Bronisław Komorowski wystąpił w nowej roli ofensywnego pretendenta. Część komentatorów ocenia jednak, że zachowywał się w sposób wręcz agresywny.

Andrzej Duda mówił w sposób bardziej stonowany, część obserwatorów zarzucała mu nawet sztuczność. Duda częściej mówił na zasadach bezpośredniego komunikowania się z wyborcami, Komorowski natomiast koncentrował się na recenzowaniu kontrkandydata. Urzędujący prezydent, starał się ukazać Dudę przede wszyskim jako kandydata PiS, przypisując mu wszelkie te negatywne cechy, jakimi jego obóz w swojej narracji obciążał od 2007 konkurencyjną partię – przede wszystkim prowadzenie walki politycznej metodami policyjno-administracyjnymi. Andrzej Duda przypomniał, że za rządów PiS nie było problemów z bezrobociem, całkiem inaczej niż pod rządami Platformy Obywatelskiej i samego Komorowskiego. Kandydat PiS wypomniał mu podwyższenie wieku emerytalnego a także rzekome wspieranie stanowiska polityków brytyjskim opowiadających się za znaczną redukcją dopłat dla rolników. Komorowski zaprzeczał temu oskarżając Dudę o zmienność poglądów. Kandydat PiS odparował, że urzędującemu prezydentowi wystarczył jeden dzień by przyswoić, wcześniej przez siebie krytykowane, postulaty Pawła Kukiza. Między kandydatami doszło również do sporu o refundację zabiegów zapłodnienia in vitro, przy czym Komorowski starał się ukazać jako kandydat liberalny w tym względzie, Duda powoływał się na nauczanie Jana Pawła II.

Obaj kandydaci zgadzali się natomiast w tym, że Polska powinna wspierać władze Ukrainy oraz popierać jej wstąpienie do Unii Europejskiej. Obaj chcieli również tworzenia baz NATO na terytorium Rzeczpospolitej. Zarówno Komorowski jak i Duda określili się także jako zwolennicy jednomandatowych okręgów wyborczych.

gosc.pl/wp.pl/kresy.pl

forma płatności