29 stycznia 1944 roku doszło do zbrodni na polskiej ludności cywilnej na Wileńszczyźnie. We wsi Koniuchy, położonej na skraju Puszczy Rudnickiej, oddziały partyzantki sowieckiej dokonały masowego mordu na mieszkańcach osady.
Atak został przeprowadzony w nocy z 28 na 29 stycznia 1944 roku. O świcie, około godziny piątej rano, wieś została otoczona przez liczącą od 120 do 150 osób grupę partyzantów, złożoną z Rosjan, Litwinów, zbiegłych jeńców oraz z Żydów – uciekinierów z gett w Wilnie i Kownie. Według ustaleń historyków oddział żydowski liczył około 50 osób, natomiast oddziały rosyjsko-litewskie około 70. Dowódcami byli Jakub Penner i Samuel Kaplinsky.
Zmusić do współpracy
Oddziały te działały w strukturach sowieckiego ruchu partyzanckiego operującego w rejonie Puszczy Rudnickiej. Celem napadów było pozyskanie żywności i środków, a także zastraszenie mieszkańców i zmuszenie ich do współpracy. „Na wschodnich terenach Rzeczypospolitej dokonywano przerażających aktów terroru. Na obszarach obecnie należących do Litwy i Białorusi palono całe wsie razem z ich mieszkańcami” – wyjaśnia Soraya Kuklińska na portalu „Przystanek Historia”.
Bezpośrednim pretekstem do ataku na Koniuchy było istnienie we wsi niewielkiego oddziału samoobrony, utworzonego przez mieszkańców w odpowiedzi na wcześniejsze, częste rekwizycje żywności, bydła i odzieży dokonywane przez partyzantów. Samoobrona miała chronić ludność przed rabunkami oraz umożliwiać obserwację ruchów sowieckich oddziałów, by zawczasu przygotować się na ewentualne napady i zapobiec grabieżom.
Koniuchy były wówczas zamieszkane przez około 300 osób i liczyły blisko 60 zabudowań. W ostatnich miesiącach 1943 roku do wsi docierały listy z pogróżkami. Partyzanci pisali w nich: „Koniuchy! Przerwijcie walkę przeciwko partyzantom! Złóżcie broń! Jeśli będziecie kontynuować walkę, spalimy wieś i zniszczymy wszystkich mieszkańców”. Mieszkańcy jednak nie podporządkowali się tym żądaniom.
Zabijali kobiety i dzieci
Według ustaleń śledczych Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi napadu dokonały oddziały „Śmierć Okupantowi”, „Śmierć faszyzmowi”, „Piorun”, „Margirio” oraz oddział im. Adama Mickiewicza. Pierwszy z nich należał do Brygady Kowieńskiej Litewskiego Sztabu Ruchu Partyzanckiego, pozostałe do Brygady Wileńskiej.
Napad trwał około półtorej do dwóch godzin. Podpalano słomiane dachy domów, a do wybudzonych ze snu i uciekających mieszkańców strzelano z broni palnej. Część ofiar spłonęła w zabudowaniach, inni zginęli od kul. Zamordowano co najmniej 38–40 osób, w tym kobiety i dzieci; najmłodsza ofiara miała dwa lata. Kilkanaście osób zostało rannych, a co najmniej jedna z nich zmarła później wskutek odniesionych obrażeń. Zdecydowana większość zabudowy wsi została zniszczona.
Jedna z ocalałych mieszkanek, Stanisława Woronis (ur. w 1919 roku, z domu Bandalewiczówna), tak wspominała wydarzenia z tamtego poranka: „Nad ranem mąż obudził mnie strasznym szarpnięciem za ramię i krzykiem, że opuszczamy dom i to natychmiast. Nasz dom znajdował się w środku wsi, pierwsze gospodarstwa już płonęły. Partyzanci sowieccy często zaglądali do nas przedtem. Zwykle zjawiali się ze stanowczym rozkazem lub rewolwerem w ręku, byśmy dali kury, świniaka lub inną żywność. Nie mieliśmy czym karmić własnych dzieci. Kiedy zorganizowano samoobronę, rozprawiono się z nami w sposób bestialski. Mogłabym zrozumieć męskie porachunki, ale mordowania niewinnych ludzi, nigdy. […] Tego krwawego dnia zginęła też rodzina mojego męża. […] Molisowa np. miała córeczkę w wieku 1,5 roku. Trzymała ją na ręku uciekając. Obie padły od kul. Mogiłę dla wszystkich zrobiliśmy wspólną. Tuż pod lasem”.
„Z naszej strony ofiar nie ma”
Do dziś pojawiają się opinie, że Koniuchy były wsią współpracującą z Niemcami. Jak pisze Kuklińska, te twierdzenia opierają się wyłącznie na relacjach żydowskich partyzantów, dla których wieś była „cierniem w łapie”, ponieważ mieszkańcy nie pozwalali się bezkarnie rabować. Brak jest potwierdzeń obecności niemieckich oddziałów czy policji we wsi. „Nikt tam żadnej pomocy niemieckiej nie otrzymywał” — wyjaśniał w rozmowie z Muzeum II Wojny Światowej porucznik Wiesław Gierłowski, pseud. „Grom”, kapral konspiracyjny Armii Krajowej.
Zbrodnię bezpośrednio po jej dokonaniu odnotowano w meldunkach partyzanckich. 31 stycznia 1944 roku Genrikas Zimanas informował Antanasa Sniečkusa: „29 stycznia zjednoczona grupa składająca się z oddziału Wileńskiego, Margirio i specjalnej grupy całkowicie spaliła najbardziej zaciekłą wieś samoobrony – Koniuchy obwodu ejszyskiego. Koniuchy nie tylko nie wpuściły partyzantów do wsi, ale urządzały zasadzki na drogach i napadały na przyjazne partyzantom wsie. Członkowie samoobrony ponieśli ciężkie straty. Z naszej strony ofiar nie ma”.
Inny z uczestników napadu, partyzant Isaac Kowalski, potwierdzał istnienie jednoznacznego rozkazu zniszczenia wsi. Jak twierdził, polecono im „zniszczyć wszystko, co się rusza, i zamienić wieś w popioły”.
Po wojnie wydarzenia w Koniuchach przez dziesięciolecia pozostawały przemilczane. Dopiero po upadku systemu komunistycznego rozpoczęto systematyczne badania nad przebiegiem zbrodni. Upamiętnienie ofiar nastąpiło po wielu latach. W 2004 roku, w 60. rocznicę pacyfikacji, w Koniuchach odsłonięto pomnik w formie krzyża z nazwiskami 38 zidentyfikowanych ofiar. Zbrodnia w Koniuchach pozostaje jednym z najbardziej dramatycznych i symbolicznych przykładów przemocy wobec bezbronnej ludności cywilnej na tych terenach w czasie II wojny światowej. „Nazwijmy tę zbrodnię po imieniu: nie była to walka zbrojna, jak chce tego propaganda rosyjska, lecz bestialski atak partyzantki sowieckiej na bezbronną wieś”, podsumowuje na swoich stronach IPN.
Czytaj też:
Zabić wszystkich Polaków. Koniuchy
W Koniuchach upamiętniono pomordowanych Polaków
Kresy.pl / Przystanek Historia / IPN












