Most na beczkach, czyli nie tylko husarią polska armia stała

Konstrukcja była tak udana, że umożliwiła przerzucenie przez Dniepr dwóch kilkudziesięciometrowych mostów nocą (sic!) z 7 na 8 września. Zrobiono to pod bokiem armii moskiewskiej, dla której fakt ten był olbrzymim zaskoczeniem.

Batalia pod Orszą 1514 roku była jedną z pierwszych, w których wsławiła się istniejąca od zaledwie kilkunastu lat polska i litewska husaria. Ale choć odegrała w niej znaczącą rolę, to warto pamiętać, że była to także bitwa, w której zasłużoną sławę zdobył inżynier z Żywca.



Polacy do przeprawy przez Dniepr pobudowali dwa mosty na beczkach. Mosty te, zaprojektowane przez polskiego mieszczanina z Żywca, Jana Basztę, miały unikatową konstrukcję. Były to pierwsze przykłady wykorzystania pustych i szczelnie zamkniętych beczek jako pływaków. Do tej pory budowane u nas mosty pontonowe wykorzystywały w tej roli łodzie. Taki, oparty na łodziach most, o długości około 500 m, użyły wojska polskie w roku 1410, do przeprawienia się przez Wisłę.

Most na łodziach. Fragment dzieła Stanisława Sarnickiego „Księgi hetmańskie”.

Most na beczkach, który przerzucono przez Dniepr przed bitwą pod Orszą 1514 r. Fragment obrazu „Bitwa pod Orszą” z pierwszej połowy XVI w. (Fot. Radosław Szleszyński)

Domniemane miejsce, gdzie w 1514 roku przerzucono przez Dniepr jeden z mostów. Na zdjęciu autor artykułu. (Fot. Kuba Pokojski)

Przewagą mostów o konstrukcji „orszańskiej”, jest to, że nie wymagały specjalnego transportu łodzi ani beczek. Do budowy mostu wykorzystywano bowiem opróżnione beczki po piwie i innych napojach, które wojsko i tak w dużych ilościach woziło ze sobą. Brakujące zaś beczki, w przeciwieństwie do łodzi, łatwo było sprowadzić z najbliższej okolicy, jako że były one wówczas używane w każdym gospodarstwie domowym. Konstrukcja była tak udana, że umożliwiła przerzucenie przez Dniepr dwóch kilkudziesięciometrowych mostów nocą (sic!) z 7 na 8 września. Zrobiono to pod bokiem armii moskiewskiej, dla której fakt ten był olbrzymim zaskoczeniem.

Zgodnie z tym, co przedstawia obraz „Bitwa pod Orszą”, mosty wykorzystała piechota i artyleria. Jazda polsko-litewska przeprawiła się przez rzekę wpław.

Czytaj również: Przez rzeki i morze, czyli jak kawaleria radziła sobie w wodzie.

Konstrukcję mostu można odtworzyć dzięki obrazowi „Bitwa pod Orszą” oraz polskim dziełom poświęconym inżynierii z XVI i XVII w., takim jak „Księgi hetmańskie” Stanisława Sarnickiego oraz „Praxis ręczna działa” Andrzeja Dell’Aqua.

Konstrukcja mostu na beczkach. Rysunek z dzieła Andrzeja Dell’Aqua „Praxis ręczna działa”.

Nawierzchnia mostu orszańskiego wykonana była z belek drewnianych o przekroju kwadratowym, długości około 3m. Pod nią kryło się rusztowanie mostu, skonstruowane z dwóch linii belek podłużnych i szeregu belek poprzecznych. W przestrzeniach między tymi belkami znajdowały się szczelnie zamknięte beczki, przywiązane do rusztowania linami. Most jest z obu stron przywiązany potężnymi linami do pali wbitych w ziemię na brzegach rzeki a ponadto chroniony przed zniesieniem go przez prąd wody za pomocą kotwic wbitych w dno rzeki. Ponieważ nurt Dniepru w miejscu przeprawy nie jest zbyt bystry a szerokość rzeki nie jest zbyt wielka, to nie zastosowano dodatkowych zabezpieczeń. Nośność mostu wynosiła około 2500 kg.

Schemat przerzucania mostu przez rzekę. Na podstawie rysunku Tadeusza Nowaka (Uwagi o technice budowania mostów polowych w Polsce w XV-XVIIw., SiMdHW t.2; Warszawa 1956).

Interesującym szczegółem jest także sposób stawiania mostu na rzece. Most budowało się wzdłuż brzegu rzeki, w ten sposób, że równocześnie pracowało wiele ekip nad poszczególnymi przęsłami / segmentami, które później łączono w jedną całość. Gdy cały most był już gotowy, odpychano jeden jego koniec od brzegu, tak że nurt rzeki obracał go w poprzek jej koryta. Gdy koniec mostu dotykał do drugiego brzegu, zabezpieczano most przed zniesieniem.

dr Radosław Sikora

Tematy pokrewne:
Zapomniany obraz bitwy pod Orszą 1514 roku

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.





Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz