Obiektywna ocena skutków polityki USA w Iraku, a teraz w Syrii, sugerowałaby, że Waszyngton w sposób genialny kolaboruje z Iranem na korzyść tego ostatniego lub jest ogrywany przez słabszych, ale bardziej trzeźwo myślących graczy. Stawiam na to drugie – twierdzi Geoffrey Aronson na łamach The American Conservative.

Waszyngton od blisko pół wieku prowadzi ofensywę przeciwko Islamskiej Republice Iranu. Wynikiem było to, że Iran wzmocnił się, rzucając wyzwanie siłom amerykańskim w całym regionie, w szczególności w Iraku i Syrii. Zmiana reżimu przeprowadzona przez USA w Iraku stworzyła historyczną okazję dla Teheranu do powrotu do Bagdadu po raz pierwszy od czasu utworzenia kalifatu osmańskiego w XV wieku. Choć nie taki miał być scenariusz, był jednak całkowicie przewidywalny i był przeciwieństwem tego, co zamierzał Waszyngton.

Administracja Busha wiedziała, że nie chce już, aby Saddam rządził, ale nie zastanawiała się zbytnio nad innymi aspektami tego niezbadanego skoku w przyszłość. Iran ma o wiele większe i trwalsze zainteresowanie sprawami sąsiada a w przeszłości wroga. W konsekwencji mułłowie prowadzą grę na o wiele dłuższą metę i odnoszą więcej sukcesów. Spuścizna niezamierzonych konsekwencji nadal definiuje politykę Waszyngtonu wobec Iraku po zakończeniu pierwszej wojny w Zatoce Perskiej. Podobnie jest z Syrią. W obu krajach niedociągnięcia USA stworzyły historyczną okazję dla Iranu do wzmocnienia swoich wpływów na arenach arabskich, które, jeśli nie były jawnie wrogo nastawione do tego kraju (Irak), są w najlepszym razie letnie (Syria).

Pytany o stosunki Syrii z Iranem, Farouk Szara, długoletni minister spraw zagranicznych i wiceprezydent, wyjaśnił kiedyś wspólnemu przyjacielowi: „Nie musisz kochać kobiety, z którą sypiasz”. Syria od dziesięcioleci pozostaje w łóżku z Iranem. Wojna Saddama z Iranem w latach 80., powstanie Hezbollahu w Libanie, a ostatnio wojna z reżimem Asada w Syrii, sprzysięgły się, by rzucić tych dwóch nieprawdopodobnych sprzymierzeńców w zimny uścisk. Waszyngton był nieświadomy tej zasadniczo ambiwalentnej syryjskiej postawy wobec Iranu i dotyczy to również możliwości, jakie fakt ten stwarza dla zmniejszenia obecności Iranu w powojennej Syrii. Teraz, gdy wojna się kończy, udział militarnego wkładu Iranu w Syrii jest redukowany. Równolegle wzrasta zainteresowanie Syrii ograniczeniem władzy jej irańskich i rosyjskich przyjaciół nad przyszłością kraju.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Damaszek i Moskwa przyjęły z zadowoleniem kluczowy wkład Iranu w pokonaniu opozycji i wymierzenie Waszyngtonowi i jego sojusznikom dyplomatycznego policzka. Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow przyznaje, że obecność Iranu w Syrii – na zaproszenie reżimu – jest prawomocna i że „nierealistyczne” byłoby żądanie opuszczenia przezeń Syrii. Mimo, iż wkład Iranu w czasie wojny okazał się kluczowy dla zwycięstwa, ani Asad, ani Putin nie byli niezadowoleni z powodu oddalenia elementów wspieranych przez Iran z niedawnego frontu walki na południu. Ani jeden, ani drugi nie ma też żadnego interesu w umożliwieniu Teheranowi realizacji powojennego programu syryjskiego wobec Libanu i Izraela. Ani nie jest zachwycony ciągłymi wysiłkami Iranu zmierzającymi do przekształcenia armii syryjskiej na swój obraz. W tych ważnych kwestiach Iran stoi niemal wyłącznie naprzeciw niewidzialnej, de facto koalicji, która obejmuje Waszyngton, UE, Izrael wraz z Moskwą i reżimem Asada.

Zobacz także: Putin nie porzuci Iranu w Syrii

Zamiast jednak postrzegać koniec wojny jako okazję do zmniejszenia wartości Iranu dla reżimu i zmniejszenia jego obecności w tym kraju, Waszyngton kontynuuje bezustannie nieudany program stworzony dla otoczenia, które już nie istnieje. Dopóki trwają walki, a działania reżimu w celu odzyskania suwerenności w całym kraju są utrudniane przez rozmieszczenia wojsk amerykańskich na północnym-wschodzie i południowym wschodzie, obecność wojskowa Iranu w tym kraju jest niezagrożona. Waszyngton nie wykazuje także żadnych oznak ponownego rozważenia międzynarodowych sankcji wobec reżimu Asada, które również wpychają Syrię w ręce Teheranu.

Obiektywna ocena skutków polityki USA w Iraku, a teraz w Syrii, sugerowałaby, że Waszyngton w sposób genialny kolaboruje z Iranem na korzyść tego ostatniego lub jest ogrywany przez słabszych, ale bardziej trzeźwo myślących graczy. Stawiam na to drugie. Poza trwającą kampanią przeciwko ISIS, pod każdym innym względem wysiłek USA w Syrii przeżywa implozję. Waszyngton pod rządami Obamy, a teraz Trumpa, został zmuszony do ostrożnego przyznania się, że reżim Asada jest nie do ruszenia. Działania Amerykanów zostały teraz zredukowane do kłótni o szczegóły syryjskiej reformy konstytucyjnej w okresie powojennym.  Ostatnio Sekretarz Stanu USA, osobiście zagroził kluczowemu strategowi wojskowemu Iranu i architektowi jego postępów w Iraku i Syrii, Qassemowi Sulejmaniemu, co jest pewna oznaką tego, że proces stanowienia polityki w Departamencie Stanu został zamrożony.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Na polu walki, Waszyngton haniebnie porzucił sojuszników na froncie południowym. A na północnym wschodzie, Kurdowie wyruszyli w drogę powrotną do Damaszku, zagrażając rozmieszczonym tam siłom USA. W obliczu dezintegracji strategii dyplomatycznej i wojskowej, administracja Trumpa sprowadza się do odgrywania roli przeszkadzacza, utrudniając nieuchronne przywrócenie suwerenności reżimu nad krajem i utrzymując sankcje, które usunęły zmaltretowany, lecz odporny syryjski sektor prywatny od dostępu do kapitału i rynków. Ta polityka odnosi porażki na dwóch frontach – powoduje ona nieuzasadnioną nędzę dla Syryjczyków i podważa określony cel USA polegający na ograniczeniu i usunięciu wpływów Iranu i Hezbollahu w tym kraju. Kontynuowanie obecnej polityki będzie izolować Stany Zjednoczone wśród przyjaciół (Jordania i Izrael), jak również będzie je konfliktować z mniej przyjacielską Rosją, i przyczyni się do raczej odłożenia niż przyspieszenia dnia, w którym Iran opuści Syrię.

Geoffrey Aronson

Oceń ten artykuł




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz