Rosyjskie i białoruskie media w sposób podobny komentują fiasko szczytu Związku Białorusi i Rosji, który odbył się w ubiegły weekend w Soczi. Zdaniem publicystów z obu państw wszystko w ich relacjach jest jasne – Białoruś chce dużych ustępstw ze strony Rosji i zachowania swojej niepodległości, natomiast Rosja w zamian za pomoc gospodarczą oczekuje dalszej integracji politycznej. Oba stanowiska wzajemnie się więc wykluczają.

Od kilku miesięcy wydawało się, że dwudziesta rocznica powstania Związku Białorusi i Rosji będzie okazją do dalszej integracji politycznej. Ostatecznie białoruski prezydent Aleksander Łukaszenka i jego rosyjski odpowiednik Władimir Putin nie ogłosili w Soczi niczego, co można byłoby uznać w jakikolwiek sposób za przełomowe. Tak naprawdę było wręcz przeciwnie, ponieważ obaj przywódcy oficjalnie ograniczyli się do złożenia sobie życzeń oraz podkreślenia znaczenia umowy zawartej w 1999 roku przez Łukaszenkę i Borysa Jelcyna. Następną okazją do ewentualnego przełomu będzie spotkanie w Petersburgu, które zaplanowano na 20 grudnia br.

Nie było o czym rozmawiać

Rosyjski dziennik „Kommersant”[1] relacjonując szczyt w Soczi nie ma większych złudzeń. Jego korespondent uważa, że Łukaszenka i Putin spędzili ze sobą kilka godzin, lecz tak naprawdę nie mieli o czym rozmawiać. Wszystko zostało już bowiem wcześniej ustalone, natomiast samego fiaska szczytu można było spodziewać się dzień przed jego rozpoczęciem. Wówczas spotkali się ze sobą premierzy Białorusi i Rosji, Siargiej Rumas i Dmitrij Miedwiediew, i według informacji gazety rozmawiali cały wieczór. Tematem ich negocjacji było jedenaście punktów deklaracji o pogłębieniu integracji, w których nie doszli jednak do żadnego konsensusu.

Trudno było wyobrazić sobie, że w takiej atmosferze przełomem staną się negocjacje pomiędzy Łukaszenką a Putinem. Obaj politycy już na wstępie mówili „o wszystkim i o niczym”, natomiast rosyjski prezydent próbował tłumaczyć konieczność aktualizowania umowy związkowej, także w kontekście członkostwa obu państw w Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej. Jego białoruski odpowiednik był już bardziej konkretny i publicznie domagał się wyrównania szans białoruskich i rosyjskich przedsiębiorców, czyli ustępstw chociażby w zamian za droższe opłaty za baryłkę ropy naftowej.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

„Kommersant” podkreśla przy tym nieugięte stanowisko Łukaszenki w sprawie wspomnianych jedenastu kwestii, związanych głównie z energetyką i sprawami ekonomicznymi. Gazeta nie ma jednak złudzeń, że białoruski prezydent nawet po rosyjskich ustępstwach nie zgodzi się na dalszą integrację polityczną, nie wspominając już choćby o ustanowieniu wspólnej waluty dla Białorusi i Rosji.

Ultimatum Łukaszenki

Kolejne rosyjskie medium również jest rozczarowane szczytem w popularnym kurorcie. Pravda.ru[2] zauważa, że dwudziestoletnia historia Związku Białorusi i Rosji nie zakończyła się podpisaniem dokumentów, które oznaczałyby utworzenie jednego parlamentu, wykreowania wspólnej waluty i ujednolicenia systemów podatkowych obu państw. Oficjalnie nie doprowadzono więc do porozumienia w ośmiu z trzydziestu jeden planów dalszej białorusko-rosyjskiej integracji.

Zamiast tego białoruski prezydent skupił się na polityce „równych warunków”, czyli wspomnianego już ustanowienia chociażby wspólnych zasad dla przedsiębiorców z obu państw. Łukaszenka jest więc co prawda gotów płacić prawie trzykrotnie więcej za baryłkę ropy, ale w zamian chce, aby firmy z jego kraju miały warunki przynajmniej zbliżone do ich rosyjskich odpowiedników. Takie postawienie sprawy jednak nie zadziałało, ponieważ zdaniem informatorów gazety Rosja byłaby gotowa na takie ustępstwa jedynie w przypadku pogłębienia integracji politycznej. Sam białoruski prezydent może być więc teraz postawiony pod ścianą, bo potrzebuje ekonomicznych sukcesów, żeby nie mieć problemów przy okazji przyszłorocznych wyborów prezydenckich.

Zobacz także: Szczegóły rozmów w Soczi. „Udało się rozwiązać szereg problemów”

Portal w swoim komentarzu odniósł się też do protestów przeciwko połączeniu obu państw, do których doszło na Białorusi. Pravda.ru doszukuje się w nich ukartowanego spisku, bo demonstrujący pod rosyjską ambasadą w Mińsku darli jedynie plakaty z wizerunkiem Putina, a także wznosili antyrosyjskie okrzyki. Na wiecu mieli nie pojawić się jednak zniechęceni do tego przez białoruskie władze „znani działacze siedzący na zachodnich grantach”, co nie było jednak prawdą – liderem protestu był bowiem Pawieł Siewiaryniec, sądzony zaledwie kilka dni wcześniej za organizację nielegalnej manifestacji. Łukaszence całe wydarzenie było jednak potrzebne, aby przekonywać Putina, że w przypadku „wymuszonej integracji” będzie musiał mierzyć się z niestabilną sytuacja na Białorusi.

Decyduje gospodarka

Opozycyjny białoruski portal Naviny.by[3] przywołując dotychczasową historię integracji zauważa, że tak naprawdę Rosja już na początku bieżącego wieku zrezygnowała z planów zacieśnienia współpracy w ramach Związku Białorusi i Rosji. Co prawda w 2005 roku przyjęto nową „mapę drogową” w tej sprawie, ale później Moskwa zarzuciła projekt unifikacji z powodu trudności piętrzonych zazwyczaj przez Mińsk. Teraz został on reaktywowany, zaś Rosja nie zamierza iść na daleko idące ustępstwa charakteryzujące jej dotychczasową politykę wobec Białorusi.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Portal przywołując niedawne słowa Łukaszenki sprzeciwiającego się przyłączeniu „nawet do braterskiej Rosji”, zastanawia się jednak po co w takim razie podjął on ryzykowne negocjacje właśnie na temat „pogłębionej integracji”. Pytanie jest tym bardziej zasadne, że przed rokiem Miedwiediew przedstawił dwa scenariusze dalszej współpracy, a ten nazwany przez niego bardziej „konserwatywnym” nie przewidywał wyjścia poza ogólnikowe ramy umowy z 1999 roku.

Dziennikarze białoruskiej witryny uważają, że białoruski prezydent podjął się obecnych negocjacji, ponieważ bez rosyjskiego wsparcia krajowa gospodarka zacznie zachowywać się „jak narkoman na głodzie”. W tym kontekście sytuacja znacząco się zmieniła, bo w czasie transformacji ustrojowej to właśnie Białoruś korzystała na kłopotach wschodniego sąsiada, kupując jego niezwykle tanie wówczas zasoby. Teraz białoruskie władze nie są jednak same w stanie zrezygnować ze swojego anachronicznego modelu gospodarczego. Pogłębienie białorusko-rosyjskiej współpracy ekonomicznej, wbrew planom Łukaszenki, będzie jednak prędzej czy później skutkowało zwiększonym politycznym uzależnieniem Mińska od Moskwy.

Rosja nie chce deklaracji

Kolejny opozycyjny białoruski portal, Belaruspartisan.by[4], niepowodzenia rozmów w Soczi upatruje w zbyt dużych rozbieżnościach, a także niechęci Rosji do dalszych białoruskich obietnic bez pokrycia. Największą sprzecznością w interesach obu państw okazała się cena ropy naftowej, o której wielokrotnie wspominał Łukaszenka. Białoruś deklaruje więc chęć integracji politycznej po otrzymaniu pomocy gospodarczej, lecz tym razem Rosja nie zamierza się na to zgodzić.

Rosjanie nie chcą tym samym podpisywania kolejnych „map drogowych”, które później do niczego nie prowadzą, lub też stają się korzystne jedynie dla gospodarki Białorusi. Tymczasem Miedwiediew przed rokiem, gdy przedstawiał wspomniane już dwie propozycje dalszej współpracy, w drugiej z nich uzależniał uwzględnienie białoruskich interesów ekonomicznych dopiero po praktycznym rozpoczęciu integracji politycznej obu państw. Ewentualny brak porozumienia w Petersburgu może skończyć się tym samym koniecznością zmian w strukturze gospodarczej Białorusi, obecnie zbytnio uzależnionej od rosyjskiej pomocy.

Jednocześnie Belaruspartisan.by nie ma wątpliwości, że Łukaszenka nie zamierza rezygnować z suwerenności swojego państwa, stąd rozmowy zaplanowane na 20 grudnia br. są w praktyce jedną wielką niewiadomą. Tym bardziej, że dotychczasowe negocjacje nie posuwają się do przodu bez względu na miejsce w jakim się odbywają.

Marcin Ursyński

[1] https://www.kommersant.ru/doc/4187269?from=four_strana

[2] https://www.pravda.ru/world/1457950-belarus/

[3] https://naviny.by/article/20191208/1575754340-tushi-svet-v-sochi-lukashenko-i-putin-snova-ne-dogovorilis

[4] https://belaruspartisan.by/politic/484542/




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. Avatar
    1000_szabel :

    Ech… Szkopy i Ruscy to już chyba nigdy się nie zmienią. I jedni i drudzy mają „w genach” pewne cechy „nabyte jeszcze w XX wieku. I co rusz te cechy dają znać o sobie. Teraz Ruscy. Protesty przeciwko ZBiRowi na Białorusi nazwano spiskiem. Normalnie, jak sowieci. Spisek kontrrewolucyjny, spisek reakcyjno-kapitalistyczny, spisek wrażych sił burżuazyjnych. Jak zacięta płyta.
    A co do owej „dalszej integracji politycznej” i równości w stosunkach gospodarczych. Łukaszenka prowadzi z Kremlem ciekawą grę, ale grę bardzo ryzykowną. W sumie to Białoruś nie ma innego wyjścia, jak lawirować, ale może nadejść taki moment, że czas lawirowania się skończy, a Moskwa -że użyję kolokwializmu- to szczwana bestia. Mimo to trzymam kciuki, Łukaszenka też jest starym wygą i być może nie da sobie odebrać pola manewru. Jeśli jednak światowe sprawy międzynarodowe będą toczyć się w takim kierunku, w jakim się toczą, Mińsk w końcu będzie musiał wybrać stronę.