Poprawa stosunków polsko-litewskich wymaga czasu – powiedziała we wtorek prezydent Litwy Dalia Grybauskaite podczas konferencji prasowej.
„Rozstrzygnięcie wrażliwych problemów wymaga więcej czasu” – powiedziała prezydent, odpowiadając na pytanie dziennikarzy, dlaczego nie udaje się naprawić stosunków w Polską.
Prezydent zacytowała premiera Norwegii, który wyrażając radość, że wreszcie ułożyły się stosunki jego kraju z Rosją, po 40-letnich staraniach, zdziwił się, że Litwa chce mieć dobre stosunki w Polską, zabiegając o nie dopiero od 20 lat.
„Nie trzeba nic robić na siłę. Potrzebne jest obopólne zrozumienie, iż na poprawie stosunków zależy obu stronom” – powiedziała Grybauskaite.
Prezydent pozytywnie oceniła deklarację byłych prezydentów Polski i Litwy, Aleksandra Kwaśniewskiego i Valdasa Adamkusa, którzy podczas niedawnej konferencji Wspólnoty Demokracji w Wilnie wyrazili gotowość przyczynienia się do poprawy relacji miedzy obu państwami.
„Będziemy poszukiwali różnych pomysłów, żeby wrócić do normalności. (…) We wrześniu będziemy zastanawiać się, jak my, weterani współpracy polsko-litewskiej, możemy tej sprawie pomóc” – powiedział wówczas w rozmowie z PAP Kwaśniewski.
„Wszelkie inicjatywy skierowane na polepszenie stosunków dwustronnych zawsze chwaliłam i chwalę. To jest ta praca, którą wykonują najczęściej byli prezydenci i to jest bardzo dobre” – skomentowała prezydent Grybauskaite deklarację byłych prezydentów.
Odnosząc się do orzeczenia Najwyższego Sądu Administracyjnego ws. usunięcia tablic z podwójnymi nazwami ulic na Wileńszczyźnie, w językach litewskim i polskim, i zastąpienia ich tablicami z napisem po litewsku, prezydent powiedziała: „Wyroki sądów muszą być wykonywane”.
Decyzja sądu, która zapadło w piątek, jest ostateczna i nie można się od niej odwoływać. Podwójne tablice mają być usunięte w ciągu miesiąca.
Wicemer rejonu wileńskiego Czesław Olszewski zapowiedział, że tablice z podwójnym napisami z urzędów administracyjnych zostaną usunięte, ale nie wyobraża sobie, w jaki sposób można usunąć tablice z prywatnych domów.
Kurier Wileński/PAP/Kresy.pl





























