Niniejszym artykułem rozpoczynam cykl tekstów poświęconych walkom polskich żołnierzy z bolszewikami w latach 1919-1920. Walk szczególnych, często zdumiewających, pokazujących, że nawet przy wielkiej przewadze liczebnej przeciwnika, determinacja i wola walki, wysokie morale wynikające zarówno z wyszkolenia jak i z miłości do Ojczyzny często decydowały o zwycięstwie. I to zwycięstwie przekładającym się na bardzo wysokie straty przeciwnika, przy, z reguły, relatywnie niskich stratach własnych.

Całemu cyklowi przyświecać będzie fragment Pieśni XIXJana Kochanowskiego ze zbioru „Pieśni, Księgi Wtóre” – „Zwycięstwo liczby nie chce, męstwa potrzebuje”, które w całej zwrotce brzmi:

A ty, coć Bóg dał siłę i serce po temu,

Uderz sie z poganinem, jako słusze cnemu;

Prostak to, który wojsko z wielkości szacuje:

Zwycięstwo liczby nie chce, męstwa potrzebuje.”

Słowa te, jak żadne inne, oddają wydarzenia z wojny 1919-1920. Tylko czas największej chwały i potęgi, czas husarii, czas szabli i kopii, czyli okres XVI-XVII wieku pasuje równie dobrze do słów Jana Kochanowskiego, które powstały w XVI wieku.

Stodolicze

Zimą 1919/1920 siły polskie po licznych sukcesach roku poprzedniego charakteryzowały się znakomitym morale. Nie inaczej było wśród oddziałów 15 pułku piechoty, które znane były z niezwykłego hartu w walce. To właśnie ta zaciętość w boju przydała pułkowi 3 lipca 1920 roku zasłużony przydomek „Wilków”.

12 lutego 1920 roku oddziały 15 pułku piechoty zluzowały 22 pułk piechoty obsadzający odcinek frontu w okolicach Stodolicz. Same Stodolicze zostały obsadzone przez 10 kompanię dowodzoną przez porucznika Filipa Śmiłowskiego (75 żołnierzy z 4 ciężkimi karabinami maszynowymi) wchodzącą w skład III batalionu 15 pułku piechoty.

Ponieważ bolszewicy sygnalizowali możliwość natarcia na polskie pozycje, generał Władysław Sikorski, dowódca 9 Dywizji Piechoty, w skład której wchodził 15 pułk piechoty, nakazał dokonanie wypadu na tyły przeciwnika. Do zadania wyznaczono batalion 22 pułku piechoty i dwie kompanie 15 pułku piechoty – razem 600 żołnierzy i 16 ciężkich karabinów maszynowych. Celem wypadu było zaskoczenie nieprzyjaciela pod Hrebniowem lub odcięcie mu drogi odwrotu na pozycje wyjściowe. Jednakże tej samej nocy, dowództwo rosyjskiej 47 Dywizji Strzelców wysłało na Stodlicze 422 pułk strzelców z baterią artylerii (600 żołnierzy, 4 działa, 12 ciężkich karabinów maszynowych). Bolszewicy poszli inną drogą niż spodziewali się Polacy. Oddziały minęły się. Siły bolszewickie raptem dwie godziny po wymarszu polskiej grupy wypadowej pojawiły się pod Stodliczami. Sytuacja stała się krytyczna, na osamotnioną kompanię spadło uderzenie całego pułku. Przewaga wroga była przygniatająca (600 na 75). Jednakże mimo zdawałoby się katastrofalnej sytuacji nieliczne siły porucznika Śmiłowskiego nie dały się zaskoczyć wrogowi i, same będąc dobrze przygotowane do boju, podjęły walkę.

Źle wyszkoleni, słabo dowodzeni Rosjanie nie byli w stanie przełamać polskiej obrony. Kolejne, uporczywe ataki pozbawione jakiekolwiek taktyki rozbijały się o polskie pozycje. Gęste tyraliery bolszewików raz po raz uderzały na stanowiska polskich ciężkich karabinów maszynowych ponosząc nieprawdopodobne straty. Mimo posiadania dział i licznych własnych ckm-ów, Sowieci bezustannie nacierali, w samobójczych atakach. Przed polskimi pozycjami, twardo bronionymi przez 10 kompanię, rosły stosy ciał. Zdemoralizowane ekstremalnie wysokimi stratami siły bolszewickie nad ranem 17 lutego pośpiesznie wycofały się, i ponownie omijając powracającą polską grupę wypadową, wróciły na pozycje wyjściowe. Bitwa zakończyła się.

Choć już sam fakt, że 75 żołnierzy odparło zwycięsko lepiej wyposażonych 600 żołnierzy może wydawać się nieprawdopodobne, to porównanie strat obu stron daje pełny ogląd wyczynu polskich żołnierzy. Przed polskimi pozycjami naliczono 75 (!) poległych czerwonoarmistów (a więc niejako po jednym zabitym wrogu na każdego walczącego polskiego żołnierza). Rannych było zapewne 150-200 nieprzyjaciół. Daje to blisko 45% strat sowieckiego pułku. Była to istna hekatomba. Polacy stracili natomiast zaledwie 1 zabitego i 2 rannych (!). Prawdziwy tryumf wyszkolenia, taktyki i morale nad druzgocącą przewagą liczebną. I ten stosunek strat: 75 bolszewików zabitych na jednego Polaka, łącznie ok. 250 rannych i zabitych Sowietów na 3 rannych i zabitych Polaków. Liczby mówią same za siebie.

Prawdziwe „Wilki”.

Stepanówka

W marcu 1920 roku nad Ubocią koło Horodnicy stacjonował 18 pułk piechoty ze składu 4 Dywizji Piechoty. Okres poprzedzający wprawę kijowską charakteryzował się częstymi wypadami obu stron na pozycje przeciwnika. Tak też, w nocy z 18 na 19 marca 1920 roku, I batalion 18 pułku piechoty przeszedł front i uderzył na Stepanówkę, gdzie zakwaterowany był jeden z pułków sowieckich (ze składu 56 Dywizji Strzelców). Przewaga liczebna wroga była ok. trzykrotna, jednak element zaskoczenia był po polskiej stronie. Nad ranem kompanie batalionu rozdzieliły się i otoczyły Stepanówkę a następnie koncentrycznie zaatakowały miejscowość i stacjonujących w niej bolszewików. Nieprzyjaciel był całkowicie zaskoczony, nie podjął żadnej obrony. Bolszewicy wybiegali z domostw, często bez broni, prosto pod ogień polskich ciężkich karabinów maszynowych. Totalny chaos w szeregach czerwonoarmistów ułatwiał polskim żołnierzom „pracę”. Sowiecki pułk został całkowicie rozbity. Polacy zdobyli 4 działa, 11 ckm-ów, 150 jeńców. Sowieci ponieśli bardzo wysokie straty. Na polu walki znaleziono blisko 100 (!) zabitych i ciężko rannych „krasnoarmiejców”, liczba rannych oscylowała zapewne około 200. Polacy mieli zaledwie kilku rannych, co nie dziwi, zważywszy na pełne zaskoczenie wroga. Po zwycięstwie, I batalion powrócił na pozycje wyjściowe.

Zdecydowanie, świetne wyszkolenie, wysokie morale i element zaskoczenia – te czynniki pozwoliły trzykrotnie mniej licznemu polskiemu oddziałowi kompletnie rozbić wroga, i zadać mu bardzo wysokie straty przy minimalnych stratach własnych.

W kolejnych częściach cyklu „Zwycięstwo liczby nie chce, męstwa potrzebuje” – epizody z wojny polsko-bolszewickiej 1919-1920 będę przybliżać kolejne, często zapomniane, ale zawsze niesamowite polskie zwycięstwa nad, z reguły, liczniejszym wrogiem. Ponieważ:

„Zwycięstwo liczby nie chce, męstwa potrzebuje”.

Kuba Pokojski, Prezes Katowickiego Klubu Polskiej Sztuki Walki SIGNUM POLONICUM

——————————–

Bibliografia:

Izdebski J.,Dzieje 9 Dywizji Piechoty 1918-1939, Warszawa 2000.

Łukomski G., Polak B., Wrzosek M., Wojna polsko-bolszewicka 1919-1920. Kalendarium. Tom 1 i 2, Koszalin 1990.

Odziemkowski J., Leksykon bitew polskich 1914-1921, Pruszków 1998.

Odziemkowski J.,Leksykon wojny polsko – rosyjskiej 1919-1920, Warszawa 2004.

Pruszyński M.,Rok 1920. Dramat Piłsudskiego, Warszawa 1999.

Wiącek W.,Zarys historii wojennej 15-go Pułku Piechoty, Warszawa 1929.

Wyszczelski L., Wojna polsko-bolszewicka 1919-1920, tom 1 i 2, Warszawa 2010

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz