Epidemia kłopotów z pamięcią

„Nawiasem mówiąc, sprawę zaprzestania nacisków na Polskę, by zadośćuczyniła bezpodstawnym żydowskim roszczeniom majątkowym, można było próbować załatwić z prezydentem Obamą podczas jego ostatniej wizyty w Warszawie w maju br. Niestety pan prezydent Komorowski chyba o tym zapomniał, co skłania do podejrzeń, że i on też może mieć kłopoty z pamięcią, podobnie jak były premier Donald Tusk, który skwapliwie przyłączył się do zaników pamięci pana marszałka Sikorskiego, podobnie jak i cała Platforma Obywatelska, która sprawia wrażenie, jakby chciała jak najszybciej o tym wszystkim zapomnieć”.

W znanej anegdocie pacjent przychodzi do lekarza i powiada: – panie doktorze, tracę pamięć. – Od kiedy? – pyta doktor. – A co: od kiedy? – pyta pacjent. Po wysłuchaniu samokrytyki pana marszałka Radosława Sikorskiego wiemy już, że ma on kłopoty z pamięcią. Nie wiadomo jednak, jak głęboko te kłopoty sięgają, to znaczy – o czym pan marszałek może zapominać, więc dobrze byłoby, gdyby pana marszałka przebadał jakiś dobry specjalista, albo jeszcze lepiej – specjalnie zwołane konsylium. Nawiasem mówiąc, te objawy występowały już wcześniej, kiedy jeszcze pan marszałek był ministrem spraw zagranicznych. Już wtedy notorycznie zapominał o polskich interesach państwowych i to do tego stopnia, że nie dostrzegał nawet związku przyczynowego między własnym zapominalstwem, a zaprzepaszczaniem rozmaitych okazji. Mogliśmy się o tym przekonać choćby z podsłuchanej rozmowy pana – wtedy jeszcze ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, w swoim czasie poddanego brytyjskiego, z innym poddanym brytyjskim, czyli wicepremierem i ministrem finansów Rzeczypospolitej Polskiej, panem Jackiem „Vincentem” Rostowskim – w której obecny pan marszałek skarżył się, iż NATO daje Polsce „złudne poczucie bezpieczeństwa”, a z tytułu przynależności do tego Sojuszu „robimy Obamie laskę za darmo”.

Kłopoty z pamięcią w tym przypadku posunęły się tak daleko, że pan minister nie zauważył nawet, iż „złudne poczucie bezpieczeństwa” jest efektem braku starań o polskie interesy państwowe w stosunkach z Amerykanami również z jego strony. Trudno przecież wymagać od prezydenta Obamy, żeby troszczył się o polskie interesy, bo nie jest prezydentem Polski tylko USA, więc skoro ani prezydent Polski, ani polski minister spraw zagranicznych nic od niego nie chcą, no to nie będzie wychodził przed orkiestrę, nieprawdaż?

Na domiar złego, można odnieść wrażenie, że kłopoty pana marszałka z pamięcią nie są przypadkiem odosobnionym. Nie mówię już o rodzaju epidemii, zwłaszcza w środowisku naukowym, a także w środowisku autorytetów moralnych, gdzie można zauważyć bardzo wiele przypadków utraty pamięci zwłaszcza o wydarzeniach sprzed 1989 roku. Dlatego bardzo wiele oficjalnych życiorysów rozpoczyna się od roku 1990. Ale znacznie groźniejsze z punktu widzenia Polski są objawy kłopotów z pamięcią również w przypadku byłego prezydenta naszego nieszczęśliwego, pana Aleksandra Kwaśniewskiego. Jak pamiętamy, do spółki z innym starym kiejkutem, ówczesnym premierem Leszkiem Millerem, wysłał on polskie wojsko do Iraku. I kiedy po wycofaniu stamtąd żołnierzy naszej niezwyciężonej armii publicznie zapytałem pana ministra Klicha, czy wygraliśmy tę wojnę, czy ją przegraliśmy – bo jeśli wygraliśmy, to gdzie są łupy, gdzie są jeńcy, gdzie są branki – a jeśli przegraliśmy, to kogo należałoby z tego tytułu postawić pod ścianką – głuche milczenie było mi odpowiedzią – być może dlatego, że oficjalnie nie było tam żadnej „wojny”, tylko „operacja pokojowa”, a tej, jak wiadomo, ani wygrać, ani przegrać nie można.

Można było jednak, w zamian za wyświadczoną prezydentowi Bushowi młodszemu przysługę, załatwić militarną konwersję polskiego długu zagranicznego i uzyskać obietnicę, że USA nie będą na Polskę naciskały w sprawie realizowania bezpodstawnych żydowskich roszczeń majątkowych. Najwyraźniej jednak pan prezydent Kwaśniewski o tym wszystkim zapomniał, być może pochłonięty marzeniami o swojej karierze I Sekretarza ONZ, a przynajmniej – I sekretarza NATO, którym zresztą też nie został, bo za granicą lepiej się na nim poznali, niż w Polsce, gdzie był wybierany na prezydenta aż dwukrotnie. Ciekawe, że stare kiejkuty nie zapomniały wziąć od CIA 15 milionów dolarów w gotówce za usługi kuplerskie i stanie na świecy – a to by wskazywało, że kłopoty z pamięcią mają charakter selektywny.

Nawiasem mówiąc, sprawę zaprzestania nacisków na Polskę, by zadośćuczyniła bezpodstawnym żydowskim roszczeniom majątkowym, można było próbować załatwić z prezydentem Obamą podczas jego ostatniej wizyty w Warszawie w maju br. Niestety pan prezydent Komorowski chyba o tym zapomniał, co skłania do podejrzeń, że i on też może mieć kłopoty z pamięcią, podobnie jak były premier Donald Tusk, który skwapliwie przyłączył się do zaników pamięci pana marszałka Sikorskiego, podobnie jak i cała Platforma Obywatelska, która sprawia wrażenie, jakby chciała jak najszybciej o tym wszystkim zapomnieć. Tymczasem bawiący niedawno w Polsce izraelski prezydent nie zapomniał nawet o złamanym dolarze z tych 65 miliardów, których bezcenny Izrael i organizacje wiadomego przemysłu domagają się od Polski – podobno na podstawie jakichś „obietnic”, a nawet „umów”, o których nasi Umiłowani Przywódcy najwyraźniej zapomnieli nam powiedzieć.

Stanisław Michalkiewicz

„Nasz Dziennik”

Czytaj kolejny artykuł
2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. sobiepan
    sobiepan :

    WSZYSTKIE TE ,,ZANIKI” PAMIĘCI NIE MAJA ŻADNEGO ZNACZENIA . ŚREDNIO ZDOLNY PRAWNIK WYGRYWA TAKĄ SPRAWĘ W PIERWSZYM POSIEDZENIU SĄDU .ISTNIEJE ,,Umowa indemnizacyjna, zawarta 16 lipca 1960 roku w Waszyngtonie”W świetle postanowień tej umowy, żądania, jakie pod adresem Polski mające siedzibę na terenie USA i kierowane przez obywateli Stanów
    Zjednoczonych żydowskie organizacje „przemysłu holokaustu”, mają wszelkie
    znamiona usiłowania przestępczego wyłudzenia od Rzeczypospolitej
    Polskiej 65
    miliardów dolarów i jako takie powinny być ścigane przez prokuraturę.
    wysuwają Platforma Obywatelska, która sprawia wrażenie, jakby chciała jak najszybciej o tym wszystkim zapomnieć. Tymczasem bawiący niedawno w Polsce izraelski prezydent nie zapomniał nawet o złamanym dolarze z tych 65 miliardów, których bezcenny Izrael i organizacje wiadomego przemysłu domagają się od Polski – podobno na podstawie jakichś „obietnic”, a nawet „umów”, o których nasi Umiłowani Przywódcy najwyraźniej zapomnieli nam powiedzieć Umowa indemnizacyjna, zawarta 16 lipca 1960 roku w Waszyngtonie”W świetle postanowień tej umowy, żądania, jakie pod adresem Polski
    wysuwają
    mające siedzibę na terenie USA i kierowane przez obywateli Stanów
    Zjednoczonych żydowskie organizacje „przemysłu holokaustu”, mają wszelkie
    znamiona usiłowania przestępczego wyłudzenia od Rzeczypospolitej
    Polskiej 65
    miliardów dolarów i jako takie powinny być ścigane przez prokuraturę.
    Osobną
    sprawą jest ukrywanie przed polską opinią publiczną umów indemnizacyjnych –
    w tym również załączonej umowy – przez rządy Rzeczypospolitej Polskiej.
    Ukrywając przed polską opinią publiczną fakt istnienia tych umów oraz ich
    treść, kolejne rządy Rzeczypospolitej Polskiej próbują uniknąć
    odpowiedzialności za zaniechanie wydania rozporządzeń, umożliwiających
    obywatelom polskim uzyskanie restytucji lub odszkodowań za znacjonalizowane
    mienie.”
    http://www.obnie.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1766:umowa-1960-roszczenia&catid=75:kulisy-systemu&Itemid=27

  2. zefir
    zefir :

    Umowa indemnizacyjna z USA,z dnia 16 Vii 1960r reguluje roszczenia obywateli amerykańskich/ściślej osób prawnych i fizycznych/ wobec państwa polskiego z tytułu przejęcia przez Polskę ich mienia w drodze nacjonalizacji,lub inny sposób,a jej istotą jest: 1/Polska zapłaci rządowi USA 40mln USD w 20-tu ratach-zobowiązanie wykonane. 2/Rząd USA przejmie na siebie zobowiązania z tytułu roszczeń odszkodowawczych,oraz dodatkowo nie będzie wysuwał,ani popierał żadnych z tego tytułu roszczeń wobec Polski przez obywateli amerykańskich.
    Oczywiście praktycznie to umowa dotyczy głównie żydów amerykańskich.Jeżeli jest taka istota umowy to skąd te mniej,czy bardziej tajemnicze podchody żydowskie,izraelskie,czy amerykańskie o odszkodowania od Polski?Umowa przecież określa kto przejął na siebie odszkodowania.Wyjaśnienie jest jedno:to chęć wyłudzenia od Polski,ściślej jej obywateli porażającej kwoty 65mld USD/tj.ok.200mld zł./Rząd RP winien zająć zdecydowane i jednoznaczne stanowisko-odmowne i zgodne z tą umową.