Od zakończenia II wojny światowej żadne ugrupowanie znajdujące się na prawo od chadecji nie tylko nie utrzymywało się tak długo w poważnej polityce, ale dodatkowo nie miało tak dobrych notowań. Alternatywie dla Niemiec w ostatnim sondażu udało się bowiem przeskoczyć socjaldemokratów, którzy odczuwają właśnie skutki rządów Martina Schulza.

To dopiero pierwsze badanie opinii publicznej, w którym Alternatywa dla Niemiec (AfD) uzyskuje pozycję drugiej siły politycznej po Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) i jej sojuszniku z Unii Chrześcijańsko-Społecznej (CSU), ale trend wzrostowy dla narodowo-konserwatywnego ugrupowania widoczny jest od jesiennych wyborów parlamentarnych, podobnie zresztą jak topniejące poparcie dla Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD). CDU/CSU w sondażu dla tabloidu „Bild” może więc liczyć na głosy 32 proc. wyborców, AfD na 16 proc., SPD na 15,5 proc., a poza nimi w Bundestagu znalazłoby się miejsce jeszcze dla trzech lewicowych i liberalnych partii.

Niepewność wzmacnia AfD

AfD nie jest pierwszym ugrupowaniem szukającym miejsca na prawo od chadecji. Pod koniec lat osiemdziesiątych do Parlamentu Europejskiego dostali się więc Republikanie, w kolejnej dekadzie niewielkie przyczółki w kilku landtagach zdobyła Niemiecka Unia Ludowa, zaś przez następne kilkanaście lat czołowym straszakiem mediów była radykalna Narodowodemokratyczna Partia Niemiec (NPD). Wszystkie wyżej wymienione ugrupowania bardzo szybko trwoniły jednak społeczne zaufanie, stąd pamiętają o nich głównie niemieccy politolodzy.

Zupełnie inaczej jest właśnie z AfD, chociaż niewiele na to wskazywało. Partia przeżyła poważny rozłam, kiedy przed prawie trzema laty odeszli z niej jej założyciele, natomiast tarcia wewnątrz jej struktur do dzisiaj nie są specjalnie skrywaną tajemnicą. Narodowym konserwatystom nie przeszkadza to jednak rozszerzać swojego poparcia, co najlepiej obrazuje zmęczenie Niemców rządami chadecji i socjaldemokracji, a przede wszystkim niedogodnościami związanymi z przyjęciem tzw. uchodźców.

A po prawie trzech latach od rozpoczęcia kryzysu imigracyjnego niewiele się zmieniło. Środowiska niemieckich sędziów ostrzegają przed przedłużającymi się procedurami azylowymi, policja niemal codziennie musi radzić sobie z przestępczością przybyszy z Bliskiego Wschodu, osoby zakwalifikowane do deportacji znikają z radarów niemieckich służb, z kolei w znajdującym się niedaleko granicy z naszym krajem Chociebużu (Cottbus) już niemal co tydzień odbywają się manifestacje przeciwko imigrantom terroryzującym tamtejszych mieszkańców. Jak po opublikowaniu wspomnianego sondażu napisał „Bild”1, to nie jedyny temat podejmowany przez tę partię, ponieważ zyskuje ona również poparcie wśród robotników obawiających się zastąpienia ich pracy przez roboty.

Media nad Renem w ostatnich dniach sporo miejsca poświęciły poparciu dla AfD ze strony konserwatywnych chrześcijan, już od dawna rozczarowanych polityką chadecji. Dziennikarze przyznają więc, że CDU nie zaspokaja potrzeb religijnej części Niemców, ale jednocześnie nawołują Kościoły katolicki i ewangelicki do przeciwdziałania „prawicowemu populizmowi”. Przy czym problem polega jednak na tym, że wierni uważają duchownych właśnie za zbyt zaangażowanych politycznie po stronie dwóch największych niemieckich partii.

„Wielka Koalicja” dobija socjaldemokratów

Wpływ na rosnące notowania AfD mają oczywiście polityczne zawirowania związane z budową nowej koalicji rządowej. Kanclerz Angela Merkel prowadzi rozmowy na ten temat od wrześniowych wyborów parlamentarnych, stąd trudno dziwić się rosnącemu zniecierpliwieniu niemieckiego społeczeństwa. Jednocześnie prawdopodobne utworzenie kolejnej „Wielkiej Koalicji” nie spodobało się z pewnością tej części elektoratu chadecji, który jeszcze nie przerzucił swojego poparcia na AfD, ponieważ wierzył w zatrzymanie trwającego od kilku lat procesu „socjaldemokratyzacji” CDU.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Przesuwanie się partii Merkel na lewo jest więc dobrą informacją dla AfD, lecz dużo gorszą dla SPD, które totalnie nie ma pomysłu na zatrzymanie przy sobie swojego dotychczasowego elektoratu. Założone w 1863 roku ugrupowanie nie może pochwalić się większymi sukcesami osiągniętymi przez ostatnie cztery lata współrządzenia z CDU, stąd też po wrześniowym głosowaniu szef partii Martin Schulz zapowiadał, iż przechodzi ona do opozycji. Zmiana zdania przez kierownictwo SPD, poparta oczywiście argumentem o konieczności poświęcenia partyjnych interesów dla dobra kraju, nie przekonuje bardziej lewicowego elektoratu, który przerzuca swoje głosy na Zielonych i radykalną Lewicę.

Zadowolony z takiego obrotu sprawy nie jest również partyjny aktyw, a to on decyduje właśnie o zawiązaniu nowej koalicji poprzez rozpoczęte wczoraj głosowanie. Liderzy SPD jeżdżą więc obecnie po kraju, aby przekonać działaczy do zatwierdzenia umowy z CDU, lecz już wiadomo, że porozumienie będzie odrzucone chociażby przez struktury w Berlinie, należące do radykalnie lewicowego skrzydła partyjnego. Jest ono bowiem niezadowolone z programu polityki socjalnej i założeń dotyczących opieki zdrowotnej.

Negocjacje są przede wszystkim klęską wspomnianego Schulza, który musiał zrezygnować z funkcji przewodniczącego socjaldemokratów jeszcze przed pierwszą rocznicą swojego wyboru na to stanowisko. Nieprzychylny Polsce polityk przed niecałym rokiem w wyborach na szefa partii otrzymał stuprocentowe poparcie, a wracając do niemieckiej polityki chciał wykorzystać swoją popularność jako szefa Parlamentu Europejskiego. Nie miał jednak większego pomysłu na rzucenie wyzwania Merkel, wypadając chociażby słabo w telewizyjnych debatach przedwyborczych, stąd SPD zanotowało najgorszy wynik wyborczy w swojej powojennej historii.

Socjaldemokracji z pewnością nie pomaga coraz bardziej widoczny rozłam pomiędzy jej działaczami. Nie chodzi tylko o spór dotyczący odnowienia koalicji z chadekami, ale także o publiczną dyskusję pomiędzy Schulzem i ministrem spraw zagranicznych Sigmarem Gabrielem. Były przewodniczący PE nie obejmie ostatecznie stanowiska szefa dyplomacji, lecz sam fakt, iż był gotów to zrobić rozpoczął wojnę pomiędzy oboma politykami. O tym jak bardzo niesprawna jest obecnie struktura SPD można było się z kolei przekonać dzięki prowokacji wspomnianego już „Bilda”, któremu udało się zarejestrować jako członka partii… trzyletniego psa. Dlatego wkrótce później pojawiły się pytania, w jakim stopniu uczciwe będzie głosowanie nad umową koalicyjną z CDU.

Potrzeba nowych polityków

Wracając do AfD należy też wspomnieć, że partia zyskuje poparcie, ponieważ za naszą zachodnią granicą zaistniała wyraźna potrzeba przewietrzenia sceny politycznej. Nie chodzi jedynie o chęć kwestionowania obecnego systemu, choć Alternatywa daje temu wyraz w większości swoich działań, lecz również o wymianę samych polityków. Od lat niemieccy wyborcy są bowiem skazani na te same ograne twarze, a wśród parlamentarzystów AfD nie sposób się takowych doszukać.

Dostępne dane wskazują zresztą na starzenie się bazy członkowskiej dwóch największych partii. Już ponad połowa członków CDU i SPD zbliża się do sześćdziesiątego roku życia lub ma powyżej sześćdziesięciu lat. Widoczny jest brak mechanizmu odnawiania się partyjnych kadr, przy jednoczesnym blokowaniu awansu młodych polityków przez chadeckie i socjaldemokratyczne elity. Spektakularny upadek Schulza jest wyraźnym sygnałem, że niemiecką scenę polityczną czekają dalsze zmiany.

Marcin Ursyński

1 http://www.bild.de/politik/inland/alternative-fuer-deutschland/neue-studie-ueber-afd-waehler-54881542.bild.html

Czytaj kolejny artykuł
0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz