Był to największy mord dokonany przez ukraińskich nacjonalistów na terenie dzisiejszej Polski.

Inicjatywa potępienia operacji „Wisła”, zgłoszona przez Komisję Mniejszości Narodowych i Etnicznych Sejmu, skłania do bliższego zwrócenia uwagi na przewodniczącego tej komisji, posła Platformy Obywatelskiej i działacza Związku Ukraińców w Polsce Mirona Sycza. Do mediów z trudem przedostały się informacje, że jest on synem Ołeksandra Sycza, członka OUN i UPA, działającego w szeregach kurenia UPA „Mesnyky” (Mściciele). Ten oddział UPA miał na swoim koncie wiele zbrodni popełnionych na ludności polskiej na Rzeszowszczyźnie. Jedną z nich – będącą zarazem największą zbrodnią popełnioną przez UPA w granicach Polski po 1945 roku – była zbrodnia w Wiązownicy w powiecie jarosławskim.

Kureń (odpowiednik batalionu w regularnym wojsku) „Mesnyky” został zorganizowany wiosną 1945 roku w ramach 27. (Lubaczowskiego) Odcinka Taktycznego UPA „Bastion”, który z kolei wchodził w skład 6. Okręgu UPA „San”, działającego w ramach Grupy Operacyjnej UPA-Zachód. Terenem działania GO UPA-Zachód był tzw. „Zakerzoński Kraj”, którą to nazwą nacjonaliści ukraińscy określali terytorium leżące na zachód od południowego odcinka tzw. linii Curzona, będące według nich etnicznym i historycznym obszarem ukraińskim. Były to zatem tereny, które po 1945 roku pozostały przy Polsce, obejmujące wschodnią Rzeszowszczyznę i południowo-wschodnią Lubelszczyznę. Na tym obszarze w latach 1945-1947 UPA toczyła bezwzględną wojnę z państwem i narodem polskim, której kres położyła dopiero operacja „Wisła”.

Dowódcą GO UPA-Zachód był Wasyl Sydor ps. „Szełest” (1910-1949), natomiast dowódcą 6. Okręgu UPA „San” został Myroslaw Onyszkiewicz ps. „Orest” (1911-1950). Ten ostatni mianował dowódcą Odcinka Taktycznego „Bastion” i zarazem dowódcą kurenia „Mesnyky” Iwana Szpontaka ps. „Zalizniak” (1919-1989) – byłego sierżanta Ukraińskiej Policji Pomocniczej (Ukrainische Hilfspolizei) w służbie Niemiec hitlerowskich. Członkowie kurenia „Mesnyky” także w większości rekrutowali się spośród byłych funkcjonariuszy Ukrainische Hilfspolizei, których na przełomie lutego i marca 1944 roku Szpontak-„Zalizniak” wyprowadził do lasu i podporządkował UPA. O wysokim zaufaniu, jakim Szpontak-„Zalizniak” cieszył się u W. Sydora i M. Onyszkiewicza świadczy chociażby fakt, że objął także funkcję szefa sztabu Okręgu UPA „San”. Bezpośrednio jednak dowodził tylko sotnią, a potem kureniem „Mesnyky”. Kureń ten był szczególnie aktywny na terenie powiatów lubaczowskiego i jarosławskiego, gdzie prowadził walki tak z polską partyzantką antykomunistyczną jak i z MO, wojskami KBW i NKWD oraz popełnił szereg zbrodni na ludności polskiej.

Pierwszą akcją „Mścicieli” było spalenie 19 kwietnia 1944 roku wsi Rudka i wymordowanie 58 Polaków, w tym kobiet i dzieci. W napadach przeprowadzonych 30 kwietnia i 7 maja 1944 roku na miejscowości Chotylub i Kowalówka w powiecie lubaczowskim zginęło co najmniej 27 Polaków. 3 maja 1944 roku sotnia „Zalizniaka” dokonała napadu na opuszczony przez ludność polską Cieszanów w powiecie lubaczowskim, paląc 120 domów i zabijając około 20 Polaków, którzy nie zdążyli wcześniej uciec. Po przejściu frontu sowiecko-niemieckiego „Zalizniak” ukrył się ze swoją sotnią w okolicach Werchraty w powiecie lubaczowskim. Tam prowadził intensywne szkolenie i werbunek tak, że w marcu 1945 roku mógł przekształcić sotnię (kompanię) w kureń (batalion).

Pozwoliło mu to na podjęcie dalszych działań zaczepnych wobec administracji i ludności polskiej. W nocy z 27 na 28 marca 1945 roku kureń „Mesnyky” uderzył równocześnie na wszystkie posterunki MO w powiecie lubaczowskim, niszcząc 18 placówek oraz zabijając 30 funkcjonariuszy MO oraz od 43 do 72 osób cywilnych. W ten sposób „Zalizniak” rozpoczął krwawą wojnę ukraińsko-polską, która trwała na wschodniej Rzeszowszczyźnie przez dwa lata. Opanowanie całego powiatu lubaczowskiego przez UPA spowodowało natychmiastową kontrakcję ze strony polskiej. Do walki z kureniem „Mesnyky” przystąpiły współdziałające ze sobą oddziały Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, poakowskiej samoobrony i Milicji Obywatelskiej. Był to chyba jedyny przypadek, gdzie w jednym szeregu stanęli obok siebie członkowie polskiego podziemia antykomunistycznego i milicjanci.

W polskiej Wikipedii jest naprawdę trudno znaleźć informacje na temat zbrodni w Wiązownicy. Takie hasło w ogóle tam nie istnieje. Informacje o zbrodni w Wiązownicy można znaleźć pod hasłem „zbrodnia w Piskorowicach”. Obszerny artykuł w Wikipedii opisuje zbrodnię dokonaną 18 kwietnia 1945 roku na ludności ukraińskiej Piskorowic w powiecie leżajskim przez oddział Narodowego Zjednoczenia Wojskowego pod dowództwem Józefa Zadzierskiego ps. „Wołyniak” (1923-1946). Podaje informację, że zamordowano tam ponad 170 Ukraińców i że był to polski odwet za dokonaną dzień wcześniej przez kureń „Zalizniaka” zbrodnię w Wiązownicy, podczas której spalonych zostało 150 gospodarstw i zamordowanych 91 Polaków, w tym 20 kobiet i 20 dzieci. Zbrodnia w Wiązownicy miała natomiast być ukraińskim odwetem za polskie ataki na ukraińskie wsie: Kobylnica Ruska, Lubliniec Stary i Nowy oraz Gorajec. W Wiązownicy ponadto miało dość do bitwy z „miejscowym polskim oddziałem”.

Jak zatem wyglądały te wydarzenia?

W Internecie jest dostępne ten temat opracowanie autorstwa Mieczysława Samborskiego pt. „Wiązownica (pow. Jarosław) 17.IV.1945 r. Największy jednorazowy mord Polaków na terenie dzisiejszej Polski dokonany przez nacjonalistów ukraińskich”.

[link=http://www.zarzecki.info/ftp/pdf/Samborski_opracowanie.pdf]

Autor oparł się na źródłach publikowanych oraz źródłach z archiwum rzeszowskiego Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej. Uważam jego opracowanie za solidne i dobrze udokumentowane.

M. Samborski zwraca uwagę, że do 17 kwietnia 1945 roku zginęło w powiecie jarosławskim 216 Polaków i 65 Ukraińców, w tym 28 Ukraińców z rąk nacjonalistów. Eskalacja przemocy ze strony UPA i strony polskiej nastąpiła w kwietniu 1945 roku. 17 kwietnia 1945 roku zginęło jego zdaniem nie mniej niż 120-130 Polaków w Wiązownicy, a następnego dnia około 121 Ukraińców w Piskorowicach. Eskalacja przemocy została spowodowana przybyciem w trzeciej dekadzie marca 1945 roku do Lasów Sieniawskich jednej z sotni kurenia „Zalizniaka”, której dowódcą był Iwan Szymanśkyj ps. „Szum”. Upowcy szukali nowego miejsca pobytu po tym jak zostali usunięci z dotychczas zajmowanego terenu przez 2. samodzielny batalion operacyjny KBW. To dlatego zapadła decyzja o oczyszczeniu powiatu lubaczowskiego z polskiej administracji, której rezultatem był wspomniany atak na posterunki MO w nocy z 27 na 28 marca 1945 roku. W następnych dniach UPA kontynuowała ataki na MO i cywilnych Polaków. Wpłynęły one – jak pisze M. Samborski – „na radykalizację czynów innych Ukraińców”. Zapewne ta „radykalizacja” musiała wpłynąć z kolei na podjęcie decyzji o zagładzie Wiązownicy. Wiązownica oraz pobliska wieś Szówsko były bowiem jedynymi miejscowościami z przewagą ludności polskiej na nowym terenie działania kurenia „Mesnyky”.

W napadzie na Wiązownicę wzięła udział sotnia Szymańskiego-„Szuma”, osobiście dowódca kurenia „Zalizniak” z ochroną oraz terenowe bojówki OUN-B i Slużby Bezpeky OUN. Łącznie siły nacjonalistów ukraińskich liczyły od 154 do 169 ludzi. W Wiązownicy była niewielka polska samoobrona AK, posterunek MO (tej nocy nie obsadzony) oraz 28 żołnierzy KBW, stacjonujących w spichlerzu na terenie pobliskiego folwarku. Akcja pod dowództwem „Zalizniaka” rozpoczęła się 17 kwietnia o czwartej rano (sam napad zaczął się o godzinie piątej i trwał dwie godziny). Napastnicy podpalili zabudowania wsi specjalnymi pociskami zapalającymi (fosforowymi), stosowanymi też przez niemieckie oddziały pacyfikacyjne. Część upowców była ubrana w polskie mundury wojskowe, co spowodowało zamieszanie wśród obrońców i ludności cywilnej. Wielu cywilów zginęło zwracając się o pomoc do swoich morderców, których wzięli za żołnierzy polskich. Wielu mieszkańców zginęło też chroniąc się w piwnicach, gdzie udusili się od dymu lub znaleźli śmierć w płomieniach. Po pierwszych strzałach i wznieceniu pożarów do wsi weszła grupa cywilów ukraińskich, która przystąpiła do rabunku mienia mordowanych Polaków. Obronę wsi próbował zorganizować spontanicznie ksiądz proboszcz Józef Miś. Zebrał on kilkunastu mężczyzn i rozdał im broń oraz amunicję z opuszczonego posterunku MO. To był właśnie ten „miejscowy polski oddział”, o którym pisze polska Wikipedia sugerując, że w Wiązownicy doszło do zwykłej bitwy polsko-ukraińskiej, a nie ukraińskiej zbrodni na ludności cywilnej. Dopiero w chwili wycofywania się oddziału UPA z Wiązownicy na pomoc księdzu Misiowi przybył 30-osobowy oddział Narodowego Zjednoczenia Wojskowego pod dowództwem Bronisława Gliniaka ps. „Radwan” oraz pojedyncze osoby z samoobrony AK. Natomiast żołnierze KBW, otoczeni przez upowców w folwarku, nie mogli przyjść mieszkańcom wsi z jakąkolwiek pomocą. Do wali pomiędzy prowizorycznie zorganizowanymi siłami polskimi a UPA doszło już po spaleniu przez oddział UPA Wiązownicy i wymordowaniu części jej mieszkańców. Walka ta miała miejsce w przysiółku Bednarowo.

Jak pisze M. Samborski, strona polska mogła przeciwstawić napastnikom „28-osobową grupę żołnierzy stacjonujących w spichlerzu folwarku (…), która szachowana ogniem nie była w stanie przyjść z pomocą wsi. W końcowym etapie napadu ks. Miś i Ochęduszko zorganizowali ad hoc grupę zbrojną z mieszkańców przede wszystkim Wiązownicy, nie większą jak 25-30 ludzi, a z pomocą przyszedł z Piwody 30-osobowy oddział NZW „Radwana”. Łącznie więc Polacy dysponowali nie więcej niż 72 ludźmi z tym, że interes polityczny Wojska Polskiego i oddziału „Radwana” był rozbieżny”.

Wedle ustaleń M. Samborskiego w walce z UPA zginęło czterech, a ratując swój dobytek dwóch mieszkańców Wiązownicy. Rannych ponadto zostało trzech obrońców z grupy zorganizowanej przez księdza Misia. Ponadto zginęło czterech żołnierzy KBW i dwóch członków samoobrony AK, a sześciu zostało rannych. Strona ukraińska straciła od 8 do 13 zabitych i od 13 do 17 rannych. Pozostałe polskie ofiary – szacowane przez Autora na co najmniej 120 (ustalił 106 nazwisk zabitych i 12 rannych) – to osoby zamordowane przez UPA. Różnicę pomiędzy swoim szacunkiem, a przyjętą przez IPN minimalną liczbą 91 ofiar tłumaczy tym, że większość ofiar zginęła w ogniu i szczątków części z nich nigdy nie zidentyfikowano. Liczba ofiar musiała być zatem większa o 20-30 proc. Cytując prokuratora IPN, który stwierdził, że sprawcy atakując Wiązownicę zmierzali do zabicia miejscowej ludności ze względu na narodowość polską i czyn ten wypełnia znamiona ludobójstwa, M. Samborski stanowczo dodaje: to było ludobójstwo!

Tyle Autor moim zdaniem bardzo rzetelnego opracowania. Postuluje on na koniec upamiętnienie ofiar zbrodni przez postawienie pomnika. Ze swej strony muszę dodać, że o ile ofiary zbrodni UPA w Wiązownicy nie mają do dzisiaj pomnika, to mają go na polskiej ziemi podkomendni „Zalizniaka”. Postawili im go Ukraińcy w ruinach monasteru w Werchracie (gmina Horyniec-Zdrój, powiat Lubaczów). Upamiętnia on 62 członków UPA z sotni „Bisa” (wchodzącej w skład kurenia „Mesnyky”), którzy zginęli w walce z wojskami NKWD, stoczonej 2 marca 1945 roku we wsiach Mrzygłody i Gruszka. Pomnik postawiono legalnie. Polskie władze się zgodziły, bo upamiętnieni członkowie sotni „Bisa” walczyli z „Sowietami”, a więc byli to „dobrzy chłopcy”. Nieważne, że z UPA. Ważne, że bili „Ruskich” i bolszewików. Oto do czego prowadzi paranoidalna rusofobia, która jest treścią polskiej polityki po 1989 roku.

Nawiązując do potępienia operacji „Wisła”, które chce nam zaserwować syn weterana kurenia „Mesnyky” mam tylko jedno pytanie: kto potępi zbrodnię w Wiązownicy?

Bohdan Piętka

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz