Filomaci lwowscy

W październiku 1817 r. w Wilnie powstało Towarzystwo Filomatów. W dwa miesiące później we Lwowie ukonstytuowało się, dziś już prawie zupełnie zapomniane, Towarzystwo Ćwiczącej się Młodzieży w Literaturze Ojczystej, zwane „filomatami galicyjskimi” lub „filomatami lwowskimi”.

Związek tworzyli przede wszystkim studenci Uniwersytetu Lwowskiego: Walenty Chłędowski – pierwszy prezes, Sebastian Januszkiewicz, Stanisław Jachowicz, Franciszek Kirchner, Eugeniusz Brodzki, Karol Skwarczyński, potem doszli m.in.: Jan Julian Szczepański, Mateusz Sartyni, Józef Wesołowski, Kajetan Słama. Idee głoszone przez filomatów lwowskich miały możliwość dotarcia do szerszych kręgów ponieważ związek posiadał swój organ prasowy – „Pamiętnik Lwowski” (1816-1819). Towarzystwo narodziło się z narastającej wśród lwowskich studentów potrzeby rodzimości i narodowości, której nie była w stanie dostarczyć im ówczesna szkoła ani Uniwersytet.

Filomatów galicyjskich z ich wileńskimi rówieśnikami łączyła przynależność pokoleniowa, samokształceniowy charakter związku oraz jego model – rzeczpospolita młodych. Związek filomatów wileńskich przeszedł jednak istotną drogę rozwoju od organizacji samokształceniowej do grupy literackiej (filomaci wileńscy stali się nią po 1819). Podobna ewolucja nie miała miejsca w przypadku Towarzystwa młodzieży lwowskiej, które do końca swojego istnienia pozostało kółkiem samokształceniowym. Lwowscy studenci, w przeciwieństwie do wileńskich rówieśników, nie wydali ze swego grona nowatora, który przyczyniłby się do istotnych zmian w literaturze. Przede wszystkim brakło im intelektualnego przywódcy, osobowości obdarzonej talentem poetyckim na miarę Mickiewicza, a także opieki znakomitych profesorów uniwersyteckich.

Jednak to właśnie „filomaci lwowscy” stali się budzicielami polskości na gruncie galicyjskim. Ich prekursorskie zadanie było utrudnione ze względu na okoliczności społeczno-polityczne, w jakich znalazła się Galicja w początkach XIX wieku – sytuację odmienną niż prowincji litewskiej czy niedalekiego Krzemieńca. Ówczesna Galicja, oderwana od reszty Rzeczypospolitej już po pierwszym rozbiorze, była najbardziej zacofaną ze wszystkich części zaborów; ominął ją nurt oświecenia narodowego czasów stanisławowskich oraz reformy Komisji Edukacji Narodowej. Rządy sprawowało tu państwo, którego władze jako pierwsze spośród zaborców wypracowały program eksploatacji gospodarczej i wynaradawiania ludności. Na skutek polityki germanizacyjnej okupanta zniemczano szkoły i instytucje kulturalne, zaś cała okupacyjna administracja znalazła się ówcześnie w rękach Niemców i Czechów – często nie znających ani słowa po polsku. Językiem urzędowym był niemiecki.: „Jeżeli tedy niektórzy opisują z owych czasów dziwaczne na ciele i na duszy pokrzywione, pokurczone figury, trudniące się nauczaniem licznej młodzieży, nazywające się nauczycielami, profesorami tak w szkołach średnich jak gimnazjalnych, toć nie możemy temu zaprzeczyć, boć niestety tak najczęściej bywało! Marniono nielitościwie drogi i niepowetowany czas wyłącznie na przewrotnym uczeniu się języka niemieckiego” – wspomina doktor Nikodem Bętkowski, absolwent gimnazjum bocheńskiego.###strona###

Również ówczesny Uniwersytet Lwowski, w przeciwieństwie do przeżywającego okres świetności Uniwersytetu Wileńskiego, nie mógł poszczycić się wysokim poziomem kształcenia. Podpisany przez cesarza Franciszka I 7 sierpnia 1817 roku w Wiedniu akt powtórnej fundacji wynosił istniejące we Lwowie Liceum do godności Uniwersytetu, który teraz miał nosić nazwę Universitas Franciscea. Rektorem obwołano wysokiego dygnitarza kościelnego (arcybiskupa lwowskiego i prymasa Galicji) Andrzeja Alojzego hr. Skarbka-Ankwicza – wychowanego i wykształconego w Wiedniu. Nowo wybrany rektor – „wysoki, przystojny, wypudrowany, wyblanszowany, wyróżowany, od rana w czarnym fraku i węgierskich butach”, był bezwzględnym i gorliwym sługą nowego porządku. Toteż nic dziwnego, że wykładającym na tutejszym uniwersytecie profesorom ograniczono wolność treści i metod nauczania. Dzięki staraniom Jana Maksymiliana Ossolińskiego uniwersytet posiadał jednak własną katedrę języka i literatury polskiej (formalnie od 1818 r., a faktycznie dopiero od 1825), umieszczoną na wydziale filozoficznym. Po kłopotach związanych z jej obsadzeniem, w 1825 r. na stanowisko profesora literatury nominowano Mikołaja Michalewicza. Michalewicz „człowiek cichy, spokojny, łagodny (…) dobrych chęci, lecz miernego talentu i niewielkiej erudycji”, nie posiadający za grosz charyzmy, przesądził o losach i roli katedry, która nigdy nie miała się stać tym, czym mogłaby być pod innym kierownictwem. Nie potrafił zachęcić nawet do słuchania swoich wykładów, a co dopiero mówić o rozbudzaniu zainteresowań literaturą narodową. Nic więc dziwnego, że z roku na rok konsekwentnie ubywało mu słuchaczów, a sale wykładowe często świeciły pustkami.

Idee narodowe przedostawały się do Lwowa za innym pośrednictwem. Z czasem głównym sprzymierzeńcem polskości w Galicji stał się teatr pod znakomitą dyrekcją energicznego Jana Nepomucena Kamińskiego, który w 1817 r. wywalczył u cesarza przywilej grania przedstawień (w określone dni) w języku polskim.

Filomaci lwowscy utrzymywali pewne kontakty z kulturalnymi i literackimi środowiskami Warszawy, Wilna, Krzemieńca. Jeżeli chodzi o łączność z filomackim ruchem wileńskim, to brakuje bezpośrednich dowodów na jego istnienie, jednak z drugiej strony dają się zauważyć pewne zbieżności w ustawowych zapisach obu Towarzystw.

Pierwszym prezesem lwowskiego Towarzystwa został obrany dwudziestoletni Walenty Chłędowski. „Dowcipny i energiczny, ale nie bez pewnego melancholijnego zakroju, umiał on się podobać i zyskiwać przyjaciół” – wspominał poetę jego krewny i historyk zarazem Kazimierz Chłędowski (późniejszy minister Galicji). Chłędowski, który, jak się wydaje, mianował się intelektualnym przewodnikiem Towarzystwa, posiadał własną wizję jego celów i sposobu funkcjonowania. Głównym jego antagonistą w obrębie Towarzystwa był Sebastian Januszkiewicz, któremu Chłędowski zarzucił „burzenie tak świetnych związków przyjaźni”

Do dzisiejszych czasów w zbiorach Ossolineum we Wrocławiu dochowało się rękopiśmienne Archiwum Towarzystwa Ćwiczącej się Młodzieży w Literaturze Ojczystej, spisane przez sekretarza, Franciszka Ksawerego Kirchnera. Wśród zamieszczonych na kartach Archiwum utworów poetyckich zdecydowanie dominują bajki, sielanki, elegie, dumania, dumy, anakreontyki, pojawia się także proza: listy, dialogi, a przede wszystkim powiastki. Młodzi poeci lwowscy, tak samo jak ich wileńscy koledzy (oczywiście oprócz Mickiewicza), nie byli romantykami. Ich poglądy na literaturę były zdecydowanie eklektyczne: sentymentalno-klasycystyczne.###strona###

Filomaci lwowscy działali około dwóch lat. Początkowy zapał młodych poetów z czasem zaczął jednak gasnąć: członkowie nie płacili ustalonych składek, uchylali się od obowiązku oddawania książek do wspólnej biblioteki, zaczęły się wystąpienia z szeregów, aż wreszcie doszło do rozwiązania związku.

Jak dalej, po rozpadzie Towarzystwa, potoczyły się losy filomatów lwowskich?
Jedynie Walentemu Chłędowskiemu oraz Stanisławowi Jachowiczowi dane było cieszyć się sławą literacką. Chłędowski z czasem został najwybitniejszym krytykiem miasta nad Pełtwią. Był jednym z głównych animatorów życia kulturalnego Galicji: w 1820 redagował „Pszczołę Polską”(pewnego rodzaju kontynuację „Pamiętnika Lwowskiego), a w 1830 wydał własnym sumptem 2 tomy czasopisma „Haliczanin” propagującego ideały filozofii niemieckiej (Kanta, Hegla).

Nie wiadomo jak potoczyły się losy antagonisty Chłędowskiego – Januszkiewicza. Ten nieźle zapowiadający się poeta, po rozwiązaniu organizacji znika z pola widzenia. Dużą sławą cieszył się natomiast Jachowicz osiadły po ukończeniu studiów w Warszawie i zajmujący się bajkopisarstwem oraz pracą pedagogiczno-społeczną. Jego „Bajki i powieści”, wydane po raz pierwszy w 1824 r., doczekały się wielokrotnych wznowień, były też tłumaczone na inne języki. Po 1819 r. na terenie Lwowa działali: Eugeniusz Brodzki, który w latach 1821-1822 razem z Ferdynandem Chotomskim wydawał „Pamiętnik Galicyjski”, publikował też w „Rozmaitościach”; Jan Juliusz Szczepański – został nauczycielem, wydawcą czytanek dla szkół ludowych oraz wykładowcą w polskiej lwowskiej Akademii Rolnej i Handlowej.
W 1827 r. wydał Szczepański 6 tomów Polihymnii. Sartyni po powstaniu listopadowym powrócił do Galicji i w latach 1848-1862 redagował „Gazetę Lwowską”. Kirchner wyjechał do Wiednia, potem osiadł na wsi. O reszcie lwowskiego grona słuch zaginął.

Monika Stankiewicz-Kopeć

Oceń ten artykuł




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz