie władze przygotowują się na zimowe protesty

Sankcje wobec Rosji są dużym problemem dla Niemiec, uzależnionych w ogromnym stopniu od dostaw rosyjskich surowców energetycznych. Podobnie jak inne kraje europejskie, Niemcy muszą liczyć się z ciężką zimą. Z zapowiedzi tamtejszych władz federalnych i regionalnych wynika, że przygotowują się one na pacyfikację protestów w sezonie grzewczym.

Niemcy od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę muszą mierzyć się z krytyką. Władze w Berlinie początkowo nie chciały wysyłać Kijowowi pomocy wojskowej, a następnie były wyśmiewane za dostarczenie przestarzałego uzbrojenia. Później coraz mocniej naciskano na Niemcy w kwestii wprowadzenia sankcji wobec Rosji, która jest jednym z ich głównych partnerów gospodarczych, przede wszystkim dostarczającym surowce dla sektora energetycznego.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

6527.39 PLN    (29.66%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

W ciągu ostatniej dekady Niemcy jeszcze mocniej uzależniły się od dostaw gazu ziemnego z Rosji. Odpowiada ona bowiem za ponad połowę całego niemieckiego importu tego surowca. Jest to spowodowane głównie polityką energetyczną samych niemieckich władz, które pod naciskiem Zielonych zaczęły rezygnować nie tylko z elektrowni węglowych, ale także atomowych. W chwili obecnej wciąż zresztą toczy się spór dotyczący przedłużenia pracy ostatnich trzech obiektów jądrowych, bo zgodnie z założeniami polityki klimatycznej miały zostać wygaszone do końca bieżącego roku.

Sytuację Niemiec pogarsza zwłaszcza wstrzymanie przez Rosję dostaw gazu za pośrednictwem Nord Stream 1, służącego obecnie do destabilizowania sytuacji na europejskim rynku gazowym. Wśród mieszkańców Niemiec narasta w związku z tym obawa, że sezon grzewczy będzie dla nich wyjątkowo ciężki. Zwłaszcza, że już blisko połowa mieszkań za naszą zachodnią granicą ogrzewana jest za pośrednictwem gazu. Niemców z pewnością nie uspokoiły przeprowadzone na początku września testy systemu energetycznego. W dwóch najbardziej krytycznych scenariuszach może dojść do niedoborów prądu, które dotkną zwłaszcza południową część kraju.

Podczas niedawnego Forum Ekonomicznego w Karpaczu wprost o problemach Niemiec mówił Cornelius Ochmann, dyrektor Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej. Zwrócił uwagę na groźbę blackoutów, bo obecne zapasy gazu nie są w stanie zaspokoić zapotrzebowania społeczeństwa w okresie zimowym, dlatego brak nowych dostaw mocno odczują niemieccy obywatele.

Politycy grożą „nowym wrogom państwa”

Niemiecki kanclerz Olaf Scholz stara się uspokajać społeczeństwo i twierdzi, że zimą gazu nie powinno zabraknąć. Niewiele osób jednak wierzy w podobne zapewnienia, dlatego nawet partyjni koledzy szefa rządu wzywają go do podjęcia bardziej zdecydowanych działań. Część polityków Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD) proponuje wprowadzenie cen maksymalnych za energię elektryczną, natomiast sam Scholz zaczął już mówić o nadzwyczajnym podatku od nadmiernych zysków koncernów energetycznych.

Zobacz także: Niemcy: Maleje import z Rosji, ale rośnie jego wartość

Klasa polityczna naszego zachodniego sąsiada przedstawiła również „ofertę” dla tej części obywateli, która nie wierzy w uspokajające zapewnienia władz federalnych. Z sondaży wynika, że jest to dosyć duża grupa, bo udziału w ewentualnych  nie wyklucza bowiem blisko 44 proc. ankietowanych. Na pierwsze podobne badania już w lipcu zareagowała minister spraw wewnętrznych Nancy Faeser. Ostrzegła Niemców przed udziałem w podobnych protestach, bo służby mają być już na nie odpowiednio przygotowane.

Kilka tygodni później w ostrym tonie wypowiedział się także minister spraw wewnętrznych landu Nadrenii Północnej-Westfalii. Herbert Reul z Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) poinformował, że miejscowe oddziały policyjnej prewencji będą dobrze przygotowane na niepokoje społeczne w okresie zimowym. Komisariaty w jego landzie będą mieć bowiem zapewnione zapasy paliwa awaryjnego i dodatkowe telefony satelitarne, aby funkcjonariuszom w pacyfikowaniu protestów nie przeszkodziły ewentualne przerwy w dostawach prądu. Poza tym policja w Nadrenii Północnej – Westfalii ma „mieć otwarte oczy i uszy” również w sieci internetowej.
Uwagę zwraca zwłaszcza język używany przez polityków pozwalających sobie na podobne wypowiedzi. Faeser wprost sugerowała, że nawet umiarkowana opozycyjna chadecja nie powinna „podsycać obaw osób, których dotkną wysoki ceny”, bo odpowiedzialna polityka musi polegać na „utrzymaniu jedności niemieckiego społeczeństwa i ochronie bezpieczeństwa wewnętrznego”. Reul nazwał z kolei potencjalnych demonstrantów „nowymi wrogami państwa”.

Marzniesz? Jesteś ekstremistą

To niejedyne epitety używane przez socjaldemokratów i chadeków do dyskredytacji protestów, które na dobre nawet jeszcze się nie rozpoczęły. Politycy czołowych partii już jednak wiedza, że wezmą w nich udział „prawicowi ekstremiści” zainteresowani wyrażaniem swojej „pogardy dla demokracji” oraz dążący do „obalenia porządku konstytucyjnego”. Faeser i Reul dodatkowo wskazali na sieć internetową jako obszar, który jest skrzętnie wykorzystywany przez „scenę ekstremistyczną”.

Spodziewane protesty przeciwko wysokim kosztom ogrzewania i inflacji są łączone nie tylko ze „skrajną prawicą”, lecz przede wszystkim ze zwolennikami teorii spiskowych dotyczących koronawirusa. Zasygnalizowała to sama federalna minister spraw wewnętrznych, według której rosnące ceny staną się „nowym potencjałem mobilizacyjnym” dla wcześniejszych organizatorów wielotysięcznych zresztą demonstracji przeciwko wprowadzeniu obostrzeń covidowych.

Na razie miał miejsce tylko jeden duży protest przeciwko polityce energetycznej i społecznej rządu Scholza. Nie został on jednak zorganizowany przez „skrajną prawicę”, ale przez postkomunistyczną Die Linke i zgromadził w centrum Lipska około kilku tysięcy osób. Mniejsze demonstracje miały natomiast miejsce w landzie Meklemburgii-Pomorzu Przednim, a zostały zorganizowane przez lokalną CDU i miejscowych przedsiębiorców. Jak widać lewicowo-liberalny niemiecki rząd nie będzie mógł tak łatwo zdyskredytować protestów, kwalifikując wszystkich demonstrantów jako „ekstremistów”.

Marcin Ursyński

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz