“USTAWA RZĄDOWA”, “STATUT VELIKAHO KNIAZESTVA LITOVSKAHO” – oglądamy reprinty Ustawy Zasadniczej Rzeczpospolitej Obojga Narodów oraz Statutów Litewskich wyłożonych jako symbol litewskiego państwa w gablocie przed wejściem do gabinetu przewodniczącego Sejmu Arūnasa Valinskasa.
Po litewsku oraz angielsku czytamy informację o eksponatach zamieszczoną na kartkach obok wydawnictw. W ten sposób skracamy czas, czekając na koniec narady u przewodniczącego Sejmu. Narady ważnej dla polskiej mniejszości na Litwie, bo dotyczącej sprawy pisowni nazwisk, o czym, między innymi, niedawno w Warszawie rozmawiali premierzy Litwy i Polski – Andrius Kubilius i Donald Tusk. Litewski premier zapewnił polskiego kolegę, że koalicja rządząca jest zdesperowana rozstrzygnąć ten problem najszybciej, jak tylko będzie możliwe, nawet na najbliższej sesji. Przed wyjazdem do Warszawy premier spotkał się z fachowcami od prawa oraz naradzał się w tej sprawie z przedstawicielami organizacji polskiej mniejszości na Litwie. Przed ostatecznym rozstrzygnięciem sprawy w Sejmie, wczoraj naradę kontynuował przewodniczący Sejmu Arūnas Valinskas.
– Przewodniczący spotka się z posłem na Sejm Gintarasem Songailą, dr hab. Kazimierasem Garšvą, profesorami Vytautasem Labutisem, Pranasem Kniukštą, Mindaugasem Tamošiūnasem, Gintautasem Iešmantasem, Povilasem Mataitisem – rzeczniczka prasowa wymienia nam listę obecnych.
– Nie byłem o tym spotkaniu informowany – powiedział “Kurierowi” lider Akcji Wyborczej Polaków na Litwie poseł Waldemar Tomaszewski. Zauważył też, że nie jest to pierwsza narada w Sejmie w sprawach również mniejszości polskiej, ale bez udziału w niej jej przedstawicieli.
Mogą naradzać się i bez nas, oby z dobrym wynikiem dla nas – powiedział nam poseł AWPL Jarosław Narkiewicz, który również nie miał informacji o naradzie u przewodniczącego.
– Sądząc jednak z listy uczestników spotkania, to trudno oczekiwać, że ten wynik będzie dobry dla nas – zauważył poseł. – Zaczekamy jednak na działania i wtedy będziemy mogli sądzić – dodał Jarosław Narkiewicz.
Jak dowiedzieliśmy nieoficjalnie, przewodniczący Sejmu spotkał się z prezesem stowarzyszenia “Vilnija” Kazimierasem Garšvą, autorem działu alfabetu Gramatyki Litewskiej oraz z profesorami językoznawstwa, jak też z posłami Gintarasem Songailą z frakcji konserwatywnej i posłem Valdemarasem Valkiūnasem z frakcji Liberałów i Centrum, żeby omówić argumenty “za” i “przeciw” zmianom w ustawie o pisowni nazwisk.
“Takich tu nie ma” – padła odpowiedź ze strony uczestników narady, zapytanych, który z nich miałby argument “za”.
– Nie omawialiśmy żadnego projektu. Większość jest językoznawców, przedstawiliśmy swoje zdanie na temat inicjatywny zmiany pisowni nazwisk, ponieważ większość społeczności językoznawców nie popiera tego – powiedział “Kurierowi” poseł Gintaras Songaila.
Tymczasem prezes stowarzyszenia “Vilnija” nie tylko nie krył szczegółów narady.
– Przed ponad 100 laty utrwalił się litewski alfabet, którego litery wszyscy znamy i w szkole się uczymy i ponad 100 lat nie było z tym żadnych problemów. Wszyscy bowiem umieją pisać i znają litery. Jest ich około 30. Ale znaleźli się ludzie jednej nieznaczącej partii, którzy postulują, żeby dodać jeszcze 10 liter – polskich, z których Kudirka, Basanavičius i inni zrezygnowali jeszcze około 100 lat temu. Tymczasem teraz w Litewskiej Republice, w ministerstwach sprawiedliwości oraz spraw zagranicznych było kilka osób, które za wasze i moje pieniądze przygotowali projekt, że trzeba zmienić alfabet i wprowadzić te obce litery. I teraz mamy ten projekt i mamy naciski na nas – powiedział dr hab. Kazimieras Garšva.
Nie krył też tego, kto “naciska” w sprawie nowelizacji ustawy o pisowni nazwisk.
– Polska, były wiceminister spraw zagranicznych Niewierowicz, były doradca Kirkilasa Andrzejewski oraz Czesław Okińczyc i jeszcze rzecznik prasowy “Mažeikių nafta” Jacek Komar – wymienia litewski naukowiec. – To oni właśnie, za pieniądze Możejek wynajmują dziennikarzy, kupują artykuły i mówią, że potrzeba im tych polskich liter. Ale to potrzeba ich partii. Nas to nie ciekawi. Tylko marnują nasz czas – oburzał się prezes “Vilniji” po wyjściu od przewodniczącego Sejmu.
– My, Litwini, mamy swój język i swoje nazwiska przez wieki i musimy to zachować – wtórował mu poseł Valdemaras Valkiūnas i zapowiedział, że będzie w Sejmie orędował, aby odwieść od spełnienia obietnic złożonych przez premiera.
– Wszyscy błądzą, dlatego trzeba rozmawiać i dyskutować z nimi, żeby oni zmienili swoje zdanie, jeśli są prawdziwymi patriotami Litwy – powiedział poseł Valkiūnas.
Jego zdaniem, nie należy w sprawnie pisowni nazwisk wzorować się na Polskę, gdzie przedstawiciele mniejszości narodowych mogą zapisywać swoje nazwiska w języku narodowym.
– Nie plączmy pojęć. My – Litwini na Litwie, oni – Polacy w Polsce. Niech oni, jak chcą, zezwalają na pisownię nazwisk Litwinom w Polsce. Dzięki za to Polakom. My zaś mamy, rzec można, swoją “biblię” i nie potrzebujemy, żeby oni narzucali nam swoją “biblię” – oświadczył poseł z Birż.
Z kolei jego kolega poinformował dziennikarzy, że mniejszość litewska w Polsce ma tylko formalne prawo do pisania swoich nazwisk po litewsku.
– Są możliwości formalne, lecz mówią, że nie mają technicznych oraz ekonomicznych możliwości pisania znaków diakrytycznych. Dlatego jest tylko około 30 osób, które zmieniły nazwiska, ale i w tym przypadku są one zapisane bez znaków diakrytycznych – powiedział poseł Songaila.
Również autor litewskiego alfabetu miał swoje argumenty, że Litwini w Polsce są dyskryminowani pod względem pisowni ich nazwisk i nie jest tak, jak sytuację przedstawia strona polska.
– To jest nieprawda – oświadczył Kazimieras Garšva. – Przywiozłem z litewskich domów w Sejnach książkę telefoniczną Suwałk. W Puńsku mieszka kierowniczka zespołu Aldona Vaicekauskienė, a tam napisane Wojciechowska. W Puńsku też jest dyrektor szkoły Juozas Farancevičius, zaś tam napisane Józef Forancewicz. To jest więc kłamstwo i propaganda. (…) Jest nazwisko Juršėnas, to oni w gazetach piszą Jurszenas. (…) Formalnie tam być może pozwolono, lecz są stworzone takie warunki oraz jest tyle niedogodności, że oni mówią, żeby im nie zapisywano (nazwisk po litewsku – red.), bo dla nich tak lepiej – powiedział Kazimieras Garšva.
Prezes “Vilniji” przekonywał też, że nigdzie na świecie Polacy nie mają i nawet nie domagają się prawa do pisania nazwisk w oryginalnej wersji językowej.
– Mamy najbardziej demokratyczny kraj na świecie, który wybrał prezydenta z Somalii (chodzi chyba że o USA i prezydenta Obamę z kenijskimi korzeniami – red.). Tam mieszka około 7 mln Polaków, lecz tam nie ma tego problemu i nikt tam polskich liter nie pisze. Jest też wielu Polaków na Ukrainie i Białorusi. Tam te sprawy w ogóle nikogo nie interesują – poinformował dziennikarzy Kazimieras Garšva.
Jego też zdaniem, na Litwie nie wolno wracać do pisowni polskich nazwisk z przyczyn animozji historycznych. Jak wyjaśnił, przed około 100 laty w litewskiej gramatyce zamieniono polskie litery na czeskie “ponieważ trwała masowa polonizacja Litwinów”.
– Wobec czego około 80 proc. nazwisk litewskich ma nazwiska spolonizowane lub o genezie słowiańskiej. Nie chcemy więcej słowianizacji Litwy i prosimy Akcję Wyborczą Polaków nas nie szantażować – oświadczył autor litewskiego alfabetu.
Jego zdaniem zmiana ustawy o pisowni nazwisk ma również aspekt ekonomiczny.
Urzędnicy mówią, że jest 8 polskich liter, ale też są litery – również 8 – braci Łotyszy, kilka Estończyków, też Francuzów, Portugalczyków, Anglików, Rumunów, Węgrów, w sumie na świecie jest około 100 liter. Żaden z urzędników nie podliczył, ile tych liter jest w ogóle, jak ich należy wymawiać i najważniejsze – ile to będzie kosztowało w okresie kryzysu – powiedział Garšva. – Mamy porządną pisownię, potrafimy porozumieć się, więc należy zakończyć tę dyskusję. Można przyjąć projekt Kupčinskasa i na tym koniec oraz bierzmy się za ważniejsze sprawy – dodał.
Przypominamy, że projekt posła Rytisa Kupčinskasa został wniesiony do Sejmu jako alternatywa rządowej nowelizacji dopuszczającej pisownię nazwisk z użyciem wszystkich znaków diakrytycznych mających za podstawę alfabet łaciński. Z kolei projekt konserwatysty Kupčinskasa nie tylko nie dopuszcza takiej możliwości, ale też zakłada lituanizację nazwisk nielitewskich.
Kurier Wileński/mb




























