„Jeżeli poddacie Lwów nam zostanie on w Europie, jeżeli poddacie go bolszewikom – już na zawsze pozostanie w Azji”

Poniższy artykuł pióra jednego z naszych ukraińskich użytkowników zawiera nieco inną od polskiej optykę. Autor podważa ukraińską narodowość dywersantów sabotujących działania obrońców Lwowa. Sugeruje również, że działacze OUN nie wierzyli i nie byli zainteresowani współpracą z hitlerowską III Rzeszą. Nie zgadzając się z nim w tych punktach, publikujemy poniższy tekst, doceniając pracę jaką autor włożył w napisanie artykułu, który, jak nam się wydaje, cechuje również sympatia do Polski i Polaków.

—————————————————–

Kierunek na Dniestr daje największe szanse na zapobiegnięcie wpadnięcia w pułapkę i jest zgodny z planami obrony południowo–wschodnich terenów Rzeczypospolitej – tak podszeptywała mi do ucha pokusa i dodawała niekwestionowane argumenty o możliwości uratowania wojska… Nie możesz tego zrobić – mówiło mi poczucie honoru i obowiązku. Jeżeli odejdziesz na południe – uratujesz skórę, ale równocześnie całkowicie odkryjesz tyły sąsiadującej armii Kraków, a także dasz wolną drogę do najwierniejszego miasta Rzeczypospolitej, pozostawiając je na samemu sobie…

Z dziennika gen. K. Sosnkowskiego

Wrzesień 1939 roku. Rozpala się II Wojna Światowa. Niemieckie odziały zmotoryzowane przełamują heroiczny opór polskiej armii i coraz bardziej wgryzają się w ciało Polski. Zachodni sojusznicy Polski milczą. Nagle społeczeństwo II Rzeczypospolitej przytłacza nowina: Niemcy pod Lwowem! Wejście wojsk niemieckich do miasta już w 12 dniu wojny nie było jednak czymś niespodziewanym, przecież to średniowieczne ruskie miasto – stolica Zachodniej Galicji (przed wojną Wschodniej Małopolski) znajdowało się niedaleko granicy ze Słowacją. Gdyby nie szlachetna postawa Węgier (które nie pozwoliły na zaatakowanie Polski ze swojego terytorium) Niemcy byliby tutaj jeszcze wcześniej. Nie zważając na to, Polakom udało się zorganizować, trwającą dziesięć dni, twardą obronę Lwowa. Pomimo wielokrotnych prób zdobycia miasta, zostało one zajęte dopiero przez Armię Czerwoną, która wypełniając artykuły Paktu Ribbentrop-Mołotow podeszła do Lwowa ze wschodu. Przebywając we wrześniu we Lwowie, grzechem wydało nam się nie odszukać niektórych historycznych śladów tych wydarzeń. Dlatego przenieśmy się na chwilę do odległego Lwowa z września 1939 roku…

Zawsze wierny Lwów

W końcu sierpnia 1939 roku ciężka atmosfera wojny wisiała w powietrzu. W rzeczywistości wojna trwała już od dawna, a zachodnie granice Polski płonęły pod atakami niemieckich dywersantów i piątej kolumny. Dlatego też, bez względu na szerokie niezadowolenie sanacyjną polityką polskiego rządu, oficjalny początek wojny przyjęto w Polsce z entuzjazmem – wszyscy przecież oczekiwali na wsparcie zachodnich sojuszników: Anglii i Francji. 1 września uczczono we Lwowie polskimi manifestacjami patriotycznymi, które miały na celu podnieść ducha bojowego w narodzie. Duża manifestacja odbyła się między innymi przed ratuszem. Wierzono wtedy, że w końcu uda się położyć kres niemieckim zakusom na polskie ziemie. Chyba tylko stare, doświadczone lwy przed ratuszem milczały, domyślając się, jak będzie naprawdę…

Lwowskie ulice ożywają jednak jeszcze przed początkiem wojny. Panuje tutaj wzmożony ruch polskich oddziałów. Jednostki wojskowe opuszczają Lwów, kierując się na zachód. Aby dać chociaż odrobinę radości miejscowym mieszkańcom, 31 sierpnia zorganizowano we Lwowie dwugodzinną paradę wojskową. Na Placu Mariackim (obecnie Plac Adama Mickiewicza) zebrało się wielu przedstawicieli władzy i społeczeństwa. Kobiety błogosławiły żołnierzy znakiem krzyża, żegnając ich, odchodzących na ciężką wojnę. Brązowy pomnik Adama Mickiewicza odprowadzał ich wzrokiem.

We Lwowie szybko zakończono formowanie 40 Pułku Piechoty „Dzieci Lwowa”, który 3 września złożył przysięgę i do 5 września, w pięciu transportach kolejowych, został odesłany na front. Pułk, w składzie które znajdowało się 28% Ukraińców, wejdzie w skład bohaterskiego garnizonu miasta Warszawy. Będzie bić się dzielnie, aż nazbyt dzielnie, jak na przedstawicieli gnębionej w II RP narodowości.

Na samym początku kampanii wrześniowej Lwów był jednym z priorytetowych celów niemieckich. Zdobycie go, pozbawiłoby polską armię nie tylko bogatej bazy surowcowej, ale także odcięłoby drogę do przyjaznej Polsce Rumunii. Dlatego już 1 września o godzinie 11 miasto doznało niszczącego bombardowania Luftwaffe. Hitlerowcy starali się przede wszystkim zniszczyć dworce autobusowe i kolejowe, aby zapobiec przerzucaniu polskich wojsk na zachód. Naloty uszkodziły głównie Dworzec Główny. Zbombardowane zostały także Aleja Focha (obecnie Czerniwećka), ulica Gródecka i lotnisko w Skniłowie.

Plan Operacyjny „Zachód” nie przewidywał obrony Lwowa, jednak szybkie przesuwanie się w głąb Małopolski XIV Armii niemieckiej, forsowanie przez wroga Sanu, a także brak możliwości zatrzymania wojsk niemieckich stworzyły zagrożenie szybkiego zdobycia Lwowa. Miasto musiało zatem szykować się do obrony.

Lwów stanowił centrum okręgu Nr 6, którego sztab znajdował się na Placu Bernardyńskim (obecnie Plan Soborny).

Po wyjeździe na front zmobilizowanych oddziałów lwowskiego garnizonu, na miejscu zostało jedynie dowództwo Okręgu Nr 6 na czele z generałem Władysławem Langnerem, odziały rezerwowe i odziały tylne, z których stworzono improwizowany batalion.

7 września, ze względu na zbliżające się oddziały wroga, Langner rozpoczyna tworzenie obrony Lwowa już na dalekich przedmieściach: od Żółkwi, wspierając się na rzece Wereszczycy do Gródka i rzeki Dniestr.

Rozkaz organizacji bezpośredniej obrony miasta otrzymali płk Bolesław Fijałkowski i ppłk Kazimierz Ryziński, który mieszkając wcześniej we Lwowie, doskonale orientował się w sytuacji. Stworzone cztery sektory obrony były w praktyce całkowitą improwizacją. Dowództwo zachodniego, najbardziej oddalonego sektora, znajdowało się na ulicy Sapiehy (obecnie Bandery) 37. Odcinkiem tym dowodził ppłk Henryk Janowski.

Dowódca północno-zachodniego odcinka obrony – podpułkownik Stanisław Brzeziński-Dunin zorganizował swój sztab na ulicy Kleparowskiej 7a, północnego – podpułkownik Bolesław Waśkiewicz na ulicy Hermana (obecna Łemkiwśka) 17, wschodniego – mjr Eugeniusz Ślepecki na ulicy Konopnickiej 3.

Dowództwo południowego odcinka na czele z ppłk Stanisławek Mrozkiem mieściło się w Korpusie Kadetów na ulicy Kadetów (obecna Akademia Wojsk Lądowych Ukrainy im. Hetmana Sahajdacznego na ulicy Gwardyjskiej).

Dowództwo nad wszystkimi sektorami obrony należało do Dowództwa Grupy Obrony Lwowa, które mieściło się na Ulicy Zielonej 12.

Dowództwo Obrony Lwowa nie posiadało wystarczających sił aby stworzyć szeroką obronę miasta. Dlatego też została ona zorganizowana bezpośrednio na dziesięciu wjazdach do miasta. Przy czym pierwszoplanowe znaczenie miały wjazdy zachodnie.

Na północnym odcinku, w celach obronnych, wykorzystano rów z mocnymi betonowymi ścianami, w którym przebiegała linia kolejowa oraz głębokie koryto rzeki Pełtwi, a w południowej części miasta głęboki rów linii kolejowej.

Duże znaczenie miało utrzymanie kontroli nad otaczającymi miasto wzniesieniami: wzgórzem 374 „Kortumową Górą” i wzgórzem 324 pod Zboiskami. Zdobycie tych punktów dawałoby wrogowi możliwość skuteczniejszej obserwacji i celniejszego ostrzału miasta.

Obrona wschodniej części miasta była w tym momencie praktycznie w powijakach – planowano dokończyć ją w drugiej kolejności. W parkach kończono budowę schronów przeciwbombowych dla wojska i ludności cywilnej, do czego wykorzystywano drewno z lasów brzuchowickich.

5 września Lwów doznał kolejnego niemieckiego bombardowania, mającego na celu zniszczenie połączenia kolejowego, łączącego Lwów z Przemyślem i Stryjem. Obrona przeciwlotnicza miasta była bardzo słaba. Niedługo jednak wzmocniono ją o dwie baterie dział przeciwlotniczych ewakuowanych z Rzeszowa, które bronić miały lotniska w Skniłowie, a także baterię dział 44 mm z Przemyśla.

Na terenie miasta dochodziło do akcji sabotażowych, o podejmowanie których Polacy podejrzewali ukraińskich nacjonalistów. OUN rzeczywiście chciało wykorzystać osłabienie Polski w walce o Niepodległe i Niezależne Państwo Ukraińskie. Mało kto jednak wierzył, że wolność przyniosą Ukraińcom Niemcy, którzy wcześniej podpisali umowę z bolszewikami. Rzecznik narodowego odrodzenia Ukraińców metropolita Andrzej Szeptycki, na prośbę gen. Langera, wydał list pasterski, w którym zaznaczył, że Niemcy są wspólnym wrogiem zarówno Ukraińców jak i Polaków.

Do Lwowa podciągały różne jednostki tyłowe i rezerwiści, z których formowano nowe bataliony garnizonu miasta. W samym Lwowie i w jego okolicach zgromadzono znaczne zapasy wyposażenia wojskowego i amunicji. Dla zabezpieczenie garnizonowi Lwowa odpowiednich zapasów amunicji, zaczęto zwozić je w głównej mierze ze składnicy uzbrojenia nr 6 w Hołosku, który miał stać samodzielnym punktem obrony.

Tymczasem na froncie

W tym czasie resztki pobitej już solidnie polskiej Armii „Karpaty” generała Kazimierza Fabrycego (która w trakcie tych walk zmieni nazwę na „Małopolska”) otrzymały od dowództwa rozkaz odwrotu i zajęcia pozycji obronnych na rzece San. Rzeka ta nie była jednak zbytnią przeszkodą, szczególnie tej jesieni. Dodatkowo, starając się wyprzedzić Polaków, do linii Sanu nadciągała niemiecka XIV Armia. Miała ona zająć stanowiska w Jarosławiu i Sanoku. Polskie dowództwo postanowiło wejść do Przemyśla i zorganizować obronę na północ i południe od miasta. Dywizje „Karpackie”, które cofały się spod Dunajca, miały rozciągnąć swoje siły na linii Sanu. Cofające się polskie odziały doznały jednak porażki od 1 i 2 niemieckiej dywizji górskiej, które ruszyły potem dwiema zmotoryzowanymi grupami w stronę Sanoka. W ślad za dwiema kolumnami wyruszył także 98 Pułk Strzelców Górskich płk Ferdinanda Schoernera wraz z dywizjonem 79 pułku artylerii górskiej (to on jako pierwszy podejdzie pod Lwów).

9 września Niemcy zaczęli forsować San w pobliżu Sanoka. W tym czasie polskie odziały jedynie odchodziły za granicę tej rzeki. Dlatego też wróg w wielu przypadkach, od wieczora 9 września do południa dnia następnego, forsując San, zdobył przyczółki na wschodnim brzegu rzeki.

Obrońcy nie mieli możliwości zatrzymania wroga. Obrona Sanu nie była przygotowana, a pozycje nad rzeką tylko częściowo były zajęte przez wojska Armii „Małopolska”. Na dodatek część wojsk znajdujących się w tym rejonie, samowolnie odeszła na południe od Starego Samboru w celu reorganizacji pododdziałów, zamiast planowanego przejścia na wschód od Dombromila. Doprowadziło to do lokalnego załamania się frontu i otworzenia drogi na Sambor (który grupa Schoernera zdobyła w nocy z 11 na 12 września) i Lwów.

Początek walk o miasto

Pułkownik Schoerner, ruszywszy w błyskawiczny rajd, którego celem było zdobycie Lwowa „z marszu”, już po drodze napotkał opór pojedynczych oddziałów polskich. Jego siły zostały zatrzymane przede wszystkim przez tyłowe pododdziały Wojska Polskiego pod Rudkami, na granicy rzeki Wereszczycy. Schoerner nieustannie jednak posuwał się na przód i 12 września o 14.30 wjechał na ulicę Gródecką we Lwowie.

Tutaj napotkali ogień z karabinów maszynowych, a z czasem także z ciężkich karabinów maszynowych i armat. W rezultacie Niemcy ponieśli spore straty i byli zmuszeni zatrzymać atak w celu wzmocnienia sił. Pozycje na zachodnim odcinku obrony zajął batalion marszowy majora Eugeniusza Ślepeckiego.

Najcięższe boje toczyły się o punkt oporu na ulicy Gródeckiej, w miejscu wybranym poprzedniego dnia przez ppłk Ryzińskiego, znajdujący się za rogatką gródecką i zajezdnią tramwajową. Jego garnizon stanowił pluton podporucznika Chmary, pluton ciężkich karabinów maszynowych podchorążego Hruszewskiego i pułk armat polowych podporucznika Orlita. Obrońcy skierowali ogień na wroga, zmuszając ich tym samym do rozbiegnięcia się po ulicy. Niemcy nie mogli jednak znaleźć schronienia w okolicznych budynkach, ponieważ ich drzwi zostały wcześniej zamknięte. Dworzec Główny był bohatersko broniony przez lwowskich kolejarzy.

Około godziny 16 płk Schoerner rozpoczął nowy szturm. Niemcy ruszyli szeroką ławą wzdłuż ulicy Gródeckiej, obchodząc polskie punkty oporu. Około godziny 17 nastąpił kryzys, gdy na odcinku bronionym przez 2 Kompanię złamano opór i Niemcy wtargnęli głęboko do miasta – aż pod kościół św. Elżbiety.

Sytuacja była krytyczna. Jednak wprowadzenie do walk polskiego plutonu policyjnego i ochronnego zatrzymały atak niemiecki. Na stacji Podzamcze szybko wyładowują się wojska tak zwanej „Grupy Grodzieńskiej” płk Bohdana Hulewicza i od razu włączają się do walk. Od 12 września w skład załogi lwowskiej wchodzi 35 Dywizja Piechoty rezerwowej płk Jarosława Szafrana.

W trakcie walk o Lwów tworzy się także Lwowska Brygada Obrony Narodowej. Na północ od miasta jego obrońców osłaniała Grupa Kawalerii „Żółkiew” płk Stefana Iwanowskiego.

Rannych przenoszono do trzech głównych szpitali, które znajdowały się w pomieszczeniach Politechniki Lwowskiej na ulicy Sapiehy (obecnie Bandery), Szpitala Okręgowego nr 6 na ulicy Łyczakowskiej 26, Szpitala Publicznego na ulicy Kurkowej (Łysenka) 31, a także Szkoły im. Królowej Jadwigi na ulicy Potockiego (gen. Czuprynky) 45.

Generał Ludwig Kübler – dowódca dywizji górskiej, zrozumiał, że nie uda się wziąć Lwowa „z marszu”. Postanowił zatem rozpocząć oblężenie miasta od strony południowo-zachodniej, aby tym samym pozbawić polskich obrońców możliwości jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz. W tym celu nakazał zdobycie Kortumowej Góry, a następnie wzniesienia w rejonie Zboisk i Hołoska.

Z założonymi rękoma nie siedzieli też obrońcy Lwowa. W nocy na 13 września wzmocniono obronę zagrożonego odcinku na Kortumowej Górze (wsparcie 80 żołnierzy). Oddziałami policji i kadetów wzmocniono także garnizon w Wólce. W rejonie ulicy Stryjskiej pozycje zajął batalion Brygady Narodowej „Lwów I”, na stacji Parseniwka – improwizowany batalion 19 Pułku Piechoty i bateria artyleryjska, a pomiędzy ulicą Zieloną i Łyczakowską – improwizowany batalion 40 Pułku Piechoty.

Pomimo tych przygotowań, 13 września około południa, po wcześniejszym przygotowaniu ogniowym, hitlerowcy zepchnęli polską załogę z Kortumowej Gory i po jej zdobyciu bez przeszkód ruszyli dalej. Utrzymano Zboiska i wzgórze Michałowszczyzna – punkty oporu żołnierzy „Grupy Grodzieńskiej”. Obrońcy Lwowa w ciągu dnia dwukrotnie próbowali odzyskać utracone pozycje. Udało im się jednak odbić tylko część cmentarza Janowskiego. Niemcom udało się z kolei opanować Dworzec Główny.

14 września hitlerowcy kontynuują okrążenie miasta od północy – nad Kulparkowem i Wólką. W ciągu dnia zajmują Sychów i Kozelniki, jednak w skutek nocnych ataków Polaków opuszczają je na noc. Jedyną trasą łączącą miasto ze światem była droga na Winniki.

Sukces niemieckich ataków na otaczające miasto wzniesienia leżał także w tym, że dowódca 10 Brygady Kawalerii Zmotoryzowanej, która po zwycięskich walkach pod Jordanowem, Wiśniczem, Łańcutem i Rzeszowem podeszła pod Lwów z północnego zachodu, Stanisław Maczek, nie rozeznał się od razu w sytuacji. Uważał, że Niemcy atakują wzniesienia z północnego zachodu. Gdy okazało się, że przyczaiły się tutaj niemieckie pododdziały z grupy Schroenera, było już za późno – Niemcy odgrodzili grupę Maczka od Lwowa. W konsekwencji od 13 do 16 września zmotoryzowana dywizja Maczka wraz z wojskami garnizonu miasta Lwowa prowadziła walki o otaczające miasto wzniesienia. Próby zepchnięcia strzelców górskich z zajmowanych przez nich pozycji okazywały się jednak nieskuteczne.

W skutek oblężenia bardzo ucierpiała ludność cywilna Lwowa (przed wojną mieszkało tutaj 320 tysięcy osób), gdyż oprócz barbarzyńskich bombardowań obiektów cywilnych, zniszczone zostały nawet cmentarze, między innymi cmentarz Orląt Lwowskich. Oprócz tego Niemcy uciekli się do barbarzyńskiego czynu – odcięli wodociągi, a wody z miejskich studni nie wystarczało nawet do wypiekania chleba. W mieście nie działała elektrownia i stacja gazowa, napływ uchodźców powodował problemy z żywnością. Próby wywożenia rannych zaniechano po barbarzyńskich bombardowaniach Luftwaffe na pociągi sanitarne.

Próby niesienia odsieczy Lwowowi

10 września generał Kazimierz Sosnkowski, zgodnie z rozkazem naczelnego dowódcy Edwarda Rydza-Śmigłego, stał się dowódcą frontu południowego. Rankiem 13 września opuścił Lwów, udając się pod Przemyśl.

Przystąpił tam do organizacji obrony miasta, równocześnie formując z trzech dywizji Armii „Karpaty” własną grupę operacyjną. Obrona Przemyśla zatrzymała Niemców i dała możliwość oderwania się pozostałościom „dywizji karpackich”. Skład osobowy tych oddziałów – po wielu krwawych walkach – był niezwykle uszczuplony. Okolice Przemyśla stały w ogniu, ze wszystkich stron rozbrzmiewała kanonada, szczególnie z zachodu, skąd przedzierała się do Przemyśla 11 Dywizja płk Bronisława Prugara-Ketlinga. Po wejściu tej dywizji do Przemyśla, razem z innymi wojskami grupy Sosnkowskiego, kieruje się ona w stronę Mościsk. Łatwe dojście do Lwowa uniemożliwiała jednak działalność niemieckiej 1 Dywizji Górskiej. Po wielu dyskusjach: czy wybrać bezpieczniejszą drogę i cofać się w stronę Dniestru, czy ryzykując, starać się mimo wszystko przebić do Lwowa, Sosnkowski zdecydował ostatecznie wyruszyć na odsiecz Lwowowi.

Przebiwszy się do Sądowej Wiszni, wojska jego grupy po zaciekłym nocnym boju rozbiły pułk SS „Germania” i kontynuowały marsz stronę Lwowa.

Po napaści radzieckiej

17 września, atakując z trzech stron, wojska polskie zdobyły wzgórze 324. Przypływ entuzjazmu u polskich żołnierzy wywołał nieudany zrzut zaopatrzenia i amunicji dla broniących wzgórza niemieckich strzelców górskich. Po przejęciu skrzyń Polacy zrozumieli, że położenie Niemców jest krytyczne. Z okrzykiem „Hurra” na ustach Polacy ruszyli do bohaterskiego ataku. To tu, to tam rozlegały się wybuchy granatów ręcznych i stukot karabinów maszynowych. Tym sposobem dopiero na trzeci dzień walk i za cenę śmierci 300 żołnierzy, udało się zdobyć wzgórze, które blokowało kontakt między grupą Maczka a Lwowem. Na jego zboczach Polacy doliczyli się ponad pięćdziesięciu ciał hitlerowców. Na swoich pozycjach pozostały trzy karabiny maszynowe. Wszystko to świadczyło, że strzelcy górscy bili się do ostatniej kropli krwi. Były to dobrze wyćwiczone oddziały, o czym miano się zresztą przekonać na Ukrainie latem i jesienią 1941 roku…

17 września brygada gen. Maczka otrzymała rozkaz przesunięcia się na nowe pozycje obronne – tak zwane przedmoście rumuńskie nad rzeką Dniestr. Wraz z jej odejściem, już następnego dnia, podczas niemieckiego kontrataku, wzgórze zdobyte wcześniej z tak wielkim trudem, ponownie przeszło w ręce wroga. W tym samym czasie wolnej drogi do Lwowa potrzebowały resztki „karpackich” dywizji generała Sosnkowskiego, które w ciężkich walkach przebijały się w stronę miasta.

W nocy z 17 na 18 września obrońcy wyparli wroga z podlwowskich miejscowości: Podborców, Podbereżeńców, Zniesienia, Laszek Murowanych i Dublan. Niemcy w odpowiedzi przeprowadzili silny ostrzał miasta. 17 września polskich żołnierzy zszokowała wiadomość o przystąpieniu do wojny ZSRR.

19 września Grupa Operacyjna gen. Sosnkowskiego rozpoczęła z rejonu Brzuchowic rozpaczliwą próbę przebicia się do Lwowa, dzieląc się na dwie kolumny: 24 Dywizja ruszyła na Kleparów, a 11 Dywizja na Hołosko. Po zaciekłych walkach, do Lwowa udało się przedrzeć jedynie batalionowi majora Eugeniusza Lityńskiego. Inne oddziały, w trakcie podchodzenia do Lwowa, zostały w krytycznym momencie zaatakowane z dwóch stron przez niemieckie czołgi. Dało to Niemcom czas na odtworzenie obrony.

20 września Sosnkowski podejmował kolejne rozpaczliwe próby przedarcia się do Lwowa. Niestety, bez rezultatu. Akcje te napotykały huraganowy ogień niemiecki, pod którym zginęło wielu weteranów 11 Dywizji. W tym momencie jego grupa, znajdująca się na północ od Lwowa, była już całkowicie otoczona. W nocy na 21 września niedobitki grupy Sosnkowskiego podchodzą pod Dublany, gdzie otoczone przez kawalerię Armii Czerwonej, ostatecznie złożyły broń. Części żołnierzom udało się prześlizgnąć do Lwowa. Generał Sosnkowski i jego najbliższe otoczenie uniknęło niewoli, kierując się na zachód.

Dowódca składnicy uzbrojenia nr 6 ppłk Dmyszewicz, którego oddziały przez cały 20 września zwycięsko odpierały kolejne ataki Niemców, otrzymał od gen. Sosnkowskiego rozkaz, aby złożyć broń, bez wcześniejszego niszczenia składów – w obawie o bezpieczeństwo mieszkańców Lwowa. Zdziesiątkowany garnizon 21 września o godzinie 7.00 poddał się Niemcom. Przed kapitulacją zniszczone zostały jeszcze cztery haubice 155 mm. Broń złożyło 16 oficerów i 300 szeregowców. To wydarzenie Niemcy uważali za akt kapitulacji Lwowa.

19 września o godzinie 2.00 zmotoryzowany pododdział Armii Czerwonej, liczący 600 żołnierzy z 5 Dywizji Kawalerii i niepełny batalion czołgów 24 Brygady Czołgów, liczący 30 lekkich czołgów BT-7, pod dowództwem kombriga Szaraburko, dowódcy 5 Dywizji Kawalerii podszedł pod Lwów od strony Winników. Oto oficjalny (radziecki) opis późniejszych wydarzeń: „W trakcie podchodzenia pod miasto, polska artyleria otworzyła ogień. Pokonując uliczne barykady, główny batalion zwiadowczy (w sile 6 czołgów) doszedł do centrum miasta, gdzie spotkał się z wrogim ostrzałem baterii rozmieszczonej w pobliżu kościoła(najprawdopodobniej cerkwi Piotra i Pawła na ul. Łyczakowskiej przyp. autor.). Pierwszy czołg został uszkodzony. Dowódca oddziału rozpoznawczego, starszy lejtnant towarzysz Czufarow, zniszczył armatę znajdującą się w pobliżu kościoła i celnym strzałem podpalił amunicję wroga… W stronę czołgów posypał się grad pocisków z koszar i wielu okolicznych budynków. Załogi czołgów znalazły się wtragicznym położeniu. Do 4.30 ostrzał ustał. Grupa rozpoznawcza otrzymała rozkaz pozostania we Lwowie i blokowania wyjścia z miasta. Inne odziały odeszły w stronę Winników”.

Według polskich dokumentów, obrońcy wschodniego odcinka frontu byli uprzedzeni o możliwości nocnego napadu. O 2.30 oddział radziecki zaatakował barykady na ulicy Łyczakowskiej i prowadził ostrzał pozycji ogniowych 1 baterii 42 Dywizjonu Lekkiej Artylerii. Zwiad – dwa czołgi BT-7, weszły do miasta ulicą Łyczakowską i doszły do ulicy Bernardynów (Wałowa, obecnie Archiwna), czyli do centrum miasta. Czołgi starały się dotrzeć do budynku Grupy Obrony Lwowa na ulicy Zielonej.

Atak został odparty i wojska radzieckie cofnęły się pod Winniki. Pod Winnikami doszło do spotkania z oddziałami niemieckimi, nadchodzącymi z południa. Rozwój wypadków pokazał Niemcom, że Armia Czerwona nie cofnie się przed zajęciem Lwowa. W dniach 19-20 września trwały ożywione dyskusje pomiędzy niemieckim a radzieckim dowództwem, mające na celu zakończenie walk międzysojuszniczych i wyjaśnienie wszelkich nieporozumień.

Rankiem 19 września na rogatkę łyczakowską przybyli oficerowie radzieccy, przynosząc propozycję poddania miasta przez polskie dowództwo.

20 września Lwów gotuje się do obrony ze wszystkich stron. Rozbudowywane są umocnienia. Polacy przygotowują się do walki o każdą ulicę, o każdy budynek. W związku z całkowitym otoczeniem miasta, naczelnik sztabu 35 Dywizji ppłk Jan Sokołowski zaproponował próbę przebicia się do Węgier. I chociaż zostały już nawet wydane w tej kwestii pewne rozkazy, ostry sprzeciw gen. Langnera przekreślił wszystkie plany. Dwie kompanie obrony narodowej atakowały lotnisko w Skniłowie, zadając Niemcom spore straty.

Radzieckie dowództwo czekało na wycofanie się sił niemieckich, planując atak na miasto na 21 września.

21 września, pomimo wycofywania się spod Lwowa (na żądanie strony radzieckiej), stale opóźniającego się z racji ewakuacji rannych, na ulicę Gródecką przybył niemiecki poseł, proponując Polakom kapitulacje przed Niemcami nie później niż do 22.00 tego samego dnia. „Jeżeli poddacie Lwów nam zostanie on w Europie, jeżeli poddacie go bolszewikom – już na zawsze pozostanie w Azji”– powiedział poseł.

Rankiem 21 września przedstawiciele Armii Czerwonej ponownie zaproponowali Polakom podjęcie pertraktacji. Rozmowy odbyły się w Winnikach. Radzieccy delegaci domagali się wejścia do miasta. W umowie uzgodniono spotkanie pomiędzy gen Langnerem a dowódcą Armii Czerwonej mające odbyć się w godzinach popołudniowych. Nie zważając na te fakty, wojska radzieckie podjęły próbę ataku stanowisk polskich, jednak po otworzeniu ognia przez odziały polskie, odeszły na swoje pozycje. Langner, pomimo tego incydentu, czekał na łyczakowskiej rogatce na przedstawiciela Armii Czerwonej, bezskutecznie. Termin nowego spotkania wyznaczono w tym samym miejscu za trzy godziny. Tym razem do spotkania doszło. W trakcie rozmów z przedstawicielami radzieckiego dowództwa m.in. kombrigami Jakowlewem i Koroczkinem omówiono zasady przejęcia miasta przez Armię Czerwoną. Po powrocie z negocjacji Langner zwołał naradę wojskową – większość oficerów opowiedziała się za zakończeniem walk.

Wojska niemieckie tego samego dnia zakończyły wycofywanie się ze Lwowa, a ich pozycje zostały zajęte przez Armię Czerwoną. Straty całkowite 1 Dywizji Górskiej pod Lwowem wyniosły 484 zabitych i 918 rannych.

Rankiem 22 września polska delegacja na czele z gen. Langnerem ponownie spotkała się w Winnikach z przedstawicielami Armii Czerwonej. Przyjęto wtedy wszystkie warunki poddania miasta. Został podpisany „Protokół o przekazaniu miasta Lwowa Armii Czerwonej”, zgodnie z którym oficerom zagwarantowano wolność osobistą, nienaruszalności mienia, a także możliwość wyjazdu za granicę. Jednocześnie gen. Langner wydał „Rozkaz dla garnizonu Lwowa”, który określał porządek opuszczania miasta przez żołnierzy, „Rozkaz dla żołnierzy” z podziękowaniem za obronę Lwowa, a także „Odezwę do mieszkańców”. 22 września o godzinie 14 polskie wojska zaczęły składać broń. O godzinie 15 oddziały radzieckie wkroczyły do miasta i zajęły je całkowicie do godziny 16.

Losy obrońców Lwowa

W ten sposób rozpoczęła się pierwsza radziecka okupacja Lwowa. Na placu Bernardyńskim, obok Sztabu Dowodzenia Okręgu Nr 6, zebrało się kilkuset oficerów. Polacy wychodzili z miasta kolumnami, oddzielnie oficerowie (1500 mężczyzn), oddzielnie reszta wojska. Za granicą miasta jeńców zaczęli eskortować żołnierze radzieccy. Po wejściu do Winników polscy obrońcy mieli zostać zwolnieni. Radzieckie dowództwo nie myślało jednak nawet dotrzymywać swoich zobowiązań i oficerowie zostali zaaresztowani. Pierwszego dnia rozstrzelano również policjantów – chwilę po tym gdy ich kolumna minęła rogatki na ulicy Zielonej. Resztę osób zamordowano w owianych złą sławą Brygidkach.

Do wieczora dochodziło jeszcze do pojedynczych walk i wymian ognia prowadzonych z okien budynków, dachów i dzwonnic kościelnych. Gwałty i grabieże żołnierzy radzieckich doprowadziły do złożenia protestu przez prezydenta miasta Stanisława Ostrowskiego – bezskutecznego.

To był jednak dopiero początek. Później świat obiegła szokująca wiadomość o sprawie katyńskiej. Wzięci do niewoli oficerowie-obrońcy Lwowa zostaną wywiezieni do obozu w Starobielsku, a potem rozstrzelani przez charkowskie NKWD. Ich prochy spoczywają teraz na wspólnym Cmentarzu Ofiar Totalitaryzmu w Piatichatkach, w okolicach Charkowa.

Generał Langner, po rozmowach z przedstawicielami radzieckiego dowództwa w Moskwie, został 4 października ponownie przewieziony do Lwowa, skąd uciekł do Rumunii, a później dalej na zachód.

Zamiast posłowia

Staraliśmy się opowiedzieć Państwu, jak bronił się Lwów w 1939 roku i pokazać miejsca związane z tymi wydarzeniami. Obrona Lwowa miała olbrzymie znaczenie dla całej kampanii wrześniowej, gdyż wiążąc siły niemieckie, Grupa Obrony Lwowa dała możliwość Grupie Operacyjnej gen. Sosnkowskiego i wielu innym polskim oddziałom odejścia na tzw. „rumuńskie przedmoście” – pozycje obronne na linii Dniestru i Stryju, a potem na terytorium Rumunii. Drogę tę przeszło około 15 tysięcy polskich żołnierzy i oficerów. Później te jednostki wezmą udział w walkach u boku zachodnich sojuszników. W literaturze można spotkać twierdzenia, mówiące, że obrońcy Lwowa nie byli wystarczająco twardzi i nie wykorzystali optymalnie swoich sił. My jednak uważamy, że Grupie Obrony Lwowa, która dysponowała przede wszystkim drugorzędnymi oddziałami wojskowymi, udało się nie dopuścić do zdobycia miasta przez elitarne siły niemieckie, które tak naprawdę stały już u bram miasta. Odnośnie kapitulacji przez wojskami radzieckimi, nie jest trudno zrozumieć gen. Langnera i jego kolegów, którzy w bardzo trudnych warunkach września 1939 roku starali się, z korzyścią dla swoich wojsk, dojść do porozumienia z bolszewikami. Takie podejście wydawało się wtedy o wiele bardziej racjonalne niż samobójcza próba przedarcia się ze Lwowa do Rumunii.

Czas płynie, jak wody – w większości już podziemnej – rzeki Pełtwi, a miasto Lwa ciągle tak samo umie skrywać swoje tajemnice. Wiele kwestii nadal pozostaje przecież niewyjaśnionych. Nie wiadomo na przykład gdzie dokładnie znajdowała się składnica uzbrojenia na Hołosku i czy pozostały po niej do dzisiaj jakiekolwiek ślady. W którym budynku na ulicy Hermana (Łemkowskiej) mieściło się dowództwo południowego sektora obrony Lwowa i wiele, wiele innych. Oczekujemy, że w poszukiwaniu odpowiedzi na te pytania pomogą nam Lwowianie, którym nie jest obojętna historia swojego miasta.

Dlatego też, Drogi Czytelniku, klucząc wrześniowymi dniami po ulicach dawnego miasta Lwa, wspomnij przez chwilę polskich obrońców Lwowa, ludzi, którzy bronili miasta tak drogiego dla nich, tak drogiego dla nas.

Dr Iwan Parnikoza

Tłum. Paweł Jarosz

forma płatności