Ponad 50 tys. oświadczeń o zamiarze zatrudnienia Ukraińców zgłosili przez dziesięć miesięcy roku pomorscy pracodawcy. To ponad dziewięć razy więcej niż w 2014 roku. Powodem jest deficyt kadrowy m.in. w branży budowlanej, hotelarstwie, gastronomii – pisze Gazeta Wyborcza.
Liczba zarejestrowanych oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy Ukraińcom rośnie lawinowo. W 2013 roku w powiatowych urzędach pracy zarejestrowano 2917 oświadczeń, w tym roku już 50 299 (dane za okres styczeń – październik).
Najczęściej pracodawcy zgłaszali zapotrzebowanie na pracowników przy pracach prostych (53 proc. miejsc pracy) oraz robotników przemysłowych i rzemieślników (31 proc. miejsc pracy). Z danych wojewódzkiego urzędu pracy wynika też, że większość cudzoziemców – 78 proc. – zatrudnianych na podstawie oświadczeń będzie pracować na umowę-zlecenie lub umowę o dzieło.
Systematycznie wzrasta też liczba pozwoleń na pobyt czasowy i pracę wydawanych przez wojewodę. To nieco bardziej skomplikowana procedura zatrudnienia cudzoziemców ze Wschodu. W 2013 roku wydano 880 takich dokumentów, w tym roku (dane od stycznia do końca listopada) – blisko siedem razy więcej.
Nie wiadomo ilu Ukraińców pracuje na Pomorzu na czarno.
Czytaj również: Ukrainizacja polskiego rynku pracy jest nieunikniona? „Jesteśmy nakierowywani na gospodarczą zapaść”
Ukraińcy wypełniają lukę na rynku pracy – pracują głównie jako monterzy, spawacze, budowlańcy, ekspedienci czy kucharze.
Zbigniew Canowiecki, prezes Pracodawców Pomorza jest zdania, że w przyszłym roku zapotrzebowanie na rynku pracy będzie jeszcze większe.
– Ukraińcy to pracownicy sumienni, solidni, z tego samego kręgu kulturowego, zdyscyplinowani. W efekcie pracodawcy są z nich bardzo zadowoleni, a ponieważ ciągle są braki ludzi do pracy, to jest też nacisk na to, by upraszczać procedury zatrudniania. Prognozujemy, że w 2017 roku zapotrzebowanie na pracowników na Pomorzu będzie większe niż w roku bieżącym, trzeba więc szykować się na przyjęcie jeszcze większej liczby gości ze wschodu. – mówił.
– Zawsze u przedsiębiorców jest taka pokusa, by może trochę uszczknąć z pensji obcokrajowca – mówi Zbigniew Canowiecki. – Jako organizacja przestrzegamy, że nie wolno tego robić, bo jeżeli pracownik z Ukrainy stwierdzi, że zarabia mniej o nawet 5-10 proc. od Polaka na tym samym stanowisku, będzie szukał pracy w Niemczech czy we Francji. Stracimy tych pracowników, którzy są potrzebni. To polityka krótkich nóg
kresy.pl/ pap






























