Dziedzictwo Trumpa będzie żywe

Konserwatywne amerykańskie media z dystansem, a często po prostu z krytyką odnoszą się do obecnej retoryki prezydenta Donalda Trumpa. Ich zdaniem powinien on zrezygnować z podważania wyników wyborów, bo dziedzictwo prawie czterech lat jego rządów przetrwa i bez tego. Niektórzy widzieliby nawet Trumpa jako kandydata Partii Republikańskiej w kolejnym boju o Biały Dom.

Nietrudno zauważyć swoista kakofonię w sprawie podważania procedur wyborczych. Z jednej strony media donoszą o możliwości uznania przez amerykańską głowę państwa jej porażki wyborczej. Z drugiej jego sztab ustami byłego burmistrza Nowego Jorku, Rudiego Giulianiego, zapowiada dalszą walkę w sądach. Media wspierające prezydenturę Trumpa bez względu na powyższe doniesienia zaczęły już podsumowywać okres czterech lat jego rządów.

Nie uznał majestatu

Wpływowy dwutygodnik „National Review” nie ma większych wątpliwości odnośnie samych wyników wyborów. Ich zwycięzcą jest Biden, choć pismo dostrzega jednocześnie wiele nieprawidłowości w samym procesie wyborczym. Co więcej, przypomina sytuację sprzed dwudziestu lat, gdy kandydat Partii Demokratycznej Al Gore zdecydował się na batalię sądową w związku z wynikiem głosowania. Demokraci kwestionowani zresztą także poprzednie wybory, próbując pozbawić Trumpa prezydentury w związku z rzekomym wpływem Rosjan na kampanię prezydencką sprzed czterech lat.

Jednocześnie „National Review” nie jest zaskoczone porażką wciąż urzędującego prezydenta. Przed czterema laty ledwo pokonał on słabą i niepopularną demokratyczną kandydatkę Hillary Clinton, czyniąc to dzięki głosom elektorskim. Przeciwko Trumpowi zagłosowało wówczas 54 proc. wszystkich wyborców. W tym roku jego rywalem był z kolei bardzo słaby Biden, który nie był jednak tak źle postrzegany przez Amerykanów jak Clinton.

Oczywiście Trump miał zdaniem dwutygodnika swoje bardzo duże zasługi. Przez prawie cztery lata prezydentury zdołał chociażby dokonać reformy federalnego sądownictwa. Pokazał również, że gospodarka Stanów Zjednoczonych wciąż jest silna, stąd wystarczy jedynie usunąć przeszkody, aby mogła ona się rozwijać i dawać zatrudnienie najbiedniejszej części społeczeństwa. Między innymi w ten sposób dał zresztą Partii Republikańskiej receptę na zwiększenie poparcia wśród Latynosów i czarnoskórych. Pod rządami Trumpa na bardziej realistyczną zmieniła się też polityka wobec Chińskiej Republiki Ludowej, nie wspominając już o sytuacji na Bliskim Wschodzie.

„National Review” zwraca jednak uwagę na fakt, że miliarder nigdy nie uznał majestatu urzędu prezydenckiego. Często w sytuacjach kryzysowych znikał więc z pola widzenia. Na dodatek nie zrobił niczego, aby poprawić swój wizerunek. Miał tymczasem ku temu spore możliwości. Amerykanie bowiem „lubią lubić” prezydenta swojego kraju, nawet jeśli w samych wyborach na niego nie głosowali, a na ulicach protestują przeciwko niemu radykałowie. Największym problemem Trumpa była więc większa popularność wśród Amerykanów nie jego osoby, ale prowadzonej przez niego polityki.

Pozyskał mniejszości

Paleokonserwatywny magazyn „The American Conservative” nie skupia się na podsumowaniu prezydentury Trumpa, ale na efektach jego kampanii wyborczej. Pismo zauważa, że gospodarzowi Białego Domu udało się pozyskać dla siebie i swojego ugrupowania zupełnie nowy elektorat. Partia Republikańska musi więc skorzystać z polityki miliardera, dzięki której tysiące wyborców zaczęły postrzegać ją jako stronnictwo klasy robotniczej.

Takie zjawisko można zaobserwować zwłaszcza wśród mniejszości etnicznych i rasowych. W porównaniu do wyborów sprzed czterech lat Trump cieszył się bowiem dużo większym poparciem wśród Latynosów i czarnoskórych. Dwa lata temu jeden z sondaży pokazywał nawet, że blisko 58,5 proc. hiszpańskojęzycznych mieszkańców USA popiera… politykę migracyjną urzędującego prezydenta. W tym roku 69 proc. badanych opowiadało się z kolei za zablokowaniem całej imigracji podczas pandemii koronawirusa.

To nie jedyne przykłady poparcia Latynosów dla polityki amerykańskiej prawicy. W czerwcu 54 proc. latynoskich wyborców Partii Demokratycznej uznało, że Trump postępował adekwatnie rozmieszczając siły federalne w miastach, w których trwały zamieszki po śmierci czarnoskórego George’a Floyda. Według „The American Conservative” powyższe fakty jasno pokazują skuteczność ekonomicznego populizmu, restrykcyjnej polityki zagranicznej oraz twardej postawy wobec imigracji. Mniejszości etniczne też chcą silnego lidera, który ma zdecydowaną wizję zaprowadzenia porządku.

Zdaniem magazynu Republikanie nie mogą zaprzepaścić tego dorobku. Widać bowiem wyraźnie, że rodzi się amerykański ruch robotniczy, który nie sprzyja wielkim korporacjom, amnestiom finansowym i cięciom podatków. To właśnie on jest kluczem do przyszłości, bo jego celem jest podniesienie poziomu życia milionom ciężko pracujących Amerykanów.

Dziedzictwo jest bezpieczne

Prawicowy dziennik „New York Post” w swoim komentarzu redakcyjnym krytykuje natomiast Trumpa i jego zespół prawny. Gazeta uważa, że jak dotąd sztab amerykańskiego prezydenta nie przedstawił żadnych dowodów dotyczących sfałszowania wyników wyborów. Oczywiście wiele nieprawidłowości można łatwo zauważyć, lecz jednocześnie trudno nie zauważyć pewnych analogii z poprzednimi wyborami. Cztery lata temu Trump, podobnie jak teraz Biden, wygrał w kluczowych stanach niewielką przewagą głosów. Stąd rzeczywiście tym razem mógł po prostu zanotować w nich mniejsze poparcie.

Może on więc porzucić swoją retorykę dotyczącą „skradzionych wyborów”, bo jego dziedzictwo i bez tego przetrwa. Czołowy amerykański dziennik chwali zwłaszcza politykę zagraniczną obecnego amerykańskiego prezydenta. To właśnie on miał zerwać szkodliwe porozumienie nuklearne z Iranem oraz uporządkować sytuację na Bliskim Wschodzie. Dodatkowo zmusił opieszałych sojuszników z NATO do zwiększenia wydatków na obronność. Przede wszystkim zaś przeciwstawił się Chinom, czyli najniebezpieczniejszemu konkurentowi Ameryki.

„New York Post” chwali również politykę wewnętrzną Trumpa. Chodzi zwłaszcza o reformy gospodarcze, które miały uwolnić przedsiębiorczość Amerykanów i zwiększyć konkurencyjność tamtejszych firm. Polityka podatkowa pozwoliła natomiast na pozostawienie większej ilości pieniędzy w kieszeniach zwykłych pracowników, co odczuły zwłaszcza mniejszości etniczne. Rozkwit gospodarki pod jego rządami mierzony jest więc rosnącymi pensjami robotników oraz rekordowo niskim bezrobociem, zwłaszcza jeśli chodzi o Latynosów i czarnoskórych.

Wygrałby ponownie?

Zupełnie inaczej do porażki Trumpa podchodzi magazyn „Washington Examiner”. Zastanawia się on czy obecny prezydent może być kandydatem Partii Republikańskiej w 2024 roku. Konserwatywne pismo twierdzi, że w przypadku polityków przegrywających wybory po pierwszej kadencji mówi się wprost o porażce. Tymczasem w tym wypadku jest inaczej, bo Trump dalej jest najpopularniejszym spośród republikańskich polityków, a wielu wyborców i działaczy ugrupowania jest przekonanych o sfałszowaniu tegorocznego głosowania.

Czy amerykański prezydent miałby więc szansę za cztery lata? Przemawia za nim fakt nie tylko jego popularności wśród republikańskich wyborców, ale jednoznaczne sukcesy. Co prawda establishment jego własnej partii chętnie widziałby innego kandydata, tym niemniej Trump kojarzy się ze skutecznością. Wszak przed czterema laty wygrał mając przeciwko sobie wszystkich, a ponadto bardzo szybko pokonał swoich konkurentów w republikańskich prawyborach. Tymczasem niechętni mu Republikanie zapewne mieliby znowu problem z wyłonieniem alternatywnego kandydata.

„Washington Examiner” zauważa, że samo ogłoszenie przez Trumpa startu w prawyborach za niecałe trzy lata byłoby nie lada wydarzeniem. Na jego osobie skupiłyby się wszystkie największe media, zaś wewnątrz Partii Republikańskiej nie znaleziono by innej osoby cieszącej się równie dużą rozpoznawalnością, albo potrafiącą wzbudzać równie duże zainteresowanie wyborców. Magazyn nie wyklucza, że dziedzictwo Trumpa będzie kontynuować chociażby któreś z jego dzieci, tym niemniej trudno byłoby dziś znaleźć Republikanina mogącego go powstrzymać.

Marcin Ursyński




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz