6 grudnia 1942 roku niemieccy żandarmi dokonali okrutnej zbrodni na ludności cywilnej w okupowanej Polsce, mordując rodziny ze Starego Ciepielowa i Rekówki za udzielanie pomocy ukrywającym się Żydom.
W obu wsiach śmierć poniosły 33 osoby, w tym 31 Polaków i dwóch Żydów. Wśród ofiar znalazło się dwadzieścioro dzieci. Na tym egzekucje się nie skończyły. Następnego dnia Niemcy zamordowali kolejne osoby.
Powiat starachowicki pomagał Żydom
Masakra była częścią szerszej akcji represyjnej wobec mieszkańców powiatu starachowickiego, gdzie wielu Polaków niosło pomoc żydowskim uciekinierom po likwidacji okolicznych gett jesienią 1942 roku. Niemcy, zaniepokojeni aktywnością polskiej i żydowskiej samoobrony, zdecydowali o przeprowadzeniu pacyfikacji, której celem było zastraszenie okolicznej ludności.
W Starym Ciepielowie żandarmi otoczyli gospodarstwa Kowalskich, Obuchiewiczów i Kosiorów. W domu tych ostatnich znaleźli dwóch ukrywanych Żydów, których natychmiast zamordowali. Po południu do stodoły zapędzili rodzinę Kosiorów – małżeństwo i sześcioro dzieci – a następnie wszystkich rozstrzelali i spalili budynek. Jeden z chłopców, który zdołał uciec z płomieni, został ponownie schwytany, zabity i wrzucony do ognia. Następnie Niemcy zgromadzili Kowalskich oraz Obuchiewiczów w jednym domu, gdzie rozstrzelali dorosłych i dziewięcioro dzieci w wieku od 7 miesięcy do 16 lat, po czym podpalili budynek. Ocalał tylko nieobecny w chwili obławy syn Kowalskich.
Tego samego dnia drugi oddział żandarmerii przeprowadził egzekucję w pobliskiej Rekówce. W gospodarstwie Kosiorów i Skoczylasów zatrzymano dziewięć osób, w tym sześcioro dzieci. Po znalezieniu książek należących do żydowskich uciekinierów Niemcy rozstrzelali wszystkich zatrzymanych, a gospodarstwo spalili. Osobno schwytano Piotra Skoczylasa, którego również zamordowano; jego synowi udało się zbiec.
W masowym grobie w Starym Ciepielowie spoczywają dziś szczątki ofiar z obu wsi.
W następnych dniach pacyfikowano kolejne gospodarstwa
Egzekucje w Starym Ciepielowie i Rekówce były największymi, lecz nie jedynymi zbrodniami dokonanymi przez żandarmóww ramach akcji zastraszania miejscowej ludności. Już następnego dnia, 7 grudnia 1942 roku, Niemcy rozstrzelali w Świesielicach 14 osób, w tym kobiety i dzieci, uzasadniając mord rzekomą współpracą mieszkańców z ruchem oporu. 8 grudnia żandarmi powrócili do wsi, gdzie zamordowali Mariannę Skwirę, zaangażowaną wraz z mężem w niesienie pomocy żydowskim uciekinierom.
Represje trwały także w kolejnych tygodniach. Około 11 stycznia 1943 roku we wsi Zajączków zamordowano wdowę Stanisławę Wołowiec, jej cztery córki w wieku od 6 miesięcy do 12 lat, parobka Franciszka Zaborskiego oraz Józefa Jelonka z sąsiedniego Niemieryczowa. Zbrodnia była odwetem za udzielanie pomocy Żydom przez rodzinę Wołowców.
Cała seria egzekucji wymierzonych w mieszkańców okolicznych wsi stanowiła jedną z największych akcji represyjnych, jakie Niemcy przeprowadzili przeciw Polakom niosącym pomoc prześladowanym Żydom. Żaden ze sprawców zbrodni nie poniósł po wojnie odpowiedzialności.
Kresy.pl / IPN
Czytaj też:













