W lutym 1944 roku (najczęściej wskazuje się 21 lutego) oddział ukraińskich nacjonalistów napadł na klasztor Karmelitów Bosych pod wezwaniem św. Michała Archanioła w Wiśniowcu Nowym, dokonując masowego mordu na zgromadzonej tam ludności polskiej.
Wiśniowiec w czasie rzezi wołyńskiej stanowił dla okolicznych Polaków miejsce schronienia. W klasztorze i kościele chroniło się nawet około 800 uchodźców z okolicznych wsi. Obecność niemieckiej, a następnie węgierskiej załogi wojskowej dawała poczucie względnego bezpieczeństwa i pozwoliła wcześniej odeprzeć dwa ataki bojówek ukraińskich.
Sytuacja zmieniła się na początku lutego 1944 roku, gdy w obliczu zbliżającej się Armii Czerwonej Niemcy opuścili miejscowość 2 lutego, a w połowie miesiąca wycofali się także Węgrzy. Wraz z nimi wyjechała część ludności cywilnej i oddział samoobrony. W klasztorze pozostało kilkaset bezbronnych osób, liczących na szybkie przejście frontu.
Ukraińscy napastnicy zastosowali podstęp. Podali się za partyzantów sowieckich albo za Polaków uciekających z innych miejscowości, co skłoniło osoby w klasztorze do otwarcia bramy. Po ich wejściu do środka rozpoczęła się rzeź. Zginęli przeor klasztoru o. Józef Gleczman (imię zakonne Kamil) oraz br. Jan Lasoń (Cyprian). Ofiary – głównie kobiety i dzieci – zapędzano do piwnic i obrzucano granatami; część zabijano uderzeniami w głowę, inne wieszano.
Zbrodnie nie ograniczyły się do klasztoru. Do mordów dochodziło również w zabudowaniach miejskich oraz na zamku książąt Wiśniowieckich, gdzie także ukrywali się Polacy. Ciała zamordowanych na terenie zamku pochowano w zbiorowej mogile w zamkowej fosie. Łącznie w klasztorze i na terenie Wiśniowca Nowego zamordowano około 300 Polaków.
Równocześnie napady objęły Wiśniowiec Stary. W różnych okolicznościach, w tym poprzez spalenie kilkudziesięciu osób w kościele, zabito tam około 160 Polaków. Wyłapywano także tych, którzy próbowali ukrywać się w domach życzliwych im Ukraińców.
W literaturze sprawców wiąże się z oddziałem UPA albo z bojówką Służby Bezpieczeństwa OUN. Napad był możliwy wskutek wycofania wojsk niemieckich i węgierskich oraz braku zorganizowanej obrony. Armia Czerwona wkroczyła do Wiśniowca dopiero po kilku tygodniach. W kwietniu 1944 roku z klasztornych piwnic wydobyto szczątki ofiar. Wśród nich znajdowały się zwłoki o. Gleczmana i br. Lasonia, noszące ślady tortur.
Ekshumowane szczątki złożono we wspólnej mogile na miejscowym cmentarzu. Mogiła zamordowanych w klasztorze nigdy nie została trwale oznaczona ani upamiętniona.
Kresy.pl / Przystanek Historia











