Pomorski Katyń – zapomniana zbrodnia w lasach Piaśnicy

Jesienią 1939 roku w lasach piaśnickich koło Wejherowa rozpoczęła się jedna z najtragiczniejszych zbrodni II wojny światowej na ziemiach polskich.

To właśnie tam od końca października 1939 do wiosny 1940 roku niemiecki okupant przeprowadzał systematyczną eksterminację polskiej elity Pomorza. Szacuje się, że życie w tym jednym miejscu straciło od 12 do 14 tysięcy osób, choć niektóre badania wskazują nawet na ponad 50 tysięcy ofiar.

Dlaczego Piaśnica?

Pod koniec października 1939 roku, zaledwie kilka tygodni po zajęciu Pomorza, Niemcy rozpoczęli w Piaśnicy masowe egzekucje. Wybór miejsca nie był przypadkowy: kompleks leśny był oddalony od głównych szlaków, a jednocześnie na tyle blisko Wejherowa, by można było sprawnie dowozić więźniów. Lokalna ludność szybko zrozumiała, że w okolice lasu nie wolno się zapuszczać.

Piaśnica stała się jednym z głównych punktów tzw. Intelligenzaktion, której celem było fizyczne usunięcie osób stanowiących fundament życia społecznego, gospodarczego i kulturalnego Kaszub. Jak zauważa prof. Piotr Madajczyk z Instytutu Studiów Politycznych PAN, nazwa operacji jest myląca: ofiarami byli nie tylko nauczyciele, lekarze czy duchowni, ale także właściciele gospodarstw, działacze społeczni, osoby wyróżniające się aktywnością lokalną, a nawet mieszkańcy wskazani przez niemieckich sąsiadów.

Nazistowscy decydenci określali tę grupę mianem „polskiej warstwy przywódczej” (Führungsschicht). Do tej kategorii zaliczano także absolwentów szkół średnich i wyższych oraz członków organizacji podtrzymujących polskie życie społeczne i narodowe, takich jak Polski Związek Zachodni, Liga Morska i Kolonialna czy Kurkowe Bractwo Strzeleckie. Kryterium była rola odgrywana w społeczności – każdy, kto wpływał na utrzymanie polskości, stawał się celem.

Wiele egzekucji w listopadzie 1939

Największa fala mordów w Piaśnicy miała miejsce od jesieni 1939 do wiosny 1940 roku. Wśród ofiar znaleźli się m.in. mieszkańcy Gdyni aresztowani już we wrześniu 1939 roku, cywilni obrońcy miasta, duchowni, siostry zakonne – w tym siostra Alicja Kotowska, przełożona Zgromadzenia Sióstr Zmartwychwstanek i ceniona pedagog, beatyfikowana w 1999 roku. W grupach rozstrzelanych były również dzieci pochodzenia żydowskiego, przedstawiciele inteligencji, policjanci, kupcy, urzędnicy, pacjenci szpitali psychiatrycznych oraz osoby przywiezione z głębi III Rzeszy, w tym niemieccy opozycjoniści.

Wiele egzekucji miało miejsce w listopadzie 1939. Jeden z udokumentowanych epizodów miał miejsce 11 listopada, kiedy to w ramach jednej egzekucji zabito aż 314 osób. W sumie na całym Pomorzu w trakcie okupacji zamordowano ponad 50 tysięcy przedstawicieli polskiej inteligencji – co czyni region jednym z najbardziej dotkniętych terrorem w pierwszych miesiącach wojny.

Skutki były też wyjątkowo dotliwe. – W okresie międzywojennym polska elita zaczyna się [w tym rejonie – przyp. red.] dopiero tworzyć. Uderzenie w nią, zamordowanie tych dwóch tysięcy osób sprawiło, że w niektórych miajscach przestała ona praktycznie istnieć – wyjaśniał Onetowi prof. Piotr Madajczyk.

Brutalność Selbstschutzu

Masowe zabójstwa w Piaśnicy wyróżniały się skalą okrucieństwa. Badania archeologiczne wskazują, że Niemcy nie ograniczali się do metodycznego strzału w tył głowy, typowego dla zbrodni popełnianych przez NKWD czy późniejszych egzekucji niemieckich. Ślady na odnalezionych szczątkach sugerują, że część ofiar została zakopana żywcem, a dzieci zabijano, rozbijając im głowy o drzewa. Więźniów – w szczególności duchownych katolickich – poddawano brutalnym przesłuchaniom.

Za szczególną brutalność odpowiadał paramilitarny Selbstschutz – formacja złożona z lokalnych Niemców, która na Pomorzu liczyła kilkadziesiąt tysięcy członków. Działała chaotycznie, a jej członkowie, często kierując się chęcią osobistej zemsty, wykorzystywali znajomość lokalnych relacji, by wskazywać osoby przeznaczone do likwidacji.

Początkowo pluton egzekucyjny tworzyli esesmani odkomenderowani z Gdańska specjalnie do wykonywania egzekucji w Wejherowie. Po pewnym czasie mieli jednak odmówić dalszego udziału z powodu nadmiernego obciążenia psychicznego. Wówczas zastąpiono ich funkcjonariuszami specjalnego oddziału Wachsturmbann „Eimann” oraz członkami Selbstschutzu.

Zacieranie śladów i brak świadków

Niemcy starali się ukryć skalę zbrodni. Teren ogrodzono i strzeżono, a rodzinom przekazywano, że bliscy zostali deportowani do Generalnego Gubernatorstwa lub zaginęli. Nie zachowały się relacje ocalałych – nie udało się odnotować ani jednego przypadku ucieczki.

W 1944 roku, podobnie jak w Katyniu czy w innych miejscach masowych egzekucji, Niemcy przystąpili do zacierania śladów. Do lasów piaśnickich skierowano więźniów KL Stutthof, którzy mieli wydobywać i palić zwłoki. Większość szczątków uległa zniszczeniu – do dziś zachowały się jedynie dwa masowe groby, których nie zdążono opróżnić.

Choć Piaśnicę określa się jako „kaszubski” lub „pomorski Katyń”, jej miejsce w zbiorowej pamięci długo pozostawało słabo ugruntowane. Historycy podkreślają, że uwaga badaczy po wojnie skupiła się w większym stopniu na Wielkopolsce i Kraju Warty, spychając dzieje Pomorza na drugi plan. Tymczasem to właśnie tutaj fala terroru w pierwszych tygodniach okupacji była wyjątkowo gwałtowna.

Kresy.pl / Onet

Czytaj też: Polska: powstanie muzeum „pomorskiego Katynia”

Tagi: , , , , ,
forma płatności