Japoński pacyfizm już tylko na papierze

Zmieniające się uwarunkowania geopolityczne dla jednych są poważną szansą, dla innych zagrożeniem. Właśnie z tego drugiego powodu Japonia powoli ale sukcesywnie odchodzi od zobowiązań przyjętych po II wojnie światowej. W pierwszej kolejności odbudowuje swój potencjał militarny.

Duże zainteresowanie mediów na całym świecie wywołały doniesienia o sformowaniu nowej japońskiej brygady piechoty morskiej, która rozpoczęła swoją działalność na początku kwietnia. Scenariusz inauguracyjnych ćwiczeń wojskowych przewidywał odbijanie z rak wroga wysp na Morzu Południowochińskim, dlatego prezentacja nowej formacji miała miejsce na wysuniętej w stronę Chińskiej Republiki Ludowej wyspie Kyushu.

Japońskie władze nie ukrywają, że rosnące w siłę chińskie mocarstwo, które w coraz większym stopniu rozbudowuje swój potencjał militarny, jest głównym zagrożeniem dla tego państwa i bezpośrednim powodem powolnego odejścia od „pacyfistycznej” konstytucji. Premier Shinzō Abe twierdzi wprost, że Japonia musi zmierzyć się z najpoważniejszym zagrożeniem od czasów II wojny światowej, dlatego konieczne jest powolne odejście od założeń przyjętych w wyniku japońskiej klęski w tamtym konflikcie.

Konstytucja uwiera

Retoryka szefa rządu przemawia przy tym do zdecydowanej większości Japończyków, o czym świadczą wyniki wyborów parlamentarnych z października ubiegłego roku. Liberalno-Demokratyczna Partia Japonii (Jimintō) uzyskała wówczas samodzielną większość w izbie niższej japońskiego parlamentu, zaś partia Abe wyraźnie przesunęła tamtejszą debatę publiczną na patriotyczne i tradycjonalistyczne tory. Ugrupowania opowiadające się za militaryzacją kraju osiągnęły blisko 80 proc. miejsc w japońskim Zgromadzeniu Narodowym.

Japoński premier i większość tamtejszych polityków w kampanii przedwyborczej wprost deklarowała konieczność zmian w japońskiej konstytucji. Obecnie przewiduje ona, iż Japonia „wyrzeka się wojny jako suwerennego prawa narodu” i nie rozwiązuje sporów międzynarodowych nawet poprzez samą groźbę użycia siły, a tym samym nie utrzymuje własnego wojska. Obecnie jego funkcję pełnią więc Japońskie Siły Samoobrony, utworzone w 1954 roku, po zakończeniu bezpośredniej amerykańskiej okupacji.

Pierwsze kroki w kierunku zmiany prawa podjęto już przed czterema laty. Wówczas premier Abe przeforsował zmianę interpretacji zapisów konstytucyjnych, dzięki czemu wspomniane Japońskie Siły Samoobrony mogły zakupić sprzęt niezbędny do funkcjonowania nowoczesnej armii, natomiast jej jednostki będą mogły pomagać swoich sojusznikom poza granicami Japonii. Głównym celem szefa rządu jest jednak osiągnięcie szerokiego porozumienia z opozycją, aby następnie móc przekonać Japończyków do głosowania za nowelizacją „pacyfistycznej” części ustawy zasadniczej.

Więcej pieniędzy

Abe przed ubiegłorocznymi wyborami był ceniony przez Japończyków głównie z powodu prowadzonej przez rząd polityki ekonomicznej, która pozwoliła na uwolnienie gospodarki kraju od deflacji oraz recesji. Ponadto szef największego japońskiego ugrupowania odwoływał się do wartości wciąż bardzo ważnych dla tamtejszego społeczeństwa, a więc do poświęcenia dla ojczyzny, w tym do prymatu interesów ogółu nad indywidualizmem jednostki.

Dzięki poprawie sytuacji gospodarczej Tokio mogło wydać więcej pieniędzy na zbrojenia, a jest to niezwykle ważne zwłaszcza w kontekście funduszy jakimi dysponuje Pekin. Japonia zwiększa więc sukcesywnie wydatki na cele obronne od blisko siedmiu lat. W ubiegłym roku budżet państwa wydzielił na nie blisko 50 miliardów dolarów. Trzeba jednak pamiętać, że Kraj Kwitnącej Wiśni przez dziesięciolecia miał w tych kwestiach ograniczone pole manewru, stąd daleko mu do potępi Państwa Środka, które tylko w tym roku ma wydać na zbrojenia rekordową kwotę 174 miliardów dolarów.

Wyścig zbrojeń jest przy tym możliwy dzięki naciskom Stanów Zjednoczonych, które po II wojnie światowej narzuciły przecież swojemu obecnemu sojusznikowi „pacyfistyczną” wersję konstytucji. Obecnie jednak amerykańskie oczekiwania są zupełnie przeciwne. W 2014 roku właśnie ten argument był jednym z najważniejszych w rękach japońskich polityków, przeznaczających coraz większe kwoty na rozwój Japońskich Sił Samoobrony między innymi pod hasłem spełnienia oczekiwań ówczesnego amerykańskiego prezydenta Baracka Obamy.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Waszyngton dostarcza zresztą Tokio większości nowoczesnego uzbrojenia, dzięki czemu dynamicznie rozwija się przede wszystkim japońska marynarka wojenna. Japończycy kupili lub też chcą dopiero kupić między innymi systemy obrony przeciwrakietowej, pociski przechwytujące, nowoczesne radary wykrywające niewidoczne samoloty, niszczyciele zdolne eliminować miny morskie, samoloty transportowe oraz nowoczesne myśliwce. Wspomniana już brygada szybkiego reagowania jak na razie dysponuje głównie amfibiami, lekko opancerzonymi pojazdami i przenośnymi wyrzutniami rakiet, ale mają być one w najbliższym czasie wzmocnione kolejnymi kilkudziesięcioma amfibiami.

Kto dokończy dzieło?

Rozwój potencjału militarnego Japonii najprawdopodobniej dokończy już jednak inny szef rządu, ponieważ triumfujący jeszcze pół roku temu Abe powoli żegna się ze swoim stanowiskiem. Został on bowiem oskarżony o kumoterstwo i o podejrzaną transakcję sprzedaży państwowej działki jednemu z biznesmenów. Wśród następców obecnego premiera najczęściej wymienia się lidera partii Jimintō Shigeru Ishibę. Jego wybór zaś oznaczałby zapewne jeszcze przyspieszenie rozwoju Japońskich Sił Samoobrony. Ishiba w przeszłości był bowiem szefem resortu obrony narodowej.

Marcin Ursyński

Czytaj kolejny artykuł
0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz