“Są dziesiątki tysięcy trupów, o których współcześni stratedzy polityczni, orędownicy wyższych ‘racji stanu’ wolą nie wspominać. Ofiary ludobójstwa nie tylko nie doczekały się upamiętnienia, ale z racji na złą wolę celowo są hańbione ” – pisze Włodzimierz Osadczy.

Na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim odbyła się konferencja „Doły śmierci i hańby” na temat nieupamiętnionych miejsc kaźni Polaków na Kresach.

Relację z konferencji zamieścił w “Kurierze Galicyjskim” Włodzimierz Osadczy.

Minęło ćwierć wieku odkąd Polska i Ukraina cieszą się wolnością, budują strategiczne partnerstwo, solidaryzują się w przeciwdziałaniu imperialnym zakusom, ustawicznie zagrażającym bytowi suwerennemu obu narodów. Wspólną platformą porozumienia jest wybór europejski i wartości demokratyczne. Jednak powierzchniowość i deklaratywny charakter wysiłków polityków obnaża fakt istnienia tysięcy(!!!) dołów śmierci, które nie zostały upamiętnione, a nawet ustawiczne bezczeszczenie szczątków ludzkich” – pisze Osadczy

Są to dziesiątki tysięcy trupów, o których współcześni stratedzy polityczni, orędownicy wyższych „racji stanu” wolą nie wspominać. Na samym Wołyniu spośród 60 tys. ofiar pochówku doczekali się jedynie ok. 3 tys. A reszta – ponad 50 tys. szczątków ludzkich – w XXI wieku w obszarze partnerstwa strategicznego, festiwali pojednawczych, obozów młodzieżowych, happeningów z udziałem polityków, hierarchów Kościołów, intelektualistów, biznesmenów są bezczeszczone. To tylko na Wołyniu. A podobna sytuacja jest także na terenach dawnych województw lwowskiego, tarnopolskiego, stanisławowskiego. Ofiary ludobójstwa nie tylko nie doczekały się upamiętnienia, ale z racji na złą wolę celowo są hańbione” – alarmuje Włodzimierz Osadczy.

Niestety przykładów celowego bezczeszczenia szczątków Polaków nietrudno znaleźć.

W wystąpieniu w czasie panelu dra Leona Popka z IPN zostały przedstawione zdjęcia, ilustrujące wykopaliska na miejscach zbrodni. Otóż w samym środku trupiego pola w miejscowości Gaj powiat kowelski powstaje wysypisko śmieci, zawartość którego – plastikowe butelki i inne towarzyszące europeizującemu się pokoleniu przedmioty – świadczą o żywotności pamięci o śladach zbrodni i nieodpartej chęci ukryć jej ślady pod gruzami śmieci. Podobny eksces nie należy do wyjątków. W Ostrówkach, tuż przy obecnej granicy Polski ciągnik regularnie wyjeżdżając wiosną w pole wydobywał na wierzch kości pomordowanych. Taka codzienność trwała aż do powstania memoriału w duchu urzędowego pojednania – bez informacji kto, dlaczego, z czyich rąk zginął na tym miejscu” – relacjonuje autor artykułu w “Kurierze Galicyjskim”

Powstaje pytanie, jak może istnieć taka sytuacja pod okiem władz konsularnych Rzeczypospolitej, wytrawnej dyplomacji polskiej budującej trwałe fundamenty braterstwa na pohybel putinowskim siepaczom. Przypomnijmy, że profanacji poddawane są szczątki dziesiątków tysięcy ludzi. Czy jest podobny precedens jeszcze gdziekolwiek na świecie?” – pyta Osadczy.

Jedną z przyczyn tak katastrofalnych i haniebnych zaniedbań w upamiętnieniu Polaków pomordowanych na Kresach jest celowe i planowe narzucanie nam banderowskiej narracji historycznej.

Takie upamiętnienie jest potrzebne najpierw dla Polski, dla Polaków. O polskim wymiarze zakłamania i hipokryzji, a także potrzebie zaangażowania środków politycznych, medialnych, akademickich dla wydobycia się z tego stanu upodlenia mówił także prof. Andrzej Gil, zasłużony na rzecz pojednania polsko-ukraińskiego historyk, wieloletni współpracownik prof. Jerzego Kłoczowskiego. Powiedział on, że narracja narzucana polskiemu społeczeństwu dość często zgodna jest z banderowską propagandą, która jeszcze w 1943 r. (sic!) zaczęła walkę o przestrzeń publiczną, o historię, o film, o sztukę. Zmiana powinna nastąpić po polskiej stronie, druga zaś strona zdaniem profesora, przejdzie do wytoczonych celów” – czytamy w “Kurierze Galicyjskim”.

kuriergalicyjski.com/KRESY.PL

forma płatności