Dr Domanasiewicz: Ludobójstwo Ormian to wydarzenie bez precedensu w historii ludzkości

Każda kropla krwi w Ormianach dopomina się o prawdę o ludobójstwie i będzie się dopominała, dopóki prawda nie zostanie powszechnie zaakceptowana – mówi portalowi Kresy.pl doktor Adam Domanasiewicz, wybitny chirurg, prezes Towarzystwa Ormian Polskich.

Dzień 24 kwietnia to symboliczna data pamięci o ludobójstwie Ormian. Tego dnia rozpoczęły się w Stambule aresztowania elity ormiańskiej, adwokatów, lekarzy, urzędników, nauczycieli oraz kupców w celu wyeliminowania tej najbardziej wpływowej części ludności.



Związane to jest także z późniejszą o kilka miesięcy depeszą ministra spraw wewnętrznych Talaata Paszy, która do złudzenia przypomina wypowiedź Adolfa Hitlera przed rozpoczęciem drugiej wojny światowej, aby mordować ludność cywilną, kobiety, dzieci, starców, bez litości. Niektórzy twierdzą, że Hitler wzorował się na treści tej depeszy, jest bowiem rzeczywiście łudząco podobna. Została ona rozesłana do wszystkich dowódców wojska i policji na terenie Turcji. Pamiętamy, że trwała wówczas I wojna światowa, Anglicy wysadzili desant w Gallipoli. Bazując na podejrzeniach, że ludność pochodzenia ormiańskiego nie będzie sprzyjała Turcji w tej wojnie, rozpoczęto czystkę etniczną. Ale był to pretekst, wszystko zostało przygotowywane znacznie wcześniej.

Ludobójstwo tak naprawdę rozpoczęło się znacznie wcześniej, za władzy ostatniego sułtana, w XIX wieku, podczas wojen bałkańskich, które Turcja przegrała. Już wówczas zaczęto mordować Ormian i Greków Pontyjskich, zginęło kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Natomiast w drugim etapie, który zaczął się w roku 1915 i trwało praktycznie do końca I wojny światowej zginęło około półtora miliona Ormian, 200-300 tysięcy Greków Pontyjskich oraz około 150 tysięcy Asyryjczyków.

Było to pierwsze w dziejach XX wieku ludobójstwo, a równocześnie wydarzenie bez precedensu w historii ludzkości. Trzeba sobie zdać sprawę, że ludność ormiańska na tym terenie była rdzenną ludnością zamieszkującą swoje własne ziemie. Turcy Seldżuccy przywędrowali na te tereny począwszy od IX-X wieku, systematycznie podbijając terytoria w stronę Bizancjum, które także w końcu zajęli. Na ziemiach podbitych przez Turków mieszkało bardzo dużo ludności, przede wszystkim Ormian, były to bowiem terytoria Wielkiej Armenii a potem Królestwa Cylicji czyli Małej Armenii. Ludność Ormiańska żyła tam od tysiącleci.

Młodoturecki rząd, który przystąpił do I wojny światowej po stronie Niemiec prowadził ewidentnie politykę czystek etnicznych. To znowu rodzi analogię z III Rzeszą, hasła fałszywie pojętej jedności, założenia typu jeden naród, jeden wódz. Można powiedzieć że w pewien sposób Niemcy się na tym wzorowały, czego nawet nie ukrywał Hitler odpowiadając na wątpliwości dowódców niemieckich gdy wydano rozkaz bombardowania miast cywilnych. Zadano wówczas pytanie o zgodność tego z konwencjami międzynarodowymi. Hitler odpowiedział: kto dziś pamięta o Ormianach?

Równocześnie paradoksalnie trzeba pamiętać, biorąc pod uwagę fakt że Turcja była w I wojnie światowej sojusznikiem Niemiec, iż w oddziałach tureckich znajdowali się niemieccy instruktorzy i obserwatorzy, którzy byli źródłem informacji o tym ludobójstwie, często robili dokumentację fotograficzną. Wiele informacji pochodzi od ambasadora Stanów Zjednoczonych, który prowadził działalność wywiadowczą ukierunkowaną na dokumentowanie zbrodni na Ormianach. Oficerowie niemieccy przywieźli do swojego kraju bardzo dużo zdjęć ukazujących rozmiar tej zbrodni. I niewątpliwie do Berlina płynęły raporty na ten temat, gdyż ambasador Niemiec obawiając się o los jeńców niemieckich na froncie zachodnim interweniował u ministra spraw wewnętrznych Turcji, aby nie tyle nawet przerwać ludobójstwo, ale żeby robić jest w sposób bardziej zawoalowany, tak by nie przedostawało się do europejskiej opinii publicznej.

Obchody rocznicy ludobójstwa Ormian, Wrocław 24.o4.2o18, fot. Krzysztof Mojzesowicz 

Część Ormian zginęła nie tylko bezpośrednio z rąk armii czy policji tureckiej, ale z także z głodu i wyczerpania po marszach śmierci przez pustynię. Tu znowu jest pewnego rodzaju analogia, podobne marsze śmierci odbywały się przy ewakuacji obozów koncentracyjnych podczas II wojny światowej. Można powiedzieć, że historia absolutnie się powtórzyła, jakby naziści szli przetartymi już przez Turków drogami.

Ale także trzeba powiedzieć również o roli miejscowej ludności, często pochodzenia kurdyjskiego, która spodziewała się że będzie mogła zająć te ziemie po Ormianach i stworzyć coś w rodzaju swojego państwa, wzięła więc czynny udział w mordowaniu Ormian na poziomie lokalnym. Oczywiście Kurdowie swoich dążeń narodowościowych nie zrealizowali, ale częściowo posłużyli Turkom za wykonawców masowych mordów i egzekucji. Tu znowu jest analogia do Ukraińskiej Powstańczej Armii, która też wierzyła że przy pomocy wielkiej III Rzeszy będzie mogła stworzyć państwo ukraińskie i do podobnych czystek w stosunku do ludności polskiej na terenie Kresów się posuwała.

Uznanie ludobójstwa Ormian na arenie międzynarodowej jest kwestią polityczną. Turcja jest w specyficznej sytuacji, jako państwo islamskie, ale równocześnie członek NATO. Na jej terenie stacjonują wojska amerykańskiej, przez lata była w zasadzie jedynym sojusznikiem Europy w świecie islamskim. Jest także sojusznikiem Izraela. W związku z tym część państw, chodzi głównie o USA i Izrael, nie chce psuć z nią relacji, wiedząc że Turcy traktują tę sprawę niezwykle prestiżowo, przykładają do niej całkowicie nieracjonalne miary. Można porównać to chociażby z Niemcami, które wzięły na siebie odpowiedzialność za zbrodnie III Rzeszy, nie ukrywają ich. Nie jest to powodem do jakiegoś politycznego wstydu, wręcz przeciwnie, próba tuszowania czy umniejszania roli Niemiec w II wojnie światowej oznaczałaby tam koniec kariery politycznej. W Turcji jest zupełnie odwrotnie, przyznanie się do zbrodni spowodowałoby w przekonaniu władz tureckich ujmę na prestiżu i mogłoby wyzwolić reperkusje w postaci oczywistych odszkodowań, które np. rząd niemiecki płacił za zbrodnie III Rzeszy. W Turcji takiej woli politycznej nie ma, w związku z tym nie pozostaje im nic innego jak zaprzeczanie, a wymienione państwa nie chcą naruszać swoich interesów politycznych dla sprawy ideologicznej.

Ludobójstwo stanowi dla współczesnych Ormian taką samą trauma jaka występuje u Żydów gdy rozmawia się o Holokauście. Trzeba wspomnieć, że słowo genocyd czyli ludobójstwo było bardziej pierwotne od holokaustu. Użył go w odniesieniu do prawa międzynarodowego prawnik żydowskiego pochodzenia Rafał Lemkin. Kształcił się on na Uniwersytecie Lwowskim i z tą problematyką jeszcze przed hekatombą Żydów dokonaną w czasie II wojny światowej spotykał się we Lwowie. Była to tam wówczas żywa tradycja. Środowisko ormiańskie było we Lwowie dość mocne. Trzeba pamiętać, że Ormianie polscy byli bardzo znaturalizowani i wiele osób nawet nie odczytywało ich ormiańskiego pochodzenia. Natomiast szczególnie na Kresach Wschodnich i we Lwowie stanowili spory procent inteligencji, także uniwersyteckiej. I tam spotykając się z tą problematyką, studiując prawo, Lemkin ukuł swoje poglądy na ten temat, które skrystalizowały się w ocenie holokaustu. Ale pierwowzorem jego myśli politycznej i prawniczej był genocyd. Można powiedzieć, że wiele późniejszych zbrodni przeciwko ludzkości w czasie XX wieku brało swój wzór z ludobójstwa Ormian, ponieważ pozostało ono bezkarne. Do dziś, gdy cały świat potępia nazistów łącznie z obywatelami Niemiec, w Turcji jest mocny mechanizm wyparcia tej zbrodni.

Istnieją dalsze analogie między ludobójstwem Ormian a przyszłymi wydarzeniami historycznymi. W latach 1915-1918 wiele kobiet ormiańskich zostało porwanych i siłą zmuszonych do zamążpójścia za Turków oraz przejścia na islam. Dotykało to również dzieci, porywanych i przekonwertowywanych na islam, które traciły później świadomości swojego pochodzenia. Przypomina to znane z historii Polski „Dzieci Zamojszczyzny”, z których podczas II wojny światowej próbowano zrobić przyszłych Niemców.

Turcy w 1915 roku rozpoczęli swoje prześladowania od elit, później to schodziło w dół aż do zwykłych rolników. Najpierw jednak trzeba było wymordować nauczycieli, prawników, lekarzy, biznesmenów, księży. Tu trzeba pamiętać że bardzo wielu księży ormiańskich poniosło wtedy męczeńską śmierć, wielu zostało kanonizowanych w Kościele rzymsko-katolickim, jako męczennicy za wiarę. Podobnie postępowali Niemcy, rozpoczynając swoje panowanie na terenach polskich. Mordy na profesorach lwowskich Uniwersytetu Jana Kazimierza, aresztowania profesorów krakowskich, inteligencji warszawskiej, gdańskiej, bydgoskiej. Sporządzane przez nich listy proskrypcyjnych przedstawicieli polskiej inteligencji. Elity były dla okupanta najbardziej groźne, będąc nośnikiem polskiej ideowości.

Podobieństw można doszukać się także w wielkim głodzie na Ukrainie wywołanym przez władze sowieckie i wielu późniejszych ludobójstwach XX wieku, gdzie względy pochodzenia narodowego były powodem eksterminacji. Tak było na Wołyniu gdzie UPA podjęła próbę eksterminacji ludności polskiej, później w czasie konfliktu bałkańskiego, a niedawno podczas konfliktu w Ruandzie, kiedy sąsiedzi mordowali sąsiadów z tego samego kraju. Tę puszkę Pandory w XX wieku otworzył genocyd Ormian.

Zbrodnia ta obecnie ustawami wielu parlamentów jest potępiana. Oczywiście jest to potępienie czysto formalne, ale zawsze jest jakąś drogą do uczczenia pamięci pomordowanych i dlatego 24 kwietnia Ormianie na całym świecie spotykają się żeby o tym przypominać.

W przypadku Polski, tzw. stara emigracja w wyniku mieszania się krwi ormiańsko-polskiej przez wiele pokoleń często tej krwi ormiańskiej ma już bardzo mało. Jednak każda kropla tej krwi w Ormianach o tę prawdę się dopomina i będzie się dopominała dopóki prawda nie zostanie powszechnie zaakceptowana. Tak jak zostały osądzone zbrodnie nazistowskie na narodzie żydowskim.

Dr Adam Domanasiewicz

not. Tomasz Rola, Kresy.pl

Reklama

Tagi: , , ,

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz