Rosyjskie ministerstwo obrony zapowiada powołanie w 2015 r. Sił Powietrzno-Kosmicznych. Sztab Generalny zapewnia, że nic o tym nie wie, a jego oficerowie ucinają pytania dziennikarzy, odpowiadając, że nie wyobrażają sobie łączenia „zaskrońca i jeża” (ros. yża i joża).
W rosyjskich siłach zbrojnych może dojść pod koniec roku do organizacyjnej rewolucji. Moskwa wzorem NATO podnosi znaczenie obrony przeciwrakietowej
Chodzi o połączenie sił powietrznych i wojsk obrony powietrzno-kosmicznej. O takim zabiegu mówiło się ostatnio pod koniec 2011 roku. Miał to być element wielkiej reformy organizacyjnej rosyjskiej armii. Ale propozycję połączenia obu wojsk pod wspólnym dowództwem kojarzono wówczas głównie ze sporami generałów na najwyższych stanowiskach w kraju. I ostatecznie z połączenia nic nie wyszło. Niektóre elementy reformy też są cofane. Na przykład pułki lotnicze, przekształcone w 2009 r. w bazy lotnicze, znowu mają się pojawić. W ciągu ponad trzech lat zmienił się minister obrony, szef sztabu i dowódcy obu zainteresowanych formacji. Temat jednak wraca, i to znowu jako przedmiot sporu na najwyższym szczeblu.
Informacja ministerstwa jest nieoficjalna. Nikt imiennie za nią nie odpowiada, ale państwowa agencja ITAR-TASS ma raczej dobre źródła w resorcie, który zresztą nie zdementował jej doniesień. Na oficjalne dokumenty mielibyśmy poczekać do 1 grudnia. Przygotowania do połączenia musiałyby się odbywać znacznie wcześniej, jednak miałoby to pozostać niejawne.
Trudno wskazać cel tworzenia nowego rodzaju wojsk, który byłby najliczniejszym w ponad 750-tysięcznej rosyjskiej armii. W Siłach Powietrzno-Kosmicznych (WKS) służyłoby 350 tys. żołnierzy – 200 tys. dotychczasowych „lotników” i 150 tys. „kosmonautów”. Nie planuje się żadnych zmian wewnętrznych struktur łączonych formacji, więc nie wiadomo, czemu miałoby służyć objęcie ich wspólnym dowództwem, poza rozrostem wojskowej biurokracji. Dotychczasowi dowódcy likwidowanych sił zostaną zastępcami nowo wyznaczonego szefa całości. Do nowych wojsk ma zostać jeszcze przyłączona część wojsk rakietowych i artylerii, w tym obsługa pocisków krótkiego zasięgu Iskander – głównej odpowiedzi Rosji na natowską tarczę antyrakietową.
Superdowódca, czyli kto
O pomysłach powstałych w kręgu ministra obrony Siergieja Szojgu nie chce słyszeć nikt w Sztabie Generalnym. Obie instytucje położone są w podobnych do siebie wielkich białych gmachach po dwóch stronach ulicy Znamienka nieopodal Kremla. Szef sztabu gen. Walerij Gierasimow oficjalnie został zaproponowany Putinowi przez Szojgu w maju 2012 r., ale to niewiele znaczy. Gierasimow przejął stanowisko po poprzedniku w wyniku naturalnej sukcesji stanowisk, wcześniej był m.in. zastępcą szefa sztabu i dowodził Centralnym Okręgiem Wojskowym. Natomiast Szojgu, chociaż sam jest generałem armii, całe życie pracował w obronie cywilnej i służbach ratowniczych, stworzył specjalny resort: ministerstwo sytuacji nadzwyczajnych.
Między dwoma ośrodkami władzy nad wojskiem nieraz pojawiały się nieporozumienia. Dziś sztab mówi, że tworzenie WKS to „dziennikarskie fantazje”.
W ramach fantazji jest już kandydatura nowego superdowódcy nowej formacji. Miałby nim zostać oficer spoza dotychczasowych sił powietrznych i wojsk obrony powietrzno-kosmicznej gen. Władimir Zarudnicki, obecnie zastępca Gierasimowa i naczelnik Głównego Zarządu Operacyjnego. Ma 56 lat. Pierwsze osiem lat po promocji spędził w sowieckich wojskach na terenie NRD. Przez trzy lata dowodził rozpoznaniem pułku w Dreźnie, podczas gdy w tym samym mieście pod przykrywką kierownika Domu Przyjaźni Niemiecko-Sowieckiej pracował dla wywiadu zagranicznego KGB Władimir Putin. Gdy sześć lat starszy cywilny kolega Zarudnickiego został prezydentem, ten był już generałem z jedną gwiazdką. Wkrótce pojawiła się druga i trzecia, był bardzo często przenoszony – w ciągu 10 lat pełnił sześć różnych funkcji i to w wielu częściach Rosji.
Może stara znajomość sprawia, że ten oficer rozpoznawczy wojsk lądowych jest lepszy niż 54-letni obecny dowódca sił powietrznych gen. Wiktor Bondariew, mianowany na to stanowisko dwa lata temu, lub 50-letni szef wojsk obrony powietrzno-kosmicznej Aleksander Gołowko, pełniący swoją funkcję zaledwie półtora roku. Chociaż akurat w tej formacji powołanej przez Dmitrija Miedwiediewa 1 grudnia 2011 r. prawidłowością są częste rotacje dowódców. Gołowko jest już trzecim z nich.
Komponent kosmiczny
WKS byłyby połączeniem ogromnej masy różnych specjalności wojskowych. Dotychczasowe siły powietrzne to samoloty bombowe i szturmowe dalekiego zasięgu, samoloty uderzeniowe, powietrzne wsparcie wojsk lądowych (głównie śmigłowce), lotnictwo transportowe i specjalne oraz naziemna obrona przeciwlotnicza i wojska radiotechniczne.
Z kolei wydzielone wojska kosmiczne to systemy ostrzegania o ataku rakietowym i jego zwalczania, czyli rosyjska tarcza antyrakietowa. Zadania te wykonują specjalne ośrodki radarów (poza Rosją zainstalowano je także na Białorusi, w Kazachstanie i Tadżykistanie), trzy brygady obrony powietrzno-kosmicznej wyposażone w pociski antyrakietowe oraz dwie specjalne bazy lotnicze dla rosyjskich samolotów szpiegowskich.
Wojska te prowadzą także wywiad kosmiczny i obserwują przestrzeń kosmiczną pod kątem aparatury wywiadowczej innych państw.
Bazy wojsk kosmicznych rozlokowano w całej Rosji, ale te bezpośrednio związane z kosmosem leżą w rejonach wyjątkowo trudno dostępnych. Kosmodrom Plesieck zbudowano w polarnych pustkowiach obwodu archangielskiego. Liczy 1,7 tys. km kwadratowych. Powstało tam specjalne wojskowe zamknięte miasto Mirnyj liczące 20 tys. mieszkańców. Kosmodrom składa się z 1,5 tys. budynków, 16 wyrzutni rakiet, w tym wynoszących w przestrzeń satelity. Teren pokryto siecią 300 km dróg i 326 km własnych linii kolejowych. Jest też lotnisko, na którym może wylądować nawet prom kosmiczny.
Niedawno od strategicznych wojsk rakietowych wojska kosmiczne dostały jeszcze jeden specjalny obiekt do ćwiczeń. To poligon Kura na Kamczatce, gdzie służy ponad tysiąc żołnierzy. Z reguły próby polegają na tym, że rakiety pokonują 5,6 tys. km, lecąc z Plesiecka do Kury, gdzie ocenia się, czy dobrze trafiły w cel.
Znacznie sił kosmicznych wyraźnie wzrasta. Dotąd nie były rodzajem wojsk, lecz strukturą wydzieloną. Od kiedy jednak świat mówi o tarczy antyrakietowej, Rosja wyraźnie eksponuje własną. Co roku zagraniczni attaché mogą na chwilę wejść do tajnych obiektów pod Moskwą, gdzie pokazuje się urządzenia obserwujące przestrzeń powietrzną i kosmiczną całego świata, gotowe zwalczyć dowolny lecący w stronę Rosji cel.
W tym roku przed Dniem Zwycięstwa zaprezentowano pięć nowych stacji radiolokacyjnych wokół aglomeracji moskiewskiej. Do końca roku ma być ich dziesięć. „Wykrywacze wszystkich wysokości” potrafią śledzić jednocześnie 100 obiektów w promieniu do 400 km wokół stacji i na wysokości do 100 km nad ziemią. Wykrywają samoloty, śmigłowce i lecące rakiety. Potrafią przekazać wyrzutniom pocisków dane potrzebne do zniszczenia dowolnego poruszającego się celu. Wojskowi „kosmonauci”, wykonujący swoje zadania przede wszystkim na uboczu i w dużej tajemnicy, coraz częściej uczestniczą w ćwiczeniach z innymi siłami. Na początku miesiąca razem z bombowym lotnictwem strategicznym, wojskami rakietowymi i marynarką wojenną wzięli udział w ćwiczeniach „odpierania ugrupowań naziemnych i ataku powietrzno-rakietowego” oraz „jądrowo-rakietowej odpowiedzi na atak wroga” prowadzonych na Dalekim Wschodzie, które obserwował prezydent Władimir Putin.
Piotr Falkowski




























