28 sierpnia 1939 roku niemiecki zamachowiec wysadził dworzec w Tarnowie. Zginęło 20 osób. Wojna wybuchła trzy dni później.
Zaledwie kilka dni przed wybuchem II wojny światowej Tarnów stał się miejscem tragicznego wydarzenia. 28 sierpnia 1939 roku o godzinie 23:18 w poczekalni trzeciej klasy tamtejszego dworca kolejowego eksplodowała bomba zegarowa, ukryta w dwóch walizkach.
Wybuch zabił 20 osób, a kolejne 35 zostało rannych. Ofiarami byli głównie mieszkańcy Powiśla Dąbrowskiego, powracający z wakacji w Truskawcu. W poczekalni czekały rodziny z dziećmi na pociąg do Szczucina, tzw. „szczucinkę”. Wielu z nich stanowili Żydzi.
Czytaj też: Nie wiedzieli, że Hitler przesunął datę ataku na Polskę. Incydent jabłonkowski
Bezrobotny ślusarz czuł się Niemcem
Świadkowie wspominają tamtą noc jako apokaliptyczną. Józef Bratko, wówczas osiemnastoletni mieszkaniec Borzęcina, zapamiętał huk, drżenie murów i krzyki spanikowanych ludzi uciekających z okolic dworca. „Układaliśmy się do snu, był poniedziałek, tuż po jedenastej w nocy. Nagle usłyszeliśmy ogromny, ogłuszający huk, wydawało się, że kamienica runie. Po podłodze posypało się szkło z rozbitego podmuchem okna. Pamiętam krzyki przerażonych ludzi […]. «Wybuch, wybuch , dworzec rozwalony!»– krzyczeli”.
Policja szybko otoczyła teren tragedii. Sprawcą zamachu okazał się Antoni Johann Guzy, bezrobotny ślusarz ze Skoczowa, syn Polaka i Niemki. Został zwerbowany przez agenta Abwehry o nazwisku Neumann. Przyjechał z Krakowa taksówką, ponieważ spóźnił się na pociąg. Zapłacił za bilet niemało – równe 80 złotych. Bagażowemu wręczył 50 groszy i polecił odnieść ciężkie walizy do przechowalni przy poczekalni trzeciej klasy.
Miał następnie spokojnie wrócić pociągiem do Krakowa, tymczasem sam także udał się do poczekalni, która następnie została całkowicie zniszczona w wyniku eksplozji. Historycy przypuszczają, że Niemcy może wysłali go tam, bo chcieli, aby zginął razem z ofiarami, co uniemożliwiłoby polskim śledczym dotarcie do organizatorów dywersji.
Guzy przeżył, lecz szybko wzbudził podejrzenia, gdy nerwowo kręcił się w okolicy dworca. Przyznał się do winy, twierdząc, że działał nie dla pieniędzy, lecz z poczucia niemieckiej przynależności narodowej: „Czuję się Niemcem” – mówił. Podczas śledztwa zeznał ponadto, że za zamachem stała grupa kolonistów z okolic Bielska i Mielca. Byli to ludzie przeszkoleni w Niemczech i wyposażeni przez hitlerowców w materiały wybuchowe.
Proces Guzego jednak nie zdążył się rozpocząć. 1 września Niemcy napadły na Polskę, a front szybko przesunął się pod Tarnów. Zamachowiec został ewakuowany wraz z innymi więźniami. Według relacji świadków, podczas konwoju zachowywał się arogancko i groził Polakom rychłą zemstą. Jeden z oficerów miał nakazać jego rozstrzelanie w pobliskim lesie. Inne źródła podają, że zginął pod Baranowem Sandomierskim. W rzeczywistości ślad po nim zaginął.
Ofiar mogło być więcej
Choć do dziś nie udało się w pełni odtworzyć wszystkich okoliczności tej zbrodni, zamach w Tarnowie uznaje się za pierwszą w pełni udaną akcję dywersyjną III Rzeszy na terenie Polski. Co znamienne, ofiar mogło być znacznie więcej – pociąg z Krakowa spóźnił się o osiem minut, a chwilę wcześniej ze stacji odjechał transport wojskowy. Tragiczny wybuch był nie tylko preludium wojny, ale i bolesnym symbolem nadciągającej fali terroru.
Kresy.pl / Tarnów.ikc.pl / PAP
Czytaj też: Uniwersalne karabiny maszynowe UKM 2020S z Tarnowa dla Straży Granicznej











