Liverpool 1947 – ostatni pogrom w Europie

Wbrew obiegowym opiniom, ostatnimi dużymi, choć zapomnianymi, antyżydowskimi wystąpieniami w Europie były wydarzenia, które miały miejsce w Liverpoolu i szeregu innych miast Wielkiej Brytanii na początku sierpnia 1947 roku.

Mówi się, że ostatnim dużym pogromem Żydów w Europie był, wyreżyserowany przez UB, pogrom kielecki z lipca 1946 roku. Mimo ofiar śmiertelnych i burzliwego przebiegu, nie było to jednak ani ostatnie, ani tym bardziej największe pod względem skali antyżydowskie wystąpienie na naszym kontynencie. To miało miejsce na jego drugim krańcu, w Wielkiej Brytanii, latem 1947 roku. Choć tamte wydarzenia nie są dziś powszechnie znane i pamiętane, również na Wyspach, to swego czasu na łamach izraelskiego, lewicowego dziennika „Haaretz” określono je mianem „zapomnianego pogromu” i „najgorszych antyżydowskich zamieszek w najnowszej, brytyjskiej historii”.

Geneza tych wydarzeń sięga jednak wcześniej i dalej – Palestyny okresu powojennego. Po zakończeniu drugiej wojny światowej, na Bliskim Wschodzie istotnym problemem do rozwiązania była przyszłość Brytyjskiego Mandatu Palestyny. Działały tam intensywnie żydowskie organizacje syjonistyczne, w tym bojówkarze Irgunu, stosujący metody terrorystyczne. Celem ich ataków byli m.in. Brytyjczycy. Miało to skłonić ich do opuszczenia Palestyny. Brytyjskie władze wcześniej wprowadziły też dodatkowe prawo m.in. ograniczające żydowską imigrację, a także umożliwiające karanie śmiercią Żydów za nielegalne posiadanie broni czy przynależność do nielegalnych organizacji.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

W czerwcu 1946 roku dwóch bojówkarzy Irgun skazano na śmierć za atak na brytyjską bazę wojskową. Wówczas inni członkowie tej organizacji porwali łącznie sześciu brytyjskich żołnierzy, grożąc ich zabiciem jeśli skazani nie zostaną uwolnieni. W wyniku tajnych negocjacji, syjonistom zmieniono wyroki na dożywocie, a porwanych żołnierzy wypuszczono. Później miały też miejsce podobne sytuacje. Żydowscy bojówkarze dążyli do tego, by poprzez porwania szantażować Brytyjczyków i zmuszać ich do nie wykonywania kar śmierci na swoich kamratach.

PRZECZYTAJ: 72. rocznica zamordowania polskiego konsula w Jerozolimie przez żydowskich bojówkarzy z Bandy Sterna

W maju 1947 roku Irgun przeprowadził akcję rozbicia więzienia w Akrze, celem uwolnienia kilkudziesięciu członków tej organizacji oraz Lechi, innej syjonistycznej bojówki. Pięciu „irgunowców” zostało przy tym schwytanych, z czego trzech pełnoletnich skazano na śmierć. Kierownictwo Irgunu zdecydowało o jak najszybszym porwaniu brytyjskich zakładników, celem dokonania wymiany. Po serii niepowodzeń, 11 lipca udało im się porwać dwóch sierżantów z korpusu wywiadowczego, Clifforda Martina i Mervyna Paice’a. Brytyjczycy wszczęli wielkie, ale bezskuteczne poszukiwania. Zdecydowano się jednak wykonać wyrok i 29 lipca nad ranem trzej członkowie Irgunu zostali powieszeni.

Rankiem 31 lipca 1947 roku, dwa dni po egzekucji, ciała zamordowanych sierżantów znaleziono powieszone na drzewach w gaju eukaliptusowym na wschód od miasta Netanja. Okazało się, że zostały one przez syjonistycznych bojówkarzy zaminowane. Gdy odcięto pierwsze z ciał, doszło do eksplozji. Zwłoki zostały rozerwane, a drugie z ciał, według relacji „straszliwie okaleczone”, znaleziono kilkanaście metrów dalej. Obecny przy odcinaniu oficer brytyjski został ranny. Faktycznie, obaj żołnierze zostali powieszeni jeszcze 29 lipca w miejscu, w którym ich przetrzymywano. Dopiero następnego dnia przewieziono ciała do gaju i tam powieszono, celem wywarcia większego wrażenia. Co ciekawe, jeden z zamordowanych sierżantów, Clifford Martin, z pochodzenia był Żydem.

Na Wyspach Brytyjskich zamordowanie brytyjskich żołnierzy za sprawą licznych relacji medialnych odbiło się głośnym echem w społeczeństwie i wywołało oburzenie, które z czasem się potęgowało. Co prawda już wcześniej dochodziło do różnych antybrytyjskich aktów terroru, jednak „sprawa sierżantów” przeważyła szalę. Niezależnie od tego, że liderzy brytyjskich Żydów potępili zabójstwa.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Według Żydowskiej Agencji Telegraficznej (JTA), w ciągu kilku godzin od czasu, gdy poinformowano o zabójstwie żołnierzy (był to piątek, początek pierwszego sierpniowego weekendu), w Birmingham pojawił się wielki napis: „Powstańcie narody. Przeciwstawiajcie się żydowskiemu przedsiębiorstwu. Pamiętajcie Paice’a i Martina”.

Pojawiały się kolejne oznaki rosnącego wśród Anglików oburzenia. W Birkenhead niedaleko Liverpoolu pracownicy miejscowej rzeźni odmówili dalszego przerabiania mięsa dla Żydów do czasu, aż w Palestynie skończą się ataki na brytyjskich żołnierzy. W okolicach miasta na obszarach zamieszkiwanych przez Żydów zaczęły gromadzić się tłumy młodych, rozgniewanych mężczyzn.

W niedzielę 3 sierpnia grupki mężczyzn zaczęły wybijać szyby sklepowe w Cheetham Hill, części Manchesteru na północ od centrum miasta, zamieszkiwanej od ponad 100 lat przez społeczność żydowską. Wieczorem na ulicach było już kilkaset osób. Ich celem stała się m.in. miejscowa Wielka Synagoga, którą uszkodzono, a także żydowskie przyjęcie weselne, którego gości wyzywano do późnej nocy. Praktycznie we wszystkich lokalach należących do Żydów wzdłuż Cheetham Hill Road, na długości ok. 1,5 km, powybijano okna. Relacje z tamtego czasu porównują zastany obraz do skutków niemieckich bombardowań sprzed zaledwie paru lat.

Poza Manchesterem, w tamten weekend największe antyżydowskie zamieszki miały też miejsce w Glasgow i w Liverpoolu, a na mniejszą skalę m.in. w Bristolu, Londynie i Hull. W całym kraju, w różnych miejscach, dochodziło do ataków na mienie należące do Żydów. Nikogo nie zabito, ale miały miejsce przypadki pobicia, m.in. adwokata w Liverpoolu. Z kolei w Salford na północy Anglii po tym, jak kilkutysięczny tłum obrzucił kamieniami witryny sklepowe, w mieście pojawiły się znaki „Wstrzymać ogień. Te lokale są brytyjskie”. Zwracano uwagę, że tego rodzaju zamieszki były zarazem okazją do grabienia cudzego mienia, szczególnie do plądrowania sklepów.

Dochodziło też do innych sytuacji. W West Derby, dzielnicy Liverpoolu, podpalono drewnianą synagogę, a nad wejściem do Canada Dock napisano „Śmierć wszystkim Żydom”. W tym samym mieście dwukrotnie podpalono, w dwóch kolejnych dniach, fabrykę należącą do żydowskiego właściciela. Kilka osób zostało aresztowanych. Media informowały, że część uczestników zamieszek utrudniało strażakom gaszenie pożaru. W innych miejscach dorośli rzekomo zachęcali dzieci i młodzież do ograbiania sklepów. Część policji oddelegowano do ochrony żydowskich domów i lokali, podczas gdy inni ścierali się z demonstrantami. Według relacji JTA, kilku funkcjonariuszy zostało rannych, a jednego Żyda pobito na tyle ciężko, że trafił do szpitala.

W Eccles koło Manchesteru były podoficer został skazany na 15 funtów grzywny za wykrzykiwanie do kilkusetosobowego tłumu „Hitler miał rację” i wzywanie do „eksterminowania każdego Żyda”, w tym kobiet i dzieci. „The Jewish Chronicle” pisała, że na synagodze w Plymouth znalazły się napisy „Powiesić Żydów” i „Zniszczyć Judę” (podobne napisy wymalowano na innej synagodze, w Hendon w Londynie, w której powybijano też szyby), a na domu jej reportera tej gazety umieszczono napis sławiący wodza III Rzeszy. Przed wejściem do należącego do Żyda zakładu krawieckiego w Devonport umieszczono fałszywą minę. Informowano też o telefonach z pogróżkami do licznych Żydów.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Zamieszki najbardziej intensywny przebieg miały w Liverpoolu i tam też trwały najdłużej, łącznie przez 5 dni. W różnym stopniu uszkodzonych zostało ponad 300 nieruchomości i lokali należących do Żydów. Policja aresztowała 88 osób. Jak podawała JTA, w całym kraju do ranka 5 sierpnia miało miejsce ponad 150 antysemickich ataków, z czego aż 101 w samym Liverpoolu. Później próbowano tam wznowić zamieszki, ale kilka takich prób, skierowanych zasadniczo na ograbienie żydowskich sklepów, zostało udaremnionych przez policję.

W Hull dwóch wojskowych skazano na 3 i 4 miesiące za kratkami za udział w zamieszkach. Karę trzymiesięcznego aresztu za podobne przewinienia otrzymał mężczyzna w Manchesterze. Wielu innych, głównie młodych mężczyzn, dostało karę grzywny.

W kolejnych dniach zamieszki zostały potępione na łamach mediów w Wielkiej Brytanii. Gazeta „Daily Express”, która kilka dni wcześniej zamieściła na pierwszej stronie zdjęcia ciał powieszonych sierżantów z komentarzem, że to „zszokuje świat”, teraz grzmiała „Dosyć tego!” i podkreślała, że ataki na niewinnych sklepikarzy to hańba dla narodu.

Zasadniczo nie ma wzmianek o ofiarach śmiertelnych wydarzeń z początku sierpnia 1947 w Wielkiej Brytanii. JTA wiąże jednak z zamieszkami śmierć 80-letniej kobiety w Salford, która leżała w łóżku z chorobą serca. Podczas zamieszek tuż obok niej przeleciała wrzucona przez okno cegła. Kobieta zmarła kilka dni później, stąd jej śmierć przypisuje się częściowo szokowi, jakiego doznała w wyniku ataku.

Autorzy opisujący tamte wydarzenia piszą, że powstałe wówczas napięcia rozeszły się niemal tak szybko, jak przemoc, która się pojawiła. Jedna z mieszkanek Manchesteru wspominała, że „wszystko przeminęło tak, jakby nic się nie stało”. Daniel Trilling pisał w 2012 roku na łamach „New Statesman”, że „dziś mało wspomina się o zamieszkach w oficjalnych opowieściach” i zasadniczo funkcjonują one niczym „nieznaczący przypis do historii tworzenia państwa Izrael”. Szukając odpowiedzi na to, dlaczego o tym zapomniano, przywołuje m.in. opinie, według których po prostu zostały one przyćmione przez inne, większe wydarzenia. Wpływ mogło mieć na to również to, że podczas samych zamieszek było relatywnie niewielu rannych i nikt bezpośrednio nie zginał.

Ponadto, również brytyjskim politykom zależało, żeby sprawa szybko ucichła. Ówczesny szef resortu spraw wewnętrznych, James Chuter Ede uważał, że było to raczej chuligaństwo aniżeli wskaźnik odczuć społecznych. Sam rząd był wówczas obiektem krytyki, przynajmniej ze strony części społeczeństwa, za ociąganie się z podjęciem bardziej zdecydowanych środków. Jednocześnie, uczestników zamieszek krytykowano za „niebrytyjskie” i i „niepatriotyczne” działania. Do tego, Wielkiej Brytanii z pewnością nie było na rękę podnoszenie tematu antyżydowskich wystąpień w jednym z głównych krajów alianckich zaledwie dwa lata po Holocauście.

Ważny był też na pewno kontekst gospodarczy. W tamtym powojennym czasie Wielka Brytania znajdowała się w recesji, szukano oszczędności. W kraju brakowało żywności i paliwa, powszechnym zjawiskiem było bezrobocie. Z kolei Żydzi byli postrzegani przez brytyjskie społeczeństwo jako handlarze czarnego rynku, przez których utrzymywało się racjonowanie produktów.

Marek Trojan / Kresy.pl




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz